Black Blood Tour 2016: Christ Agony, Stillborn, Above Aurora – 22.03.2016 @Poznań, U Bazyla


Wraz z końcem zimy zazwyczaj zaczyna się koncertowe zatrzęsienie. Jednym z pierwszych tego przejawów była przetaczająca się przez Polskę od połowy marca trasa Christ Agony i Stillborn. Trasa jak najbardziej wskazana, bo przecież obydwa zespoły mają w arsenale nowe wydawnictwa, więc było czym strzelać ze sceny(strzelać – taki żarcik o nabojach, lol). Skłamałbym, gdybym napisał, że nie czekałem na ten koncert, bo czekałem i to bardzo. Zwłaszcza na Stillborn, których wszystkie albumy bardzo sobie cenię, a ostatni raz na żywo widziałem ich 7 lat temu. A więc jak było?

Poznański koncert otwierał zespół Above Aurora – blackmetalowa nowinka ze stolicy Wielkopolski. Na temat występu wypowiedzieć się nie mogę, ponieważ do klubu dotarłem z opóźnieniem, w związku z czym przegapiłem. Na szczęście już w maju będzie druga szansa by ich zobaczyć, gdy będą dzielić scenę klubu U Bazyla z Degial, Vorum i In Twilight’s Embrace.

„Testimonio de Bautismo” – najnowszy album Stillborn to esencja metalowego bestialstwa i wściekłości. Wszystko, co najlepsze w starej szkole death/black/thrash metalu jest na tej płycie. Znakomita forma zespołu zwiastowała ostrą zawieruchę. I tak w istocie było. Zero ceregieli, tylko atak na całego od pierwszych do ostatnich sekund. Killer z pasją wypluwał płuca do mikrofonu, a basujący Hunger go w tym wspierał. Tylko jedna gitara zabrzmiała zaskakująco dobrze, nie było wrażenia pustki, a riffy paliły głośniki. August – jeden z moich ulubionych polskich bębniarzy, znakomite przejścia na kotłach, dudniący, mocno bity werbel i gęsta, bezlitośnie kopiąca po głowie podwójna stopa. Totalna dźwiękowa wścieklizna, zatrzęsienie blastów i kontrolowany chaos. Dla niewprawionego ucha – koszmar, dla mnie – rozkosz! I mimo iż reakcje publiczności były dobre, to trochę mnie zdziwił względny spokój pod sceną. Do dziś pamiętam koncert Stillborn z 2008 roku, podczas którego ruch na sali był tak niebezpieczny, że nawet głośnik się przewrócił. Co do treści, to jeśli ktoś liczył na sporą dawkę nowego materiału, to musiał być zadowolony, bo aż 6 utworów pochodziło z „Testimonio…”, a w tym obowiązkowy „Ancykryst”, „Odezwa” i utrzymane w kapitalnym tempie „Człowiekowstręt” i „Obłęd”. Były też fragmenty starszych wydawnictw, m.in. „Crave For Killing”, „Quickly You Rot” czy „Holy Mother Fucker” i smaczny cover „Nightmare” z repertuaru Sarcofago. I mimo braku utworów z „Manifiesto de Blasfemia” i „Los Asesinos del Sur” był to bardzo dobry koncert, do podsumowania którego pozwolę sobie zacytować fragment utworu „Odezwa”: „TAK SIĘ KURWA GRA DEATH METAL!”

Po występie mieleckich zabójców przyszedł czas na klasyków polskiego black metalu – Christ Agony. Już ponad 25 lat ekipa niezłomnego Cezara utrzymuje swoją pozycję na krajowej scenie, czego dowodem są częste koncerty i kolejne bardzo udane płyty, w tym najświeższe mini-wydawnictwo „Black Blood”. Nie wiem ile razy widziałem ich na żywo, ale za każdym razem otrzymywałem to samo i za każdym razem tego samego się spodziewam – solidnej dawki jadu, diabelstwa i dźwiękowego zła. Obecny skład obok Cezara tworzą już od blisko dekady Reyash i od kilku lat Młody(ex-Dissenter), czyli załoga doświadczona i pewna. Cezar to jak zawsze sceniczny demon, dający z siebie wszystko, a jego charakterystyczny wrzask nadal czyni go jednym z najlepszych wokalistów w Polsce, a może i dalej. Wspólnie z Reyashem tworzą świetny wokalny duet, choć sam Reyash to muzyk spokojny, bardzo skupiony, często grający z zamkniętymi oczami, co ciekawie kontrastuje z żywiołowością Cezara. Co zagrali? Nie ma to większego znaczenia. Christ Agony to tego typu zespół, który nieważne co zagra, bo i tak będzie dobrze. Wyłapałem m.in. „Moonlight”, „Devilish Sad”, „Mephistospell”, fragment „Nocturn” i „Coronation” z promowanego właśnie „Black Blood”. Wszystkie utwory na żywo łączą się w płynną, dostojnie kroczącą, potężną całość. Obyło się bez bisów, chociaż publiczność się domagała. Ale dla mnie koncert był kompletny. Z klubu wyszedłem usatysfakcjonowany, bo kolejny raz dostałem od Christ Agony to, czego się spodziewałem. I jestem pewien, że będzie tak jeszcze nie raz, bez względu na to, co zagrają. Życzę im tylko, aby następnym razem powitała ich liczniejsza publiczność. Trochę to niesprawiedliwe, że legenda polskiego metalu, będąca wciąż w znakomitej formie gra dla około setki osób. Ale wiem, że nie spoczną, bo w żyłach wciąż płynie czarna krew.

 


NO COMMENTS

Leave a Reply