Antiflesh [parcie ku wolności]


Antiflesh to nowa nazwa na rodzimym black metalowym poletku. Jakiś czas temu Wrocławianom udało im się wydać debiutancki materiał zatytułowany „In Peccatis Nostris In Sanguine” i jest to propozycja dla zwolenników klimatycznej, utrzymanej w średnich tempach odmiany tego gatunku. Nie jest to może kapela, która odkrywa nowe lądy na gruncie BM, ale zważywszy na to, że są to ich pierwsze kroki, prezentuje się całkiem nieźle. 

Na poczatek standardowo – jak się poznaliście i co Was skłoniło do zawiązania zespołu?

Z Leviatanem znamy sie dość długi czas i nasze drogi zeszły sie parę razy w kilku mniejszych kapelach. Każdy z nas zawsze podążał ścieżką utartą przez muzykę ekstremalną. Ion z Chriclokiem znają się prawie dekadę, początkowo jeździli ze wspólnymi znajomymi na wyprawy w góry. Potem, gdy wyszło, że każdy na czymś gra, zaczęli ćwiczyć regularnie perkusję z basem. Chricloka poznałem z polecenia kumpla, gdy szukaliśmy garowego do Mammona. Po moim odejściu, w jaskini Szatana z Chriclokiem zaczęliśmy piłować pierwsze własne numery, a skład uzupełnili Ion z Grześkiem. Po odejściu Grześka, Leviatan zabrał się za drugą giarę, ten sposób uformował się obecny skład Antiflesh.

Długo pracowaliście nad materiałem na „In Peccatis Nostris In Sanguine”? Jak oceniacie go z perspektywy upływającego czasu?

„Fog” to nasz najpierwszy kawałek, „I am the sin” powstał spontanicznie na jednej z pierwszych prób, gdy zdarzało się nam grać nawet 12 dni z rzędu. „Fog” znalazł się na krążku w praktycznie niezmienionej formie. „Sin” uległ skróceniu w stosunku do pierwotnej wersji. W tym utworze każdy dopracowywał swoją ścieżkę stopniowo, powoli. Chyba dlatego, że to nasz najwolniejszy utwór. Brzmienie ciągle ewoluuje, w nowszych produkcjach z udziałem Leviatana słychać zmianę w sferze melodyki utworów. „Fog” i „I am the sin” są ciągle dobrze przyjmowane na koncertach, chociaż sami, po godzinach spędzonych na dopracowywaniu obu otworów do nagrania oraz w studio, mieliśmy ich mocno dość… Na koncertowej setliście czasem znajdą się oba, czasem żaden z nich.

Czy poza Antiflesh mieliście jakieś inne zespoły lub udzielaliście się w jakiś sposób na scenie?

Grałem w Mammonie, Anaclasis oraz Utoya’i. Leviatan w Grimlord, Grimoirum, Aurum Solis i również w Utoya’i. Dla Chricloka i Iona, Antiflesh to sceniczny debiut, a już po powstaniu Antiflesh, Ion dołączył do Demogorgon.

Jak wyjaśnicie znaczenie nazwy zespołu? Do czego właściwie się odnosi i co było impulsem do nazwania kapeli w ten sposób?

Nazwa Antiflesh, to połączenie słów mające odnosić się do negacji ciała, kierować do sfery psychicznej człowieka. Do myśli, emocji, nihilizmu, zagubienia. Impulsem do nazwania tak kapeli były ciężkie chwile, życiowe wypalenie, stany depresyjne, zmęczenie całym tym syfem, który nas otacza, i któremu trzeba stawić czoła codziennie.

Coraz mniej kapel używa na scenie corpse-paintu. Co sprawiło, że zdecydowaliście się wykorzystywać ten element image`u scenicznego?

Niespodziewana obecność farb na backstage’u… W zasadzie, wykorzystanie tego elementu zależy od nastroju przed koncertem i klimatu danej setlisty. Gdy na większych koncertach jest mniej czasu na każdy zespół i korzystamy z planu „szybki wpierdol i do baru”, wtedy raczej skupiamy się na samym graniu.

Wybór pierwotnej okładki Waszego debiutanckiego materiału chyba był strzałem w stopę, bo sami zaczęliście w necie używać innej jego wersji. Jak się do tego odniesiesz?

Oficjalna okładka nie wypadła z użycia, a wersja alternatywna to tył dema. Funkcjonują równolegle jako grafiki towarzyszące wydawnictwu. Nie każdemu musi się podobać.

W kawałku „Fog” na Waszym demo ciężko się wyzbyć skojarzeń z „Freezing Moon” Mayhem. Wyszły z Was w ten sposób podświadome wpływy?

Mayhem był od zawsze moją osobistą inspiracją, podczas tworzenia numerów odpowiedzialna jest atmosfera, która panuje w danej chwili. Cała poznana muzyka wychodzi z nas podświadomie i łączy sie w jedną całość.

Widziałem, że zagracie w lutym z Icon Of Evil w typowo punkowej miejscówce. To dość niecodzienne i sugeruje to, że nie macie nic przeciwko graniu z zespołami, które funkcjonują na innej płaszczyźnie scenowej. Czy Waszym zdaniem black metalowi jest z punkiem po drodze?

W typowo metalowej knajpie usłyszymy na pewno hardrocka, a w punkowej – choćby thrash. Metal i HC/punk/rock, to raczej sceny, które nachodzą na siebie pod względem miejsc kultu (ha!). Jak w ALibi, Ciemnej Stronie Miasta czy Liverpoolu, tak samo w CRK odbywa się wiele podobnego pokroju wydarzeń. Czy od blacku do deathu jest daleko? Death z grindem, grind z crustem i dalej przenikają się stopniowo. Wszystko to scena ekstremalna, silnie funkcjonujące we Wrocławiu kontrkultury. A jeśli chodzi o black i punk, to cieżko nie doszukać się punkowej energii przeszywającej cały thrash, a silnie słyszalnej u zarania black metalu. „Welcome to hell” Venoma, czy pierwszy album Bathory zieją wprost tą najdzikszą stroną parę lat starszego punka i thrashu. W obliczu ostatnich europejskich i światowych wydarzeń antyreligijność blacku z antysystemowością punka zyskują kolejny wspólny odnośnik. Obie sceny istnieją z założeń wbrew temu co utarte i powszechne.

Często mówi się, że muzyka i teksty są odzwierciedleniem emocji ludzi ją tworzących. Jakiego rodzaju emocje chcecie zawrzeć w twórczości waszej formacji?

Smutek, który jest nieodłącznym towarzyszem życia oraz nienawiść do otaczającego świata, do utartych norm, do najwiekszej słabości Ziemi, jaką jest człowiek, którym łatwo manipulować.

W waszej twórczości często i gęsto pojawia się satanistyczna symbolika. Czy ma ona dla Was jakieś głębsze znaczenie? Czy satanizm, jaki jest wam bliższy opiera się głównie na formie negacji wartości chrześcijańskich czy raczej jest rezultatem jakichś waszych poszukiwań duchowych?

Przywileje i obłuda największych kościołów, nijakość i bierność ludzi wierzących, czy też ich fanatyzm i zaślepienie aż proszą się o łomot, ale sprawa sięga głębiej. Obawa społeczeństwa przed nieznanym i negacja tego, co ktoś każe im negować ujawnia poddańcze nastawienie i słabość każdego człowieka z osobna. Ciężko stwierdzić abyśmy w życiu wyznawali zasady nadstawiania drugiego policzka, emanowania miłością do każdego, czy posłuszeństwa wobec obłudników. Jeśli chcemy postępować tak, a nie inaczej, to po co wmawiać sobie winę? Satanizm pozwala przyjąć taki dekalog, jaki dla danej jednostki jest najlepszy, bez potrzeby tłumaczenia się komukolwiek ze swoich czynów i utwierdzania się we własnych niedoskonałościach. Przyjmowanie jarzma grzechu, narzuca nam z góry wadliwość jako ludzi i potrzebę wiecznego słuchania autorytetów w kwestii przekonań i postępowania. Pierwotny, zwierzęcy instynkt, powszechnie nakazuje się zabijać kosztem uległości. A jest to siła, która odpowiednio ukierunkowana pozwala przeć ku wolności od ram narzucanych nam dla korzyści samych narzucających. W oczach wielu, ten instynkt to demon, którego lepiej nie budzić. Wyznaczanie własnych ścieżek jest zadaniem awykonalnym dla udomowionego, pokornego stada jakim Biblia, czy Koran nakazują społeczeństwu być.

Black metal jako gatunek coraz częściej odseparowuje się od satanistycznej otoczki, z którą zawsze był kojarzony, a przez wielu uważaną jako gatunkowy element nieodłączny. Czy nie macie czasem wrażenia, że ta przepisowa osnowa przez długi czas odstręczała ludzi nią niezainteresowanych od muzycznych poszukiwań w obrębie tej stylistyki?

Na rodzimym, polskim padole następuje wiele zmian. Ludzie nie chrzczą tak powszechnie dzieci, rezygnują ze ślubów kościelnych, widzą, że nawet pogrzeb jest dla klech tylko okazją do wypchania kieszeni. Kościół neguje wiele, innych, bliskich szerokiemu gronu ludzi symboli, a pentagram i odwrócony krzyż już nie są kojarzone ściśle z dewastowaniem cmentarzy i zażynaniem kotów, jak było około dwóch dekad temu. Łatwy dostęp do informacji i możliwość poznawania odmiennych poglądów bez wychodzenia z domu powodują u myślących jednostek otwieranie się na bliższe ich prawdziwemu wnętrzu poglądy, lecz zanegowanie wartości chrześcijańskich, dla większości ludzi żyjących w naszej kulturze, dotyka sfery przewartościowania poglądów mocno w nich zakorzenionych. Poglądów, w których dorastali, i w których czują się bezpiecznie. To krok, którego większość woli nie stawiać, mimo że z ukrzyżowanym cierpiętnikiem też się nie utożsamia.

Black metal jest też odmianą metalu, którą od pewnego czasu niewątpliwie przeżywa swój renesans (szczególnie jaskrawy wydaje się przykład rodzimej sceny). Jak widzicie perspektywy jego dalszego rozwoju?

Kontynuując poprzednią myśl, także wielu wykonawców kultywuje brzmienie trzymając się od diabła z dala. Z drugiej strony postępuje też łagodzenie brzmienia ściśle lucyferiańskich muzyków, więc można to uznać za rozgałęzianie muzyki i otoczki z osobna na szersze pola sztuki. Dla samego black metalu nastąpił czas rozwoju, przyjmowania rozwiązań odbiegających od klasycznych, którymi scena się nasyciła. Nastąpił czas poruszania tematów sięgających głębiej niż Szatan, wojna, nihilizm i mizantropia. Z postępem popularyzacji symbolu kozła nadejdzie być może rozwój sceny black and rollowej, przystępniejszej szerszej publice. Nadejdą połączenia tematu okultyzmu z niezwiązanymi z nim do tej pory odmianami muzyki. Oprócz klasycznej ścieżki, pojawi się być może większy udział elektroniki, czy instrumentów wybiegających jeszcze poza organy, smyczki czy dęte, choć starsi fani są bezlitośni w ocenie i miażdżeniu rozwiązań zbyt śmiałych i łagodzących brzmienie. Gdy dojdzie do zbyt dużego konfliktu na tej płaszczyźnie, wtedy nadejdzie czas na odgałęzianie nowych gatunków.

Czy Waszym zdaniem w obecnym klimacie politycznym w naszym kraju stoimy przed widmem wydarzeń sprzed lat, kiedy black metalowe koncerty były odwoływane pod naciskiem prawicowych władz?

Podobne scenariusze mogą mieć dalej miejsce, ale raczej nie jest to kwestia ukierunkowania ustroju, tylko zatwardziałej mentalności. Odbieranie państwowych pieniędzy hospicjom i teatrom na rzecz katolickiej edukacji już wywołało falę sprzeciwu, więc na pewno władza nie będzie łatwo narzucać swoich poglądów innym. Scena trzyma się twardo swoich piekielnych korzeni, a nagłaśnianie prostestów i odwoływanie koncertów przynoszą tylko kontry w postaci wyciągnięcia broni za wolność słowa. Ciężko wyobrazić sobie nagłe wygaśnięcie ognia, który jak sam stwierdziłeś płonie jasno. Władza się zmieni, część fanów zetnie włosy i pójdzie pracować w korporacjach, ogień znowu za jakiś czas przygaśnie, ale nikt nigdy go nie zadusi!

Zdradzisz na jakim etapie tworzenia jest wasz następny materiał?

Kończymy pracować nad ostatnimi numerami na płytę, poprawiamy i ulepszamy kompozycje, aby całość nabrała bardziej demonicznej i gęstej atmosfery.

Dzięki za poświecenie Waszego czasu dla Loud Now. Ostatnie słowa należą do Was.

Pozdrawiamy słuchaczy Radia Maryja i zapraszamy do apostazji na koncertach!

Fot. zespołu: https://www.facebook.com/DominikaSWRPhotography

 


Od zawsze na zawsze, eleganckie zachowanie. A nie w chuja granie, zyski równo rozliczane. Przekaz hula, dobra morda kuma, kto nie kuma no to rura.

NO COMMENTS

Leave a Reply