Przegląd wydawnictw Old Temple #2


Ignis Fatuus: „Pluję na twój grób” [LP, OLD .69.]

Intrygujący widok nieodwróconego krzyża… I faktycznie: temat potraktowano nieco inaczej, a właściwie po staremu – prawdziwie pogańskie teksty, gloryfikujące naturę i wieszczące powrót słowiańskich bogów. Do tego nad wyraz surowe i brudne, nieprzejrzyste brzmienie, będące owocem zaledwie kilkunastogodzinnej, weekendowej sesji. A jednak: jedyne, co tak naprawdę przeszkadza, to nadmierna wierszykowość aranżacyjna wokalu; bo to typowa receptura dla ortodoksyjnych black metalowców, która w tym przypadku zyskuje na niezwykłości przez pomysłowe i klimatyczne riffy.

Embrional: „Annihilation” [Compilation, OLD .66.]

Sugerując się oprawą można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z reedycją „Annihilation” – dema wydanego w 2007 roku, z kilkoma bonusowymi kawałkami. Tylko, że te kilka bonusowych kawałków, to nic innego, jak pełnowartościowy koncert, zarejestrowany 7. kwietnia 2013 roku, w klubie RudeBoy w Bielskiej-Białej. A sam koncert jest dłuższy od dema, więc spokojnie można to wydawnictwo nazwać kompilacją. W booklecie znajdziemy teksty tylko do starych kawałków: napisane z pasją i fantazją, prezentują szeroko pojęte zło z perspektywy quasi-pierwszej osoby, przez co aż kipią atrakcyjnym i wciągającym sadyzmem. Trudno uniknąć porównań do tegorocznego, skądinąd bdb, pełnowymiarowego albumu – brzmienie jest prawie tak samo naoliwione, jak w „The Devil Inside”, poza lekko przytłumioną gitarą. Kompozycje – nawet te koncertowe, które prawie w całości pochodzą z pierwszego, pełnego albumu – bledną w obliczu tych z tegorocznej płyty, nie są aż tak przemyślane i są o wiele prostsze (w tym pejoratywnym sensie), przy czym te nowsze są oczywiście znacznie lepsze. Produkcja dema jest podszyta sporą dozą agresji i ciężaru, a napisać o koncercie, że brzmi selektywnie byłoby zbrodnią – jest niewiarygodnie przejrzysty i naturalny, a to właśnie on jest tutaj daniem głównym. Nie będzie to nic odkrywczego, ale jest to wydawnictwo skierowane przede wszystkim do fanów, dla których prawie 53. minutowy materiał będzie nie lada gratką – reszta powinna najpierw sięgnąć po dwa najważniejsze albumy zespołu. Dziwki, narkotyki i martwica mózgu.

Moloch Letalis & Hate Them All: „Czara śmierci” [Split, OLD .64.]

Materiał zarejestrowany w starym, dobrym stylu – w okowach sali prób. Moloch jest odrobinę płaski, ale szorstki, wyraźny i dynamiczny. Z początku zionie nieprzesadną monotonią – niestety, nie za wiele się dzieje – brakuje pomysłów; wydaje się, jakby większą robotę robiła perkusja i – wprowadzający przyjemną melodykę – bas, niż gitara. Ale nim dalej w las (wcale nie dosłownie – więcej tu szatana, niż ściółki), tym lepiej – później zaczyna się robić nieco ciekawiej i klimatyczniej. Hate Them All brzmi bardziej surowo i ma w sobie swawolny – jakby wykrzywiony, ale punkowy luz. Kompozycje są nastawione na rozwałkę i ponownie: nie dzieje się nic epokowego, ale można posłuchać; a niech będzie, że nawet z przyjemnością  – trochę im jeszcze brakuje, żeby podłożyć je pod jakieś durne filmiki z YouTube’a, ale niektóre mają niezaprzeczalnie pozytywny wydźwięk, na czele z 9-tką, z bardzo udaną końcówką.

Infidel: „Ejaculating Chaos” [LP, OLD .36.]

„Chaosperm ejaculating”, a jednak! Przez wszystkie teksty przewija się motyw chaosu i destrukcji. Jesteśmy katowani przez monotonne, podane w lekko plastikowy sposób kompozycje, dopełnione o nieznośne aranżacje wokalisty, który sprawia wrażenie, jakby bredził po pijaku. Jest odrobina blackowej dramaturgii, ale ogólnie rzecz biorąc: nie ma ciekawych pomysłów. Szkoda, że kończę w ten sposób, ale to nic wartego uwagi.


NO COMMENTS

Leave a Reply