Metalcore

24 listopada Metal Blade wypuści dwa albumy The Black Dahlia Murder na winylach. Reedycja będzie dotyczyć albumu „Miasma” z 2005 roku oraz „Nocturnal” – wydanego w 2007. Wytwórnia zaplanowała do wyboru różne warianty pod kątem kolorów nośnika oraz ustaliła limity na poszczególne ich rodzaje.
“Miasma”:

180 g black vinyl
Night-blue vinyl (limited to 300 copies)
Multi-colored splatter vinyl (limited to 200 copies)
Ultra-clear vinyl (limited to 200 copies)

“Nocturnal” variants:

180 g black vinyl
Navy blue/black marbled vinyl (limited to 300 copies)
Blue with red circles split colored vinyl (limited to 200 copies)
Picture Disc (limited to 300 copies)

Pre-orderów można dokonywać za pośrednictwem strony Emp.de.

Australijski Northlane opublikował nowe video do kawałka zatytułowanego „Solar”. Utwór pochodzi z ostatniego albumu grupy zatytułowanego „Mesmer”, który ukazał się w UNFD.

Tracklista albumu:

01. Citizen
02. Colourwave
03. Savage
04. Solar
05. Heartmachine
06. Intuition
07. Zero-One
08. Fade
09. Render
10. Veridian
11. Paragon

The interesting thing with this new Heaven Shall Burn release. I must admit that I have never avoided the albums of my western neighbours, and i have a big sentiment according to them. But now, I don`t know why, because of unknown reasons, i thought that this time it will be boring album. For this reason, some time has gone, before I turned on the new album. Its content can be seen, however, in two ways – disappointing can be lack of progress here, but satisfying the saved the level of the previous albums at the same time.

Listening to „Wanderer” I can`t sometimes resist the impression that the band decided to play their own covers – a lot of patents here are confusingly similar according to the fragments from the earlier albums. Compare the design of riffs „Bring The War Home” with „Profane Believers” or „Forlorn Skies”. Besides that, culmination of the first riff in „Passage Of The Crane”, sounds like the end of the chorus from „Godiva”, and this track in general sounds a bit like „Hunters Will Be Hunted” with a touch of old As I Lay Dying).

Throughout the time duration of this CD we can hear so quite specific echoes of previous releases. Paradoxically, however, I do not feel because of that neither embarrassed, nor some special forewarned. Germans are playing through the long period in the same way enough to set the optimal scheme for their music. It is logical, consistent continuation of the previously explored areas of genre. As you can see, not yet fully penetrated, because with some degree of skill and intuition, this luckless metalcore genre can be listenable yet.

It’s hard not to notice that HSB in their melodies plays quite often the similarly resonating configurations of sounds. The most interesting is the fact that it does not feel that this is due to the exhaustion of formula, lack of ideas or any recourse. Although specific duplication of this album, its still good, though its reception will depend on the level of your tolerance to the melodies. Heaven Shall Burn performs quite archaic at this point form of metalcore, even from before the period when it was invaded by juvenile hairdressers with clean vocals and gaudy shirts. Moreover, romancing with the death metal. One of the distinguishing marks of Heaven Shall Burn are significantly dripping with pathos in the swedish-style melodies and lower parts. Occasionally here happens bolder guitar parts here too („Corium”). But you can not forget, however, that the foundation of this band are heavy parts, which convinces us for example „Prey To God” with the guest vocal featuring of Corpsegrinder from Cannibal Corpse.

Interesting is also the tendency of this band to play not only its, but also others cover songs. Earlier it was the Edge Of Sanity and Running Wild and more, now it’s time to „Agent Orange” of Sodom, as well as pointing out a quieter side of the band – My Dying Bride`sThe Cry of Mankind” featuring a guy from Sólstafir.

And while they are on the „Wanderer” fragments, which can not to persuade me (eg. containing inadequate in relation to each other transitions of „Extermination Order” or definitely too sweet „A River Of Crimson”) and the album is neither revolutionary, in no way very sophisticated, but curiously arranged and holding a very equal level. We cannot say about the discount of condition, especially in the context of a dying genre, in which HSB seems to be one of the most sensible current proposals of the bands that have not reached the djent trends.

Ciekawa sprawa z tym nowym Heaven Shall Burn. Przyznaję, że nigdy nie stroniłem płyt naszych zachodnich sąsiadów i do niektórych z nich wciąż mam duży sentyment. Teraz, nie wiedzieć czemu, z jakiejś przekory ujebałem sobie, że tym razem będzie nuda. Z tego powodu trochę mi czasu zeszło, zanim odpaliłem sobie ten nowy album. Jego zawartość można rozpatrywać jednak w dwojaki sposób – rozczarowujący może być tutaj zerowy progres, ale jednocześnie satysfakcjonujące zachowanie poziomu poprzednich płyt.

Słuchając „Wędrowca” nie mogę jednak czasem oprzeć się wrażeniu, że zespół postanowił zagrać swoje własne covery – sporo tu bowiem patentów łudząco podobnych do występujących na wcześniejszych jego albumach. Porównajcie sobie chociażby konstrukcję riffów „Bring The War Home” z „Profane Believers” lub „Forlorn Skies” czy kulminację pierwszego riffu w „Passage Of The Crane„, która brzmi jak żywcem wyjęta z końcówki refrenu „Godivy” (sam numer bardzo przywodzi z kolei na myśl „Hunters Will Be Hunted” z domieszką starego As I Lay Dying). Przez cały czas trwania tego krążka przewijają się tu więc dość konkretne echa poprzednich wydawnictw. Paradoksalnie jednak, nie czuję się tym ani zażenowany, ani jakoś specjalnie uprzedzony. Niemcy grają w ten sam sposób na tyle długi okres, że wypracowali sobie optymalny schemat na swoją muzykę. Jest ona logiczną, konsekwentną kontynuacją wcześniej eksplorowanych rejonów gatunkowych. Jak widać na przykładzie tego krążka, nie do końca wyeksploatowanych, bo z pewną dozą umiejętności i wyczucia, da się z tego metalcore`a jeszcze coś słuchalnego wyciosać.

Ciężko nie zauważyć, że HSB w swoich melodiach ogrywa dość często podobnie rezonujące konfiguracje dźwięków. Najciekawszy jest jednak fakt, iż nie ma się wrażenia, że jest to spowodowane wyczerpaniem formuły, braku pomysłów czy ogólnym regresem. Mimo specyficznej wtórności ta płyta jest dobra, choć jej odbiór będzie zależeć od tego czy tolerujecie konstrukcje nasycone melodiami. Heaven Shall Burn wykonuje dość archaiczną w tym momencie formę metalcore`a, jeszcze sprzed okresu kiedy najechali go młodociani fryzjerzy od czystych wokali i pstrokatych koszulek. Otwarcie romansującą do tego z death metalem. Jednym ze znaków rozpoznawczych tej formacji są znacząco ociekające patosem na szwedzką modłę melodie i zwolnienia. Nie mogło ich oczywiście zabraknąć na najnowszej płycie  („Save Me”). Sporadycznie zdarzają się tu też odważniejsze, i co najważniejsze udane, popisy gitarowe („Corium”). Nie można jednak zapomnieć, że fundamentem Heaven Shall Burn są ciężkie partie, o czym przekonuje nas na płycie chociażby kawałek „Prey To God” z gościnnymi wokalnymi popisami Corpsegrindera z Cannibal Corpse.

Ciekawa jest też słabość tego zespołu do grania nie tylko swoich, ale także i cudzych coverów – po Edge Of Sanity i Running Wild, przyszedł czas na „Agent Orange” z repertuaru Sodom, a także zaznaczający spokojniejsze oblicze formacji, przebój My Dying Bride „The Cry Of Mankind” z gościnnym udziałem kolesia z Sólstafir (kiedyś wzięty także na warsztat przez kanadyjskie Undying).

I choć są na „Wanderer” fragmenty, które nie do końca mi leżą (np. zawierający nieadekwatne w stosunku siebie przejścia „Extermination Order” czy zdecydowanie przesłodzony „A River Of Crimson„), a album sam w sobie nie jest ani rewolucyjny, w żaden sposób wielce wymyślny, to jednocześnie ciekawie zaaranżowany i trzymający bardzo równy poziom. O zniżce formy raczej nie ma mowy, tym bardziej w kontekście dogorywającego gatunku, w którym wydają się jedną z najrozsądniejszych obecnie propozycji z zespołów, jakich nie dosięgnął brzmieniowy trend okołodjentowy (obok odmiennego charakterem Unearth`a, i może jeszcze Darkest Hour).

 

Amerykańscy metalcore`owcy z Unearth wypuścili nowy teledysk do kawałka „Never Cease” pochodzącego z ich ostatniej płyty „Watchers Of Rule”, która ukazała się w ubiegłym roku.

Niemiecki metalcore`owy Caliban wypuścił nowy numer, który zapowiada ich nowy album. Nosi on nazwę „Paralysed” i znajdzie się na dziesiątej płycie zespołu „Gravity”, która ukaże się 25 marca.

Tracklista:

01.Paralyzed
02.Mein schwarzes Herz
03.Who I Am
04.Left For Dead
05.Crystal Skies
06.Walk Alone
07.The Ocean’s Heart
08.brOKen
09.For We Are Forever
10.Inferno
11.No Dream Without A Sacrifice
12.Hurricane

Niemiecki kwintet Burning Down Alaska opublikował teledysk do swojego nowego singla “Blossom”.

Zespół w ten sposób wyjaśnia przesłanie swojego nowego kawałka:

„Ostatnie lata zmieniły nasze życie w taki sposób, jakiego nigdy byśmy sobie nie wyobrazili. Głównie na lepsze, choć nie tylko w pozytywny sposób. Straciliśmy kogoś bardzo bliskiego nam. Ten numer jest dla każdego, kto przeszedł przez taki czas w swoim życiu. Chcemy mieć świadomość, że nie jesteśmy sami, i że to nie jest koniec. Smutek nie jest końcem, on pozwala się uzdrowić. „Blossom” oznacza odzyskiwanie nadziei, szansę na pójście dalej i życie jego pełnią.”

Zespół zagra 8 marca w Warszawie wraz z Acres i Casey: https://www.facebook.com/events/1648327838741797/

Killswitch Engage ujawniło okładkę swojej nadchodzącej nowej płyty zatytułowanej „Incarnate”. Będzie to już siódmy album zespołu, który ukaże się 11 marca dzięki Roadrunner Records. Niedługi czas temu kapela opublikowała teledysk do numeru „Strength Of The Mind”.

Grecki End Cycle grający modern metal/metalcore wypuścił video do kawałka “Grave Deep”. Kawałek pochodzi z debiutanckiej EP zespołu “Fire Walk With Me”, która ukazała się dwa lata temu sumptem Straight From The Heart Records.

In Hell`s Duty to stosunkowo młody zespół rodem z Chodzieży/Poznania, który postawił sobie za cel sprawdzenia się w melodyjnych wariacjach metalu. Mimo, że nie są to stylistycznie rejony, w które się zbyt często zapuszczam z własnej woli, to przebrnąłem przez ten materiał bez większych zgrzytów.

Mamy tu do czynienia z całkiem sympatycznym graniem, które oscyluje w klimatach melodyjnej mieszanki heavy metalu z pewnymi wpływami metalcore`a. Technicznie wykonanie jest całkiem sprawne, choć np. pod względem ogólnej rytmiki nie spodziewajcie się tutaj większych szaleństw i fajerwerków. Brzmienie nie jest moim ideałem, trochę płaskie i zbyt lekkie momentami, nieco przypomina mi podziemne zespoły poprzedniej dekady. W każdym razie nie przeszkadza mi to aż tak bardzo, bo mimo tego wszystko jest odpowiednio czytelne i przejrzyste. Gitarzyści fajnie kombinują, w struktury numerów wplatają sporo solówek, a niektóre aranżacje mają przebojowy potencjał – słychać tu nacisk na chwytliwość i dzięki temu przez materiał przelatuje się dość swobodnie. Dominują tu czyste wokalizy, którym okazjonalnie wtórują skrzeki. Nie ukrywam, że nie jestem jakimś wielkim fanem cleanów, ale tyle dobrego, że emisja głosu kolegi z In Hell`s Duty, choć jeszcze daleka od perfekcji, nie zaburza całokształtu fałszami. Nie twierdzę, że ich w ogóle nie ma, jest tu trochę zawodzenia, ale w swoich proporcjach nie jest to aż tak rażące. Same linie melodyczne do łatwych nie należą i z reguły udaje mu się wyjść z nich obronną ręką. Trzeba docenić odwagę za nie pójście na łatwiznę i chęć sprawdzenia się w tej niełatwej materii. Swoją drogą barwa gardłowego przypomina mi nieco wokalistę elbląskiego zespołu Overload, który funkcjonował dawno temu i chyba nie wyszedł z etapu demówek.

Jak na debiut całkiem spoko, nie jestem rozjebion tym materiałem, klimaty też nie za bardzo moja baja, aczkolwiek ma to swój potencjał i z biegiem czasu może być tylko lepiej.

RECENZJE

Nie od dziś wiadomo, że Calm The Fire i The Dead Goats to skupiny, które dobrze się dogadują. Nie dziwota, bo sympatyczne z nich...

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial