Przegląd wydawnictw Old Temple #1


Cień: „Ecce Homo” [LP, OLD .76.]

Przypuszczam, że nie ma oddanego fana polskiego black metalu, który jeszcze nie miał okazji do zapoznania się z ta płytą, ale nie mogę o niej nie wspomnieć. Co prawda brzmienie mogłoby być bardziej przejrzyste – i nie chodzi o wszechobecny brud, który jest oczywiście jak najbardziej na miejscu, a o dźwięk sensu stricto, któremu nie sposób wypełnić pomieszczenia, przez co negatywnie wpływa na odbiór; ale album jest spójny, a poszczególne kompozycje nader pomysłowe i wciągające. Jest patetycznie, ale nie pompatycznie – depresyjny patos jest dawkowany z wyczuciem dobrego smaku. Lirycznie nie zawsze oznacza merytorycznie – mamy do czynienia z językowymi zawijasami, nieniosącymi spójnej – immersyjnej treści, ale są też teksty, które chociaż niezdarnie napisane, zarysowują sytuację i wciągają w klimat. Nic, co zdominowałoby polską, black metalową scenę, nawet samego 2014 roku, ale fani gatunku mają czego szukać.

Cinis: „Subterranean Antiquity” [LP, OLD .74.]

Nie mój typ grania – nie ma szatana, ani flaków, a przede wszystkim: za dużo nura w technikalia. Teksty są wpisane w techniczny charakter albumu – skomplikowane i kwadratowe, a przy tym niewiele z nich nie wynika, poza tym, że przy tłumaczeniu możnaby nauczyć się kilku trudniejszych słów. Ale… Poszczególne sekcje są dobrze wyważone i brzmienie jest przyjemne: gitara nie wychodzi przed szereg, a perkusja jest naturalna – wyłączając (prawidło gatunkowe) wyraźnie otriggerowaną stopę – blasty są miękkie i nadają muzyce wyważony ciężar; growl mógłby być nieco dalej, ale rozumiem, że wyeksponowano go przez jego przyzwoite, głębokie walory. A co najważniejsze: riffy są pomysłowe i dość chwytliwe – na pewno nienapisane na siłę. Niezła płyta, obadajcie 5-tkę.

Kratherion: „Mantra Lucifer Flagelantes” [LP, OLD .73.]

Pierwszy zagraniczny hord – Santiago, Chile! Połowa tekstów po hiszpańsku, połowa po angielsku: nie wiem, o co w tym chodzi, ale „Universal clitoris”, „Anilingus autofellatio” i „Vagina stone philosopher”, a słowo „masturbation” pojawia się mniej więcej tyle razy, ile słowo „sulphur”, czyli jakieś 6 – mają rozmach. Na Metallum napisali coś o judeochrześcijaniźmie, więc pewnie chodzi o tradycyjny, chilijski antysemityzm; jest jeszcze coś o budowaniu imperium swoim libido i innych podobnych bzdurach – nigdy się jeszcze tak nie wymęczyłem czytając teksty. Muzycznie jest trochę lepiej (albo gorzej, jak ktoś nie rucha…) – ten sam przepych, a w sumie nie za wiele z tego wynika. Są środki, ale jest za dużo parcia na szkło – brakuje pomysłów i wyczucia dobrego smaku. Sporadycznie coś chwyci, ale nigdy za serce. Infantylny fetysz metalowego wpierdolu.

Bestiality: „Stuck in Bestial Vision” [MCD, OLD .72.]

Płyta przepełniona przerysowanym, etymologicznym satanizmem – dla prawdziwych, ale i wysmakowanych metalowych konserwatystów, którzy za życia pracują na lepsze miejsce w piekle. Napisana prostymi słowami, ale z żywą – pseudo-satanistyczną fantazją i polotem. Zapewnia nieskrępowaną, perwersyjną rozrywkę na najwyższym poziomie; znakomite – naturalistyczne brzmienie. Idealna do zakłócania porządku społecznego w cichy, niedzielny poranek.


NO COMMENTS

Leave a Reply