Bodybag „Hard Death” [CD 2016]

Trochę z skurwysyńskiego grania zza Oceanu. Pięciu koleżków z Chicago niedługi czas temu postanowiło pograć sobie ekstremalne kwadraty, a „Hard Death” to już ich trzeci materiał w ciągu półtora roku.

Pierwsze, co rzuca się w uszy to bardzo zbasowane brzmienie płyty i nietuzinkowy jak na takie granie wokal. Płyta bardzo buczy, ale biorąc pod uwagę jej strukturę kompozycyjną- był to zamierzony efekt. Dominują proste i dobitne riffy w umiarkowanych tempach na pograniczu beatdown/slam. Od czasu do czasu pojawiają się riffowe wtręty o bardziej death metalowym wyrazie, ale przez większą część płyty mamy do czynienia z wolnym, siermiężnym butowaniem. Wokal odstaje od większości projektów tego typu, ponieważ jest to wyraźny krzyk o nieco wyższej barwie, bardziej pasujący do zespołów hc/hc, bez posępnego zacięcia. Od czasu do czasu pojawiają się też partie jakiegoś innego gardłowego, które są niższe i bardziej plugawe, tym samym lepiej osadzone w klimacie tego materiału. Kompozycyjnie wszystko niestety opiera się na oklepanych setki razy schematach. Jak dla mnie całość sprawia wrażenie już zbyt wolnej i nawet biorąc pod uwagę niedługi czas trwania (18 minut), płyta ta może trochę znużyć. Zaczęło się obiecująco, przyspieszenia, niezłe zejścia, ale mniej więcej od połowy muzyka staje się maksymalnie jednostajna i choć wszystko brzmi na maksa penersko, ciężko i w ogóle gruz, to trudno w pewnym momencie powstrzymać się od ziewnięcia i przełączenia odtwarzacza na coś bardziej żywego. Szczypta przyspieszeń i fajne krzaki  w logo sprawy nie załatwiają. Trzeba jednak więcej kombinować, a zwolnienia traktować jako kulminacje, a nie fundament, żeby to brzmiało jak należy :)

Bodybag na FB: https://www.facebook.com/7BODY7BAG3

 

Od zawsze na zawsze, eleganckie zachowanie. A nie w chuja granie, zyski równo rozliczane. Przekaz hula, dobra morda kuma, kto nie kuma no to rura.

SIMILAR ARTICLES

NO COMMENTS

Leave a Reply