Muzyka jest sztuką


Nieoczywiste przemyślenia pod oczywistym tytułem.

Podobno nie da się zdefiniować sztuki. Jednak chcąc nie chcąc, każdy kto choć raz świadomie nazwał coś sztuką, stworzył jakąś subiektywną definicję, w której ramy wpisał swój „obiekt” zainteresowania. Ale czy moglibyśmy połakomić się o stworzenie obiektywnej narracji definiującej warunki, które musi spełnić nasz umysł, żeby ją dostrzec? Bo umówmy się: sztuka może być powszechnie określona, ale to nie znaczy, że ją docenimy – tutaj nie chodzi o samą sztukę, a o umiejętność jej dostrzeżenia. Sztuka jest w tym pokręconym sensie stanem umysłu, który pojawia się zawsze, gdy cokolwiek znajdującego się w naszej świadomości nie spełnia tylko funkcji użytkowej. I może to być wszystko: wystarczy, że przestaniesz patrzeć na biurko jak na pojemnik i stół, a zaczniesz w nim doceniać wartości estetyczne albo wsłuchasz się w śpiewające ptaki, które przestaną być tylko tłem dla niedzielnego spaceru i zaczną komponować żyjącą własnym życiem muzykę. Wszystko co przelewa przez nasze zmysły świadomie odbierane wartości estetyczne jest sztuką, nie ważne kto jest twórcą – taki sam stan mogą wywołać zarówno dzieła stworzone przez człowieka, jak i przez typową naturę. Warunkiem jest, że owe wrażenia muszą być w jakiś sposób pozytywne.

Poezja ma to do siebie, że często musimy ją zinterpretować. Zgodnie z prostą logiką, każdy wiersz, który wymaga głębszej interpretacji nie ma wartościowego przesłania. Gdyby artysta miał do przekazania coś naprawdę wartościowego – coś, co każdy powinien wiedzieć, coś, co jest uniwersalne dla każdego społeczeństwa, po prostu by to powiedział. Gdyby mu naprawdę zależało, nie ukrywałby tego za fasadą przerysowanego artyzmu, przez którą każdy z nas musiał się przedostać na lekcjach polskiego, analizując i interpretując, żeby wreszcie odnaleźć mekkę i rozdziewiczyć ten wiersz, obraz, czy cokolwiek innego, żeby poznać przesłanie – dowiedzieć się, co autor chciał nam przekazać. Artysta – który posiadałby taką uniwersalną mądrość – wiedziałby, że tacy idioci jak my – którzy muszą ją poznać – nie są w stanie przekopać się przez tę hałdę gówna, którą chce nam sprezentować i by tego po prostu nie zrobił.

I tak samo jest ze sztuką w ogóle – można ją podzielić na 3 typy: w 1. liczą się tylko wrażenia estetyczne – badasz, odczuwasz; w 2. liczy się prawie tylko samo przesłanie – spoglądasz i od razu wiesz o co chodzi, nie musisz niczego interpretować; a 3. sytuuje się gdzieś pośrodku – oczywiście jest mnóstwo stanów przejściowych. Najłatwiejszy jest ten, który skupia się na przesłaniu, z czasem – przebywając z daną dziedziną sztuki – uczymy się wrażliwości i potrafimy coraz więcej wyczuć, a gdy jesteśmy już bardzo zaawansowani, możemy doszukać się drugiego dna. Z łatwością można stworzyć prostą analogię do świata muzyki: są takie piosenki, w których chodzi tylko o groove, tudzież o niezobowiązującą bujakę, idąc dalej trafiamy na takie, w których wrażenia estetyczne wymagają już wykształconej wrażliwości – obycia z muzyką; przedstawiciele muzyki mówionej opierają się niemalże na samej treści; a czasami trzeba wiedzieć o co chodzi artyście, żeby w ogóle zrozumieć ekspresję, z jaką wyraża wrażenia estetyczne. Wcześniej pisałem, że poetyckie fanaberie traktuję z góry jako bezwartościowe, ale już w swoim świecie jestem otwarty na wszystko – słucham muzyki, nie gatunków i świetnie sobie radzę na wszystkich poziomach zaawansowania. Każdy ma swoją dziedzinę, każdy ma swój typ i każdy się rozwija, jedni wolniej, drudzy szybciej, ale schemat zawsze pozostaje taki sam.


NO COMMENTS

Leave a Reply