Lostbone [po prostu gramy swoje]


Warszawska formacja Lostbone powstała niemal dekadę temu. Zbyt hardcorowi dla metalowców, zbyt metalowi dla hardcorowców. Dużo koncertują, sukcesywnie zdobywają coraz większą rzeszę fanów i świetnie się przy tym bawią. O tym czy Titus dograł im się za darmo, dlaczego ciągle zmieniają wydawców oraz o ich najnowszym albumie „Not Your Kind” – rozmawiałem z Przemasem. 

Mam takie nieodparte wrażenie, że zawsze byliście chyba obok tego, co w Polsce, często nazywane jest metalcorem. Do sceny metalowej też ciężko Was jakoś wpasować. Nie czujecie się trochę jak kukułcze jajo, do którego żadna ze stron nie chcę się przyznać?

Przemas: I tak i nie. Mnie nigdy hasło metalcore nie wyświetlało się przed oczami w zestawieniu z Lostbone, ale ja w ogóle nie lubię szufladkowania. Z drugiej strony jest to nieuniknione, bo przecież trzeba coś wpisać w „genre” na Facebook (śmiech). Chociaż nadal wydaje mi się, że pomimo tego, że nasza muza łączy w sobie elementy thrash i death metalu z hardcore to nie brzmimy jak wzorcowe bandy pod szyldem metalcore. Niech to jednak każdy słuchacz sam sobie osądza. Trochę jest tak, że dla hardcore’owców jesteśmy zbyt metalowi, a dla metalowców zbyt hardcore’owi, ale żyjemy w 2014 roku i od szoku jakim dla wielu było łączenie różnych stylistyk w muzyce minęło z 20 jak nie więcej lat. My po prostu gramy to co czujemy i co sprawia nam radochę. Gdyby radochę sprawiało nam granie old school thrash to pewnie tak byśmy grali, ale pomimo że ja np. bardzo lubię taka muzę, to grać wolę to co słychać w Lostbone. Ale ta sytuacja ma tez plusy, bo mieliśmy już okazję dzielić scenę z przeróżnymi stylistycznie zespołami i najczęściej te zestawienia bardzo fajnie się sprawdzały. A jeśli są ortodoksi, którzy nie będą nas słuchać bo nie wpisujemy się w konkretną etykietkę – trudno – niech słuchają tego co lubią, a my będziemy grać to co lubimy. Nie ma się tu chyba czym przejmować – ktoś nas jednak słucha (śmiech)!

Muszę oczywiście zapytać o gościnny udział Titusa w Waszym najnowszym klipie „Nothing Left”. Oczywiście kluczowym pytaniem w tym kontekście będzie… ile mu zapłaciliście i dlaczego tak dużo? Oraz… dlaczego zgodził się w ogóle z Wami wystąpić?

Przemas: To nie był układ finansowy, tylko koleżeński i jesteśmy zajebiście dumni zarówno z tej kooperacji, jak i z pozostałych jakie udało nam się na tej płycie zrealizować. Wiesz – nagranie muzyki wspólnie z Lipą, czy Tytusem – osobami, których muzyki słuchałem jeszcze będąc szczylem i których uważam za najlepszych rockowo-metalowych muzyków w Polsce i nie tylko, to dla mnie naprawdę zajebista sprawa. Sam fakt, że nasza muza spodobała im się na tyle, aby wziąć w tym udział jest też czymś co bardzo cieszy i daje kopa. Podobnie pozostali goście czyli Daron, Kosa i Pachu – to nie tylko nasi kumple, ale też muzycy, których twórczość mega nam się podoba i każdy z nich dołożył do „Not Your Kind” swojego charakteru. Ten materiał i tak wyszedł nam, jak na Lostbone momentami zaskakujący, a dzięki gościom udało się w moim poczuciu dodać mu jeszcze więcej kolorytu.

Jesteście bardzo płodni. Nie chciałbym dodawać: „jak na polskie realia”, ale cztery albumy i EPka, split z Terrordome, a na domiar tego kilka kompilacji… To robi wrażenie. Poza tym jesteście bardzo aktywni koncertowo, trasa promująca „Not Your Kind” wygląda imponująco. Jakie są Wasze najbliższe plany? Te na przyszły rok, bo mam wrażenie, że ten macie już świetnie zaplanowany.

Przemas: Dzięki, cieszę się, że tak to wygląda z zewnątrz. Ten rok faktycznie będzie chyba rekordowy jeśli chodzi o ilość koncertów i choć już nic nie planujemy, to niewykluczone, że coś jeszcze wpadnie z zaskoczenia. W tym roku w październiku atakujemy Czechy, Słowację, Rumunię i Węgry, a w listopadzie lecimy dookoła Polski. Powoli też pojawiają się pomysły na przyszły rok, na razie pojedyncze daty, ale jak tylko uporam się z najbliższymi rzeczami zaczniemy pewnie układać kolejne na 2015. Mam nadzieję, że jak zwykle uda się przynajmniej ok. 30 koncertów zagrać. Pracujemy też nad kolejnym teledyskiem i kolejnym lyric video do płyty „Not Your Kind”. Nie wiem jeszcze kiedy się pojawią, ale prace trwają. I to tylko tyle i aż tyle. W takiej muzyce promocja musi opierać się na koncertach, a że lubimy je grać to oby ich było jak najwięcej. Być może też wpadnie jakiś fajny suport, czy festiwal. Co do płodności – nigdy nie bawiło nas bycie zespołem, który latami siedzi w sali prób i sam dla siebie napierdziela w kółko te same 5 numerów. Gdy kończymy nagrywać album, niedługo potem zaczyna nas korcić, żeby na próbach zacząć dłubać nowe rzeczy. Jak do tej pory mieliśmy prawie idealnie 2 letnie przerwy między płytami – teraz przed „Not Your Kind” było dwa i pół roku. Tak się nam to w naturalny sposób układało. Jak będzie dalej – zobaczymy, bo ilość koncertów czasem utrudnia skupienie się na nowych rzeczach, ale obstawiam że ok. 2016-2017 nowy album się pojawi (śmiech). Natomiast przez te dwa lata chciałbym się skupić na promocji „Not Your Kind”.

Chyba często lubicie zmieniać wydawLostbone_Not_Your_Kind_okladkaców prawda? Spook Records, Altart Music, Metal Mundus, a teraz Fonografika. Praktycznie co album zmieniacie wydawcę… Jak oceniacie polski rynek fonograficzny z perspektywy zespołu, który z niejednego pieca chleb jadł?

Przemas: Optymalnie byłoby w ogóle nie zmieniać wydawcy, ale wyszło tak, jak wyszło. Tak jak wspomniałem wyżej, grając taką muzykę, podstawa promocji to koncerty. Wydawca ma zapewnić dystrybucję i promocję w mediach – co w 90% oznacza media internetowe. Przed Fonografiką całość promocji robiłem sam, teraz zajmuje się tym wytwórnia, chociaż w jakimś stopniu również ja, bo nie ma powodu aby nie korzystać z kontaktów, które są już sprawdzone z czasów gdy ja się tym zajmowałem. Co do dystrybucji to jak na razie mamy obsuwę z pojawieniem się płyty w
sieciówkach, zobaczymy na ile sklepy będą ją zamawiać – co też zależy w jakimś stopniu od tego ile ludków pójdzie do tych sklepów ją kupić. Od kilku lat muzyka metalowa konsekwentnie zmniejsza swoją obecność na półkach, a co za tym idzie przenosi się do Internetu. Zobaczymy, jakie wyniki będą jeśli chodzi o sprzedaż „Not Your Kind” w sklepach i wtedy będziemy sie zastanawiać, czy w ogóle warto robić dystrybucję poza sklepami internetowymi i koncertami. Jeśli obie strony będą zadowolone nie widzę najmniejszego powodu zmieniać po raz kolejny wydawcę, ale o tym będziemy mogli porozmawiać pewnie najwcześniej za rok lub dwa. Wszyscy chętni mogą już od jakiegoś czasu zamawiać album przez Empik.pl i Merlin.pl, do czego oczywiście zachęcamy. A rynek muzyczny jaki jest każdy widzi. Dzieje się bardzo dużo, jest masa zespołów, masa koncertów – to oczywiście dobrze dla słuchaczy bo mają w czym wybierać, czasami trochę gorzej dla artystów bo bywa że podaż jest większa niż popyt. Z jednej strony Internet pozwala docierać z muzyką do nowych ludzi, z drugiej strony słuchacze są z każdej strony bombardowani takimi ilościami muzy i wydarzeń, że trudno jest zostać zapamiętanym. Kiedyś człowiek kupował płytę, albo kasetę czy winyl i słuchał w całości, nawet jak mu się nie podobała, to wydał kasę więc słuchał aż mu się spodoba (śmiech). Na nową płytę lubianego zespołu się czekało, to było wydarzenie, słuchało się od deski do deski. Teraz często ludzie puszczają sobie 30 sekund numeru i klikają w następny – trudno jest w ten sposób do nich trafić, bo nie każda muza chwyta po 30 sekundach. Ale nie ma co płakać – jest jak jest i trzeba sobie radzić. My od kilku lat udeptujemy sobie drogę do głów ludzi i wydaje nam się, że udaje nam się zagościć na dłużej w coraz większej liczbie tych głów.

Nie będę udawał, że znam Wasz zespół na wylot, albo że na półce w domu stoi Wasza cała dyskografia i jeżdżę na Wasze koncerty z drugiego końca kraju… Jednak z własnego doświadczenia wiem, że zespoły które koncertują, mają co opowiadać kolegom po powrocie z trasy koncertowej. Jaka jest Wasza najzabawniejsza historia z życia zespołu Lostbone? W sumie, nie musimy się trzymać cenzury, więc jeśli będzie mało przystająca do norm społecznych – to nikt się nie obrazi.  

Przemas: Oj nie wiem, kilka osób mogłoby się obrazić (śmiech)! Wiesz, jest taka złota zasada – co się dzieje w trasie zostaje w trasie i jeszcze chyba nikt dobrze nie wyszedł na jej łamaniu. Ale oczywiście różne nietypowe akcje się trafiają. Dwa lata temu dla przykładu zapalił nam się bus pod klubem w Rzeszowie. Wsiedliśmy z kierowcą – siedziałem obok niego, a tu po odpaleniu spod kierownicy najpierw poleciał dym a potem buchnął żywy ogień. Stopiła się część deski rozdzielczej wraz ze skrzynką z bezpiecznikami. Ale niemiecka solidność – Mercedes, jak się okazało po ugaszeniu odpalił. I tak dojechaliśmy do domów, tylko że momentami gasły nam światła, nie działało ogrzewanie, a była zima, nie było też oczywiście radia, nie działały zamki w drzwiach i sam włączał się alarm, aż go w końcu wyrwaliśmy – ogólnie wesoło, szczególnie jadąc w środku nocy przez las jak gasną światła – nie polecam (śmiech). Zdarzyło nam się też wracać na lawecie, albo wymontowywać z samochodu jakiegoś znajomego mechanika część aby uruchomić nasz samochód, bo w całym mieście takiej nie było – ale zawsze – odpukać – udawało sie dojechać i zagrać! Zgubiliśmy też kiedyś w Olsztynie kluczyki do samochodu. Znalazły się następnego dnia wisząc na krzaku w centrum miasta na jednym z największych skrzyżowań – nie pytaj… W starym składzie były też klasyki w postaci pojechania pociągiem nie tam gdzie trzeba itd. Reszta niech zostanie milczeniem (śmiech).

Równie często co wydawców zmienialiście ludzi, którzy z Wami współpracowali przy kolejnych albumach. Mówię przede wszystkim o producentach. Pochwalcie się, kto zajął się profesjonalnie Waszym brzmieniem i służył dobrą radą przy produkcji „Not Your Kind”? Póki co, czytam same bardzo pozytywne komentarze… Czy jesteście tak samo zadowoleni, jak recenzenci Waszego albumu?

Przemas: Nie do końca tak to wyglądało. Pierwsze 4 materiały – dwie płyty i dwie EPki nagraliśmy w Progresja Studio z Pawłem „Janosem” Grabowskim, przy czym ostatni materiał – „Severance” zmiksował i zmasterował Szymon Czech. Z Pawłem kumplujemy się od lat, nagrywałem z nim jeszcze materiały innych zespołów i każdą sesję miło wspominam. Natomiast przed „Ominous” po prostu stwierdziliśmy, że czas coś zmienić – i tak trafiliśmy w ręce Arka „Malty” Malczewskiego i Filipa „Heinricha” Hałuchy w Sound Division. Natomiast przy najnowszej płycie padło na Zed Studio i Tomka Zalewskiego. Barton nagrywał tam kilkukrotnie i zawsze efekt był zajebisty, więc Zed chodził nam po głowach od dawna. Ponieważ jednak studio mieści się za Olkuszem, a to kawałek od Warszawy kwestie techniczne wcześniej uniemożliwiały nam współpracę. Tym razem się udało i jesteśmy mega zadowoleni! Tomek wycisnął z nas maksimum i po raz pierwszy mam w 100% poczucie, że każdy dźwięk na płycie został całkowicie dopracowany. Z poprzednich płyt też jesteśmy zadowoleni i każda była naszym maksimum w danym okresie, jednak było tam więcej chaosu i przypadkowości w kreowaniu brzmienia. Teraz mając za uszami wcześniejsze doświadczenia i absolutny słuch Zeda – wyszło ideolo! A gości dogrywaliśmy w HZ Studio, Huge Studio i Selecta Studio! My jesteśmy z tej płyty mega zadowoleni – a jak recenzenci? Większość opinii jakie do nas docierają, jak i pierwsze recenzje są pozytywne, a część nawet bardzo pozytywna więc serca i ogórki nam rosną!

I na koniec zapytam… Jeśli dobrze spoglądam na rok założenia, to za kilka miesięcy skończycie 10 lat. Planujecie coś szczególnego z tej okazji? Z takim dorobkiem, możecie spokojnie trzaskać „The Best of Lostbone” ;)

Przemas: Chyba „The Worst Of…” (śmiech). Dycha stuknie nam w październiku 2015 więc jeszcze rok. Mieliśmy kilka pomysłów, ale żaden z nich jak na razie nie był na tyle przekonujący, żebyśmy przy nim pozostali na dłużej. Na dzień dzisiejszy nie ma żadnych planów. Poza tym w tym składzie gramy od 2008 roku więc sami nie wiemy czy to ma sens. Chociaż z drugiej strony fakt, że ten zespół funkcjonuje już 9 lat jest dla mnie powodem do dumy, bo nie jeden i nie dwa zespoły w tym okresie zdążyły powstać i się rozpaść. Poza tym przez te 9 lat nie tylko działamy bez przerwy, to też z roku na rok mam poczucie, że coraz bardziej intensywnie. Mamy jeszcze trochę czasu – zobaczymy, czy będziemy to jakoś odchodzić. Pewnie będziemy sie starać grać dużo koncertów – czyli nic nowego!


NO COMMENTS

Leave a Reply