Mgła, Clandestine Blaze, One Tail, One Head, Misþyrming, Kringa – 12.12.2015@Kraków, Rotunda

Zacznę może od bardzo odkrywczego stwierdzenia, że Mgła to niesamowity fenomen na scenie black metalowej. Zespół, który jest podręcznikowym przykładem tego, że muzyka doskonale potrafi się obronić sama. Bez żadnej nachalnej promocji, żadnych wykresów i masowego jeżdżenia po różnorakich spędach. Mimo to, spokojnie można mówić pod kątem popularności o efekcie kuli śniegowej, który nasila się po każdym kolejnym materiale Krakowian. W stylu, jaki wypracował ten zespół drzemie olbrzymi potencjał i wcale nie dziwi mnie to, że na jedyny w tym roku koncert bilety wyprzedały się na pniu. Ostatni krążek Mgły „Exercises In Futility” to istny diamencik, więc zarówno dla mnie, jak i kilku bdb kolegów od serca było czymś kompletnie naturalnym, że ogarniamy bilety jak najszybciej i twardo planujemy sobie ten weekend w mieście znanym jako rodzima artystyczna Mekka, która wypluła tak znamienite indywidualności jak Paweł Rak czy Roman Paweł Lachowolski.

Podróż minęła nam bardzo przyjemnie- w Polskim Busie spotkaliśmy kilku załogantów jadących na imprezę Egodrop, z którymi szybko znaleźliśmy wspólny język i przy akompaniamencie dźwięków szkła porozprawialiśmy z nimi o sprawach mniej lub bardziej istotnych. Po wysiadce, jakieś 40 minut kluczyliśmy różnymi traktami próbując przebyć dystans normalnie zajmujący jakieś 15 minut, ale tak to jest jak słoiki wjadą do wielkiego miasta, sodówa uderza do głowy i każdy musi być przewodnikiem. Na koncert śpieszyliśmy się powoli, nasz plan zakładał wbicie do środka dopiero na islandzki Misþyrming i właśnie tak uczyniliśmy, odprężając się w międzyczasie na kwadracie u bdb kolegi, ślę podziękowania za przygarnięcie naszej niesfornej ferajny.

Tak jak wspomniałem wcześniej, kiedy już przebiliśmy się przez dzikie tłumy młodzieży odzianej w ciemne wdzianka, oczom ukazał się nam zespół gości z wyspy pod Grenlandią. Misþyrming przykuł moją uwagę w internecie już dużo wcześniej przed koncertem, a płyta której tytułu nie da się spamiętać bardzo mnie zaintrygowała, wskutek czego spędziłem kilka chwil swojego życia wtłaczając ich twórczość do swojej głowy. Na żywo gadało to całkiem fajnie, szczególnie przekonywały mnie zwolnienia i „wkręcające” rozwiązania melodyczne. Ich zróżnicowane tempa, dołujący klimat i fajna gwałtowność ciekawie wypada na żywo.

Dałem sobie siana z następnym z kolei One Tail, One Head, jak wspomniane było gdzieś tam wcześniej, nastawienie było konkretnie na występ Mgły, a zbijanie piątek z napotkanymi, dawno nie widzianymi popaprańcami też stanowiło istotny element wieczoru.

Pierwsze co mi przychodzi do głowy w związku z koncertem Mgły to postawienie pytania „dlaczego tak krótko”. Kiedy skończyli grać, byłem przekonany, że jest to koniec pierwszej połowy występu. Jakieś na oko 40 minut minęło mi jak pięć.  Bardzo ucieszył fakt, że wraz z lubelskim królem ciuchlandów udało nam się wbić na balkon. Co prawda chwilę trzeba było przybajerować koleżkę sprawdzającego opaski, ale w końcu pękł i zgodził się nas wpuścić za paczkę draży i łyka Frugo. Wracając do meritum – muzyka Mgły jest po prostu wielka, a uczestnictwo w koncercie pozwala w dużo większym stopniu te dźwięki poczuć. Melodyka i transująca struktura numerów wkręciła mnie w pewnym momencie tak bardzo, że przestałem zwracać uwagę na to, co dzieje się na scenie. Bo będąc szczerym, nie zmieniało się tam zbyt wiele, a muzycy byli na maksa statyczni. Ale porządkowanie sobie w głowie świetnie synchronizujących się partii gitar, wychwytywanie niuansów, płynięcie z nurtem prowadzonych i zapętlanych w mistrzowski sposób melodii było uczuciem naprawdę wspaniałym. Jest w tej muzyce coś bardzo pociągającego, nie wiem do końca jakie określenie byłoby w pełni trafne, żeby to opisać, ale chodzi o pewnego rodzaju efektowną wzniosłość i majestatyczność, która jest osadzona w atmosferze kontemplacyjnej i przy tym pozbawiona typowej black metalowej agresji. Mgła pod kątem umiejętności generowania „głębokiego” klimatu ma dużo wspólnego z post-metalem i chyba po prostu oszalałbym, gdyby zespół zdecydował się dołączyć do swojej twórczości jakieś dobrze sklejone wizualizacje. Mam nadzieję, że wezmą to kiedyś pod uwagę. Brzmienie na balkonie odpowiadało mi bardzo dobrze, choć parę osób oglądających koncert z pozycji parkietu miało co do niego trochę zastrzeżeń. Byłem w Rotundzie wcześniej ze dwa razy i nie byłem w tej materii specjalnie zachwycony, więc chyba nie jest taką łatwą sprawą ten lokal zajebiście nagłośnić. Na koniec dodam, że moją uwagę często zwracał perkusista, który pięknie operował akcentami na blachach. Reasumując, wspaniały występ, na którym w sumie można było poprzestać.

Występujący na koniec projekt typa z Deathspell OmegaClandestine Blaze miał poprzeczkę postawioną bardzo wysoko. I mimo tego, że generalnie gość występował z muzykami Mgły i nawet spoko się tego słuchało, to jednak włączył się już syndrom afterparty i z rezerwą patrzyliśmy na scenę, a w pewnym momencie bardziej nas pochłonęło trollowanie jakichś śmiesznych typów w naziolskich koszulkach niż sam koncert. Dlatego nie będę się tu silił na jakieś sprawozdania muzyczne.

Zasyłam wyrazy serdeczności dla wszystkich napotkanych. Szczególne pozdrowienia dla mizantropa, który kupił sobie cztery browary i cały koncert spędził pod schodkami, a potem przepytywał w nocnym młodych nagrobków z dyskografii Furii :*

Z wyrazami szacunku,

Joe Budden.

Od zawsze na zawsze, eleganckie zachowanie. A nie w chuja granie, zyski równo rozliczane. Przekaz hula, dobra morda kuma, kto nie kuma no to rura.

4 COMMENTS

  1. Po koncercie jechałem autobusem Cracovia-Dworzec Główny i rozmawiałem chwilę z kilkoma facetami, którzy wracali z Mgły, miałem bluzę Furii i jeden z nich spytał o dyskografię :D Jechali na ulicę Długą, wskazałem im gdzie mają wysiąść. Być może jestem tym ,,młodym nagrobkiem” :D

  2. Kolejne wypociny młodego adepta… ? Totalna ignorancja innych kapel. Więc pytam co to za recenzja? MGŁA , MGŁA, MGŁA …. rozumiem widziałeś ich pierwszy raz na żywo i kisiel w gaciach ale na litość boską! Połowę tekstu poświęcasz historyjce jak minęła Ci droga do klub. Skoro się podejmujesz recenzowania to przedstaw to rzetelnie. Ignorant kapel i ludzi którzy poświęcili swój czas na przeczytanie tego tekstu. Nic nie wynika z Twojej recenzji. Zajmij się czymś innym ….

    • Przedstawiłem i opisałem to w sposób, na jaki miałem ochotę. Nikt mi za to nie płaci, z akredytacji nie korzystałem, więc miałem pełne prawo do opisania tego nawet w głupawym tonie i bardziej w formie pamiętnika niż recenzji. To nie jest profesjonalny magazyn, więc nie do końca rozumiem dlaczego oczekujesz tu jakichś wielce fachowych i klinicznych rozkmin. Interesowała mnie właściwie tylko Mgła i Misþyrming, więc spokojnie możesz mnie nazywać ignorantem, bo i nigdy nie uważałem się za jakiegoś eksperta. Po prostu kocham muzykę. Mgłę widziałem dopiero drugi raz, ale jeśli tak samo do mnie trafią za czterdziestym, to nie będę się krępował, żeby opisać z podobnym „kisielem w gaciach”.

Leave a Reply