Decapitated, Frontside, Totem, Materia – 11.12.2015 @Poznań, Blue Note

Z twórczością Decapitated jestem związany mniej-więcej od albumu „Nihility”, czyli już prawie 15 lat. Zespół mocno się od tamtego czasu zmienił, ale jedno jest stałe – jakość tego, co robią. A ta jest oczywiście najwyższa. Jednak największa siła Decapów tkwi w koncertach. Każdy kolejny występ jest potwierdzeniem światowej klasy i profesjonalizmu. Więc jeśli ekipa Wacława „Vogga” Kiełtyki gra w Waszym mieście, to obecność obowiązkowa! Bez względu na supporty.

No właśnie, supporty… Miałem mały problem, jak mam opowiedzieć o koncercie, na którym aż trzech z czterech zespołów w ogóle nie słucham, bo są poza kręgiem mojego zainteresowania. I postanowiłem podejść do tego nie jak fan, lecz bardziej z dystansem, jak obserwator, starając się spojrzeć obiektywnie na wydarzenia w klubie.

Materię od razu miałem z głowy, ponieważ komunikacja miejska w piątkowy wieczór postanowiła rzucić mi kłodę pod nogi i nie zdąrzyłem. Do klubu dotarłem chwilę po tym, jak skończyli grać. I już po wejściu doznałem lekkiego szoku – Blue Note wypchany po brzegi! Dopiero co pierwsza kapela zeszła ze sceny, a tu sala i wszystkie inne pomieszczenia pełne ludzi. Jak widać dobór kapel okazał się bardzo atrakcyjny, poza tym Frontside dawno w Poznaniu nie grali. No i piąteczek, który – jak wiadomo – sprzyja frekwencji. Tak więc po przybiciu kilku piątek ze znajomymi postanowiłem czym prędzej dopchać się do przodu, bo wiedziałem, że później będzie to niemal niemożliwe.

Pierwszą kapelą, którą zobaczyłem był Totem z Bukowna. Załoga dowodzona przez pełną energii i humoru wokalistkę Werę spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem, a nowoczesne thrashowo-metalcore’owe brzmienia bardzo szybko rozruszały publiczność. Było dużo melodii i wyraźnych, mocnych rytmów, na które fani reagowali bardzo entuzjastycznie. Również kontakt zespołu z publiką był bardzo dobry. Wszystko dobrze i sprawnie zagrane. Widać było, że Totem miał na sali swoich fanów i to całkiem spore grono. Koncert zagrany w takiej atmosferze można ocenić nie inaczej, niż dobrze.

Gdy na scenę weszli panowie z Frontside od razu wiedziałem, że bez względu na to, co za chwilę usłyszę, to będzie niezła zabawa. Wrzawa wśród publiczności oznaczała wyraźne spragnienie koncertu sosnowieckich metalcore’owców. I już od pierwszych dźwięków zaczęło się zamieszanie. Ubrani w koszule i eleganckie kamizelki muzycy dawali z siebie wszystko i przykuwali uwagę, zwłaszcza szalejący gitarzysta Demon i wokalista Auman, który za sprawą nakrycia głowy przywodził mi na myśl wokalistę AC/DC. Sam koncert był bardzo energetyczny i wypchany hitami z różnych okresów działalności grupy. Jednak chyba najgłośniej przyjętym utworem była mocno heavy metalowa „Legenda” z ostatniego albumu. Cała sala śpiewała, że wszędzie widzi smoki :) Z resztą refrenów odśpiewanych z publicznością było więcej. Przyznać muszę, że pod względem brzmienia, odegrania i atmosfery w klubie był to bardzo dobry koncert. Podobało mi się. I muzykom Frontside też musiało się podobać, bo wyglądali na zadowolochych. Mam tylko jedno zastrzeżenie: moim zdaniem słabe, statyczne czerwone oświetlenie nie pasuje do tego, co na scenie prezentuje Frontside. Więc za światło 2/10, a cała reszta bdb.

Teraz już piszę z perspektywy fana :) Decapitated bez względu na skład zawsze prezentuje światowy poziom jakości swoich koncertów. To w końcu marka na świecie ceniona. Ostatnio w krótkim czasie miałem okazję 2 razy przekonać się o aktualnej formie zespołu. Rok temu w listopadzie zaczynali promować album „Blood Mantra”, a w tym roku w czerwcu wystąpili na Dark Fest w Byczynie, gdzie dali jeden z najmocniejszych koncertów festiwalu. Te występy udowodniły, że początkowo nie budzący mojego zachwytu ostatni album pokazuje ogromną moc na żywo. Ciekaw byłem, czy tym razem znów będzie on wyczerpująco zaprezentowany, czy może zajdą jakieś zmiany. Nie zaszły. Od początku mieliśmy niszczące szybkością ciosy „Exiled In Flesh” oraz „The Blasphemous Psalm To The Dummy God Creation”. Później były dwa lub trzy utwory z „Carnival Is Forever” i dwa killery w postaci „Day 69″ i „Post Organic” z chyba najlepszego albumu „Organic Hallucinosis„. Był też obowiązkowy „Spheres Of Madness”, ale zdecydowanie najwięcej, bo chyba sześć utworów pochodziło z „Blood Mantra”. I w sumie dobrze, bo jak już wspominałem, materiał ten na żywo miażdzy. Zwłaszcza utwór „Nest” utrzymany w średnim tempie, z kapitalną rytmiką i piękną, długą solówką maestro Vogga. Swoją drogą nie tylko słuchać, ale patrzeć jak Vogg gra, to wielka przyjemność. Rasta to świetny frontman, który umie zawładnąć publiką, a jego dredy robią spore wrażenie, zwłaszcza gdy fruwają po całej scenie. Ale w największe zdumienie wprawił mnie Michał Łysejko, grający na stosunkowo prostym zestawie perkusyjnym rzeczy niesamowite, z ogromną precyzją. Brawo! Kolejne trasy dają doświadczenie, które słychać. Jest lepiej, niż rok temu. Na sali panowało szaleństwo, co chwilę ktoś wpadał do fosy, więc ochrona miała co robić. Death metal to nie rurki z kremem, jak ktoś kiedyś powiedział. Miło było patrzeć również, jak z boku sceny bawili się przedstawiciele Materii, Totem i Frontside. Brzmienie zawodowe, no i w końcu światła zagrały. To było najlepsze oświetlenie, jakie widziałem w poznańskim Blue Note. Właściwie same superlatywy, więc żeby nie było zbyt pięknie zgłoszę jeden zarzut. Na przyszłych trasach fajnie by było wpuścić do setu trochę więcej staroci. Przecież na „Winds Of Creation”, „Nihility” i „The Negation” jest sporo mocnych ciosów i na pewno wiele osób by się z nich ucieszyło. To w końcu te stare utwory zapewniły zespołowi znaczne grono fanów, których mają do dzisiaj. Tego życzę sobie i innym, a zespołowi siły i powodzenia. No, to do następnego razu!

1 COMMENT

  1. Legenda jest z przedostatniej płyty FS :) Ta trasa po prostu musi się podobać… Oby taki skład pojechał kiedyś za granicę.

Leave a Reply