płyta

Polska wytwórnia muzyczna Agonia Records w 2015 roku wydała między innymi dwa świetne krążki:

* Forgotten Tomb – Hurt Yourself and the Ones You Love
* Demonical – Black Flesh Redemption

W konkursie mamy do wygrania po jednej z powyższych płyt CD.

Aby wziąć udział w konkursie należy:

1) Być fanem LoudNowNetwork, profil wytwórni Agonia Records.
2) Polubić i publicznie udostępnić konkursowy post na swojej ścianie na Facebooku.
3) Na konkursy@loudnow.net wysłać mail o tytule Płyty AgoniaRecords oraz napisać dlaczego wskazana płyta powinna trafić w Twoje ręce.
4) Do maila dołączcie link do profilu na FB celem weryfikacji wymogów konkursu.

Na odpowiedzi czekamy do wtorku (25.08.2015) do godziny 18:00. Rozstrzygnięcie tego samego dnia o godzinie 20:00.
Zwycięzca otrzyma wiadomość mailową ze strony redakcji LoudNow.

 

Jak tylko przeczytałem tytuł podesłanej mi płyty i zerknąłem na spis utworów przez moją głowę przetoczyły się takie nazwy jak Stowrz, Alne czy Percival Schuttenbach. Czyżbym więc dzierżył w łapach krążek z gatunku pogańskiego rocka/metalu? Pierwszy kawałek tego zupełnie nie zwiastuje: to cholernie intensywne granie na styku plemiennego postukiwania i niemal toolowego przyczajonego łojenia. Drugi numer rozwiewa moje wątpliwości: ktoś tu się najwyraźniej nasłuchał ostatnich fenomenalnych dokonań… Furii. Gęsta perkusja, przycinane na deathową modłę riffy i growl sprawiają, że czuję w tym albumie podobne wibracje co na „Nocelu”. Podobnie jak na tamtym albumie nie brakuje motywów bardziej chwytliwych i pełnych przestrzeni. Tyle, że tam mieliśmy styczność z black metalową w gruncie rzeczy materią, Jaruna o wiele ciężej wrzucić jednoznacznie w konkretną szufladkę. Tak więc 50 punktów dla Slytherinu, wątpię, że gdzie indziej by się uczyli takiej czarnej magii.

Jak tak sobie słucham to stwierdzam, że fani co bardziej gwałtownych nowoczesnych deathmetalowych command mogliby tu znaleźć coś dla siebie. Rzecz jasna jeśli nie gardzą tym co wybrzmiewa pod jarunową zawieruchą, a więc melodyjnymi patentami podkradzionymi z heavy metalowej i progresywnej kuchni. Krążek ma właściwie jeden, ale za to konkretny minus: chłopaki, moglibyście trochę poprzycinać te kawałki, momentami, mimo szybkości i riffowego gradobicia robi się trochę nużąco, sądzę, że odjęcie ze dwóch minut od kilku wałków wpłynęłoby korzystniej na dramaturgię albumu. Mam też wrażenie, że najbardziej z miksu wydobyto perkusję, która po jakimś czasie zaczyna drażnić uszy, ale to pewnie takie moje czepianie się.

Tak czy siak wszystko cyka jak w zegarku, kompozycje mają swoje „momenty” i zapewne za którymś przesłuchaniem przestałyby dla mnie być tak podobne do siebie. Bo to cholernie jednolity materiał, intro jest swoistą zmyłką, a utwór „Cisy” jedynie przerywnikiem przed kolejną nawałnicą. Rzecz jasna najciekawsze zostawili na koniec, album zamyka utwór „Jak wiatr” trwający ponad 10 minut i właściwie podsumowujący styl grupy. Mnie ten materiał osobiście na strzępy nie rozerwał, ale być może po prostu jeszcze nie ochłonąłem po starciu z Coffinfish i za parę dni napisałbym o Jarun bardziej przychylnie. Na pewno jest to materiał nad którym warto się pochylić, Unquiet słabych rzeczy nie wydaje, gdyby tylko było krócej i z bardziej schowanymi garami to bym nie marudził. A tak to marudzę, ale i tak polecam konfrontację z tym mimo wszystko udanym krążkiem.

Jarun na FB: https://www.facebook.com/jarunband?fref=ts

Unquiet Records na FB: https://www.facebook.com/UnquietRecords

Ten album jest cholernie ciężko opisać jakimikolwiek słowami. Cokolwiek tutaj przeczytacie nie będzie się co prawda jakoś specjalnie mijać z prawdą, ale mam wrażenie, że cokolwiek bym naskrobał, to będzie zbyt niedokładne i płytkie. Określenie propozycji muzycznej Dystopia Nå jako eksperymentalnego, awangardowego i „post-każdego-gatunku-po trochu” muzycznego tygla to chyba najbezpieczniejsza definicja „Dweller on the Threshold”. Zapewne nieraz słuchaliście słabych, nieprzystających do siebie mieszanek progresywnego kombinowania ścigającego się z black metalem, post-metalem czy inną ekstremą. Zwykle z takich połączeń wychodzą niestrawne potworki przepełnione pompatycznymi kompozycjami dla nikogo. Tymczasem, na tym fenomenalnym (to bardzo mocne słowo, ja wiem) albumie łączą się inspiracje grupami takimi jak Pink Floyd, Dream Theater, Opeth, Tool czy Ulver z domieszką blackowego i deathowego szaleństwa. Momentami kompozycje są tak schizofreniczne, że aż ciężko mi uwierzyć, że te ultra wściekłe motywy nagrali Ci sami ludzie, którzy chwilę temu tkali przeuroczą melodię w obrębie jednej kompozycji.

Odkąd zacząłem pisać dla Louda to w prawie każdej recenzji podkreślam, że trafiam na albumy przeznaczone dla osobników o bipolarnych gustach muzycznych. Dawno nie słuchałem utworów trwających po osiem czy dziewięć minut, które byłby tak pełne jakiegoś podskórnego napięcia i strachu, złości i smutku, z powplatanymi tak pięknymi progresywnymi solówkami, melodiami czy po prostu dramaturgią. Black metal jest tu jedynie punktem wyjścia, mimo, że panowie są rodowitymi Norwegami, to o tego typu eksperyment prędzej bym posądził jakichś pokręconych Francuzów. Nie do końca jestem w stanie stwierdzić, czy jest to nowe spojrzenie na blackową estetykę, czy może jednak na progresywną bo granice tych dwóch stylistyk są tu płynnie pozacierane. I z tego się bardzo cieszę, bo gdzieś tak przy trzecim, czwartym przesłuchaniu idzie ten materiał jako tako ogarnąć jako całość, a im dłużej będziecie z nim obcować tym bardziej się zachwycicie tym dźwiękowym kosmosem na pograniczu koszmaru i spacerowania po łące (serio, sielankowość niektórych motywów jest bardzo zwodnicza). Do tego dochodzi jeszcze znakomita, dynamiczna i głęboka produkcja (perkusja to absolutne mistrzostwo, momentami jest mocno toolowo) i macie przed sobą obraz jednego z najlepszych krążków z muzyką dla wymagającego słuchacza jaki się ukazał w tym roku. I pomyśleć, że gdybym się nie załapał do redakcji Louda to prawdopodobnie nigdy bym o nim nie usłyszał. Absolutna perełka, o której i tak pewnie dowiedzą się nieliczni, ale może to i dobrze, bo przynajmniej grupie nie grozi moda na nią, tak jak na, powiedzmy, Deafheaven czy Wolves In The Throne Room. Polecam, polecam, po stokroć polecam!

Dystopia Nå na Facebooku: https://www.facebook.com/dystopianaa?fref=ts

Avantgarde Music na Facebooku: https://www.facebook.com/avantgardemusiclabel?fref=ts

Jakby mnie ktoś zapytał o czym są teksty grupy Gutalax to bym stwierdził bardzo krótko i zwięźle: o gównie. Dosłownie.  Płytka „Shit Happens” to szesnaście gównianych hymnów w stylu gore-grindowej łupanki. Takiej skocznej, z często punkowym nabijaniem perkusji i bardzo świńskim wokalem. Jej zadaniem jest totalne odmóżdżenie waszego jestestwa w niecałe trzydzieści minut, a zrozumienie jakiegokolwiek słowa graniczy z cudem więc tematykę wnioskuję z tak malowniczych tytułów kawałków jak Toi Toi Story, Shit Demon, Fart Fart Away czy Shit’em All. I w tym szaleństwie jest metoda, czeska ekipa stale goszcząca na Obscene Extreme wyrobiła sobie, że się tak wyrażę, gównianą markę, mając obecnie dwa pełnowymiarowe krążki w dyskografii może pochwalić się 14 tysiącami fanów na samym Facebooku.

Świadczy to jedynie o tym, że dużo osób ma tak zwane kloaczne poczucie humoru i wszelakie grubaśne dowcipasy z pierdami w roli głównej są dla nich niczym chleb powszedni. Ja wielkim maniakiem grindcore nie jestem, to taka specyficzna estetyka, z której czasem wygrzebuję sobie prawdziwe perełki, takie jak Antigama, ale przyznam, że w jakimś tam stopniu bawią mnie takie skoczne kapele jak Łeb Prosiaka, Porky Vagina, Złośliwy Pomruk Odbytnicy czy właśnie Gutalax. Bo ani to przesadnie brutalne, ani zbyt poważne, po prostu zabawne, mega wulgarne i momentami abstrakcyjne jak chociażby Zachlapany Szczypior. Jakbym musiał wystawić jakąś konkretniejszą ocenę to pewnie miałbym z Shit Happens dość duży problem bo nie da się tego pojmować inaczej niż jako muzyczny, „niesmaczny” żart. Na szczęście mogę po prostu napisać, że to bardzo dobry „imprezowy” krążek dla każdego lubiącego się najebać sierściucha czy nawet punka. Taki przy którym przestaje się myśleć, a zaczyna tupać nóżką i udawać świniaka. Także zadanie wykonane panowie, grind’n’roll na najwyższym poziomie! Nie wątpię, że koncert na Obscene musiał być zajebiście gówniany, he, he…

Gutalax na FB: https://www.facebook.com/pages/GUTALAX-cz-gore-grind-/116773548349011?fref=ts

Rotten Roll Rex na FB: https://www.facebook.com/rottenrollrex.de?fref=ts

„Jeżeli ktoś lubi solidne granie spod znaku takich bandów jak: Sepultura, Machine Head, Pantera czy Acid Drinkers, to płyta powinna się spodobać” – Sicphorm to jeden z najciekawszych zespołów młodej sceny metalowej w Polsce. Pochodzący z Wrocławia thrash/groove metalowcy wydali właśnie swoją debiutancką płytę zatytułowaną „Wake Up”. Rozmawiamy z gitarzystą i wokalistą Sicphorm, Bartkiem „Bartesem” Duszkiewiczem.

Na rynku pojawiła się właśnie Wasza pierwsza płyty zatytułowana Wake Up. Jak wrażenia, gdy materiał, nad którym pracowaliście macie już w rękach?

Osobiście uważam, że każdy wydany krążek to zamknięty jakiś etap w życiu. Zarówno osobistym jak i w życiu zespołu. Cieszy nas bardzo ten fakt, ponieważ dzięki tej płycie, oficjalnie stanęliśmy na nogach.

Swoją oficjalną premierę nowe wydawnictwo Sicphorm miało 19.06 podczas festiwalu DarkFest. Udało się? Jak publika na żywo przyjęła Wasz najnowszy materiał?

Ci co byli i widzieli, bawili się dobrze. Myślę, że festiwal, na którym się gra wraz z Vader, Decapitated, Hate, Materią czy Totem, to była dobra okazja do zaprezentowania swojego debiutanckiego krążka. Premierę uznajemy za zdecydowanie udaną.

Jak można zarekomendować ten album komuś, kto nie zna twórczości Sicphorm?

Jeżeli ktoś lubi solidne granie spod znaku takich bandów jak: Sepultura, Machine Head, Pantera czy Acid Drinkers, to płyta powinna się spodobać. Lubimy różnorodne granie, dlatego łączymy w naszej twórczości elementy groove metalu, thrash metalu i hard core’u.

To wasze pierwsze wydawnictwo czy macie za sobą już jakieś EP-ki bądź dema?

Wake Up to nasze pierwsze oficjalne wydawnictwo. Wcześniej były przymiarki do nagrań.

Opowiedz o Sicphorm. Skąd wziął się pomysł, by założyć taki właśnie zespół? Przecież jesteście muzykami związanymi z innymi formacjami, które radzą sobie całkiem nieźle.

Sama idea tego zespołu zrodziła się kilka lat temu. Zawsze chciałem grać czadową muzę, jednak zebranie składu zajęło sporo czasu. W momencie, kiedy na horyzoncie pojawili się odpowiedni grajkowie, oficjalnie Sicphorm stanął na nogach. Idea założenia zespołu sięga roku 2011, jednak oficjalnie Sicphorm istnieje od 2013. W składzie zespołu znaleźli się doświadczeni muzycy, którzy udzielają się w innych składach: wokalista Damian „Kurt” Kikoła w Slow Motion Bullet, gitarzysta Grzegorz „Gady” Kołodziejczyk gra także w Insult, basista Mateusz „Zajonc” Sławecki gra w John Revolta, pekrusista Sebastian „Święty” Dziekan związany jest także z Discordią, zaś ja z formacjami John Revolta oraz O.D.R.A.

Wróćmy do płyty Wake Up. Gdzie i jak długo powstawała? Gdzie można ją nabyć?

Płytkę najprościej zamówić, pisząc do nas na Facebooku lub na maila sicphorm.band@gmail.com. Jeśli chodzi o proces powstawania tej płyty – całość materiału wychodzi spod mojej łapy, ale każdy dorzucał coś od siebie. Jest charakterystyczny wokal Kurta, solówki Gaudiego czy aranże perkusji Świętego. Każdy dobrze wywiązał się ze swojej części, wkładu i udziału w realizację płyty. Nagrania miały miejsce w młodym studio Latency Studio, które obecnie znajduje się w Miliczu. Efekt jest dla nas w pełni satysfakcjonujący.

Sicphorm_Wake_up

Czy możemy spodziewać się jakiegoś singla/klipu promującego Wake Up? Póki co mamy chyba tylko teaser?

W przeciągu najbliższych tygodni planujemy nagrać teledysk do utworu Paranoia. Chcemy na jesień zacząć promocje płyty – zarówno na koncertach, jak i w mediach. Obecnie bardziej pochłaniają nas koncerty.

Chcielibyście tym krążkiem zainteresować jakiegoś wydawcę?

Przede wszystkim, chcemy zainteresować słuchacza, bo bez tego ważnego czynnika, nikt z wydawców czy organizatorów koncertów się nami zwyczajnie nie zainteresuje.

Jak już wspomnieliśmy, jesteście związani z innymi zespołami. Czy praca w Sicphorm nie psuje w związku ich aktywności? Jak udaje Wam się to pogodzić?

Myślę, że to bardzo duży atut tego bandu. Każdy ma jakieś doświadczenie, wiedzę, spostrzeżenia, którymi oczywiście się wymieniamy. To buduje jakąś świadomość w dążeniu do celu. Nasze aktywności muzyczne się uzupełniają – wszyscy realizujemy się tak w Sicphorm, jak i w innych projektach i póki co nie ma z tym kłopotów.

Co teraz, po wydaniu płyty, będzie działo się z Sicphorm? Jak wyglądają Wasze plany koncertowe?

Czasy są trudne, jest przesyt i ciężko się wybić wśród całej masy innych bandów. Ze wszystkich sił będziemy się starali promować Wake Up gdzie tylko się nam uda. Poza tym, na najbliższych próbach powoli bierzemy się za nowy materiał…

Dzięki za wywiad.

Z wzajemnością.

W notce promocyjnej padło określenie grupy Harrow jako uprawiającej atavistic folk black metal. I w sumie bardzo trafnie, w tych czterech kompozycjach zawarty jest blackowy brud i prostota riffu, któremu towarzyszy prosta, acz nie prostacka gra na garach. Do tego skrzekliwy wokal i momentami rzewne melodie spotykają się z akustycznymi zagrywkami o folkowej naturze. Także zwolennicy przestrzeni i post rockowych czy też post metalowych naleciałości powinni być zadowoleni. A już szczególnie maniacy tak zwanego leśnego brzmienia, czuć, że to muzyka płynąca prosto z serducha dwóch panów i pani. I choć wyglądają hipstersko, to bliżej im do starego Ulvera niż do, powiedzmy Wolves In The Throne Room. Lubię kiedy muzyka jest urozmaicona i wielowymiarowa, w przypadku Harrow czuć, że starali się pokazać różne oblicza swojej stylistyki i nie jest to klasyczne napierdalanie dla Szatana. Tak więc wszelacy puryści będą kręcić nosem, że za mało smoły, a za dużo łagodności, choć ta muzyka nie należy do przesadnie łatwo przyswajalnej.

Jest więc i atawistycznie, i folkowo i black metalowo, czyli przypięta etykietka nie funkcjonuje tu na zasadzie nośnego sloganu. Wszystko zależy od Waszej tolerancji względem black metalowej formuły, zarówno fani Darkthrone jak i Alcest mogą tu znaleźć coś dla siebie, kompozycje są długie i bardzo zmienne, muzycy płynnie potrafią przeskoczyć z klimaciarskiego „smęcenia” do szybkiej łupanki, a mimo tego nie mam wrażenia jakbym słuchał jakichś przypadkowo upchanych pomysłów, wręcz przeciwnie, całość jawi się jako ciekawie przemyślana i wciągająca. Dodam jedynie, że muzykanci są rodowitymi Kanadyjczykami, a zaopiekowała się nimi niezawodna Avantgarde Music. Bardzo przyjemna dźwiękowa układanka, momentami dość sielankowa, innym razem mroczna jak dupa Szatana. Znów trafił mi się bardzo dobry album i nie miałem okazji ponarzekać, taki ze mnie szczęściarz.

Harrow na FB: https://www.facebook.com/harrowblackmetal

Avantgarde Music na FB: https://www.facebook.com/avantgardemusiclabel?fref=ts

Jaki jest oldschoolowy death metal każdy widzi. W tej muzyce już się nowego nic nie wymyśla, bo i nie ma po co. Muza ma od pierwszych dźwięków rozkładać na łopatki i zmuszać do dzikiego headbangingu. Ciężkie, ołowiane riffy, zduszony, wściekły wokal z piekielnym pogłosem, perkusyjna młócka i szczypta amerykańskiej, bądź szwedzkiej melodyki to przepis na album całej rzeszy podziemnych kapel. Ectovoid wpisuje się w ten podręcznikowy przykład znakomicie, muza szarpie trzewia, solówki wyją i świdrują uszy, a o tematyce tekstów chyba pisać nie muszę.

Zakładając, że nie szukacie niczego innowacyjnego w metalowej młócce będziecie się z tym krążkiem bawić całkiem dobrze, a że to ledwie osiem numerów to się nie znudzicie. Oryginalności nie ma w tym ani trochę, ale przejmować się tym będą jedynie ci, którzy takiej stylistyki nie kumają. Dla maniaków Asphyx, Autopsy, Dismember, starych Morbidów i tego typu kapel to będzie to kolejny krążek, który z przyjemnością położą sobie na półce. Lekcje w temacie siermiężnego, ale urozmaiconego DM zostały przez amerykańskie trio odrobione na trzy szóstki. I właściwie tyle w temacie, bo kto by się chciał rozpisywać na temat muzyki, która wyraża więcej niż tysiąc słów. Jest piekło, jest śmierć, jest mrok i cmentarna atmosfera, tak więc wszystko się zgadza. Tak więc wydawca, Hellthrasher Productions jak najbardziej wie czym zadowolić fanów łojenia z przełomu lat 80 i 90. Bo to krążek żywcem z tamtych czasów wyjęty jest. Od maniaków dla maniaków i takowym ten krążek z czystym sumieniem polecam.

Ectovoid na FB: https://www.facebook.com/ectovoid?fref=ts

Hellthrasher Productions na FB: https://www.facebook.com/hellthrasher.prod?fref=ts

Za kilka dni premiera debiutanckiego longplay’a duetu Srogość pod tytułem W Szaleństwie (pre-order). A więc najlepszy pretekst aby przepytać Panów stojących za tym projektem.

Na wstępie prosto z mostu. Czy są realne szanse aby Srogość była zespołem koncertującym na żywo?

Susurrus: Szanse są, natomiast na pewno nie nastąpi to w najbliższej przyszłości. Zmiana jest o tyle istotna że kiedyś mimo propozycji grania koncertów czy współpracy ze strony innych muzyków, nie braliśmy takiej opcji pod uwagę. Teraz natomiast powoli o tym myślimy.
Erebos: Z założenia Srogość miała siedzieć w domu i podczas libacji nagrywać kolejne Nicości.., jednak wyszło jak wyszło i teraz nie wiadomo co przyniesie przyszłość, może nawet koncerty. Jak na mój gust byłby to całkiem ciekaw obrót spraw.

Pierwsze recenzje płyty W Szaleństwie mogą napawać optymizmem. Nawet Onet.pl wypowiedział się bardzo przychylnie o Waszej muzyce.

Susurrus: Cóż, cieszy nas to niezmiernie. Jest to ciągle dość dziwne uczucie, gdy widzisz jak zespół, czy projekt, który powstał w zasadzie przypadkiem dociera do tak wielu osób, a co więcej wiadomość zwrotna jest pozytywna. Na pewno daje to kopa, który mam nadzieje nada nam odpowiedniego rozpędu przy okazji kolejnych materiałów.
Erebos: To zawsze będzie cieszyć, ale z mojej perspektywy zawsze najważniejsze będzie najpierw zadowolić siebie samego.

Wróćmy do korzeni. Jak nawiązaliście współpracę i jak powstała Srogość?

Susurrus: Poznaliśmy się już kupę lat temu, będąc jeszcze szczeniakami z podstawówki. Erebos biegał w koszulce Slipknot a ja Deicide, wiec zacząłem wyzywać go od pozerów :D.Potem poszło już z górki, zaczęło się granie w naszej kanciapie w środku lasu. Po latach, na kacu, wpadliśmy na to żeby nagrać jeden kawałek, no i tak się to wszystko zaczęło.

Skąd pomysł na nazwę? Czy to chęć większego przykucia uwagi ze względu na charakter i polską nazwy?

Susurrus: Do naszej nazwy należy podchodzić z dystansem. Jeśli ktoś myśli że jest wybrana dlatego żeby wpasować się w pewien trend to się myli. Wybierając nazwę kierowaliśmy się tym by była ona gdzieś blisko linii między byciem ‘true’ a groteską, tak by wbić kij w mrowisko. Z tego co można zauważyć na różnych forach, udało nam się wykonać nasze zadanie, z czego jesteśmy strasznie zadowoleni.
Erebos: Dokładnie tak, chcieliśmy dać coś do roboty wiecznie niezadowolonym i śmiertelnie poważnym ortodoksom, którzy na szczęście nas nie zawiedli.

Nie wgłębiałem się jeszcze w Wasze liryki zarówno dema Nicość rozścierwiona od padołów aż do wyżyn jak i longplay’a W Szaleństwie. Czy mógłbyś zdradzić i streścić czytelnikom co jest esencją tekstów?

Susurrus: Jeśli chodzi o demo to oprócz pierwszego utworu, którego tekst należy odczytywać podobnie jak nazwę zespołu, są na nim wykorzystane fragmenty poezji Tadeusza Micińskiego. Jeśli zaś chodzi o W szaleństwie, to choć nie jest to z założenia koncept album, to teksty kręcą się gdzieś wokół tego jak silny czuje się człowiek, jak duże ma ego oraz jak łatwo może przekonać się o tym że jest bardzo słaby. Jako ciekawostkę mogę Ci powiedzieć że tekst do utworu X-03 jest bardzo mocno inspirowany zapiskami schizofreniczki, do których mieliśmy dostęp. Sam X-03 jest postacią, którą widziała, kim lub czym dokładnie tego już nie zdradzimy.

Demo Nicość rozścierwiona od padołów aż do wyżyn ma zdecydowanie surowe brzmienie w stosunku do W Szaleństwie. Czy taki był zamysł czy jednak przy produkcji pełnowymiarowego albumu mogliście sobie pozwolić na lepsze warunki studyjne i realizatorskie?

Erebos: Sprawa z demem jest taka, że wtedy nie mieliśmy właściwie żadnego pojęcia o nagrywaniu, warunków studyjnych i realizatorskich nie było w ogóle, można powiedzieć że zostało to zrealizowane w wielkiej zgodzie z pierwotną blackową myślą techniczną, a mianowicie że im gorzej tym lepiej. Dopiero po ciepłym przyjęciu tego materiału zaczął się pojawiać pomysł żeby może się za to zabrać bardziej profesjonalnie i tak zaczęło się rodzić Bóg prosi, Szatan każe studio, w którym zarejestrowaliśmy W Szaleństwie.

Czy jest szansa aby wydać demo chociażby w limitowanym nakładzie?

Susurrus: Tak, demo wyjdzie jak zrobi się trochę zimniej.

W Szaleństwie pierwotnie ukazała się jedynie w formie cyfrowej. Pod koniec czerwca wydajecie materiał na płycie CD. To chyba Was wewnętrznie buduje jeśli wytwórnia skora jest do wydania płyty. Ostatnimi czasy coraz częściej zespoły własnymi siłami wydają swoje wydawnictwa.

Susurrus: Zdecydowanie jest to bardzo budujące. Nie ma co ukrywać, W szaleństwie już dzień po tym jak sami wrzuciliśmy je do internetu można było znaleźć na różnego rodzaju torrentach itp. Dla wydawcy nie jest to oczywiście komfortowa sytuacja, gdy płyta która dopiero ma być oficjalnie wydana, już od roku jest dostępna w internecie. Tym bardziej cieszymy się że Via Nocturna nie zraziło się tym faktem. Wiesz wynika to chyba z filozofii DIY. Sam możesz płytę nagrać, sam zmiksować,sam stworzyć okładkę, więc dlaczego nie pójść krok dalej i nie czekając aż ktoś zainteresuje się wydaniem założyć profil na bandcamp i samemu oddać to ludziom.

Całkiem szybko od powstania projektu wydaliście pełny album. Czy już teraz posiadacie kompozycje z myślą o następnym krążku?

Erebos: Myślę, że w tej chwili mam 90% gotowej muzyki na kolejną Srogość.
Susurrus: Jeśli zaś chodzi o warstwę tekstową to połowa z nich jest już gotowa, połowa czeka na spisanie, natomiast koncept jest już ustalony.

Czy tworząc muzykę wzorujecie się na jakichś zespołach czy to co wychodzi od Was jest w 100% unikalne ?  

Susurrus: Myślę ze chcąc czy nie chcąc, jeśli słuchasz muzyki to będziesz nawet nieświadomie czerpał z innych wykonawców oraz znajdował podobieństwa między zespołami. Są zespoły, które tworzą black, natomiast deklarują, że niekoniecznie śledzą to co dzieje się na scenie. My natomiast pochłaniamy ogromne ilości muzyki. Kiedyś usłyszałem ciekawe stwierdzenie. Nasza płyta została porównania do debiutanckiego albumu Prodigy. To pokazuje, że we wszystkim dasz radę znaleźć elementy tego czego sam słuchasz. Jeśli chodzi o W szaleństwie to nie tyle inspirowaliśmy się konkretnymi zespołami, co chcieliśmy nadać jej brzmienie płyt z końca lat 90, czyli tych od których zaczynaliśmy naszą przygodę z black metalem.

Erebos: Oczywiście że tak, od tego nie da się uciec, chociaż ciężko dokładnie podać konkretne nazwy bo jest tego po prostu za dużo.

Jakie zespoły są Waszymi największymi autorytetami w black metalu?

Susurrus: Trudne to pytanie. W moim przypadku w zależności od pory roku jedne wchodzą na piedestał, inne zaś są spychane lekko na bok. Ogromny wpływ miał na mnie Arcturus, Emperor, Vesania czy Vulture Industries. Gdy robi się już trochę zimniej i czuć jesień w powietrzu to powoli Idzie Zima
Erebos: Osobiście dużo siedzę w klasyce typu Mayhem czy Darkthrone, z nowości rzadko kiedy coś mocniej mnie przekona, żebym mógł to podpiąć pod autorytet.

Czego życzyć duetu Srogość?

Susurrus: Dużo dobrej muzyki do słuchania i dobrego piwa. Bez tego ciężko będzie żyć i tworzyć coś nowego :D.
Erebos: Zdecydowanie morza alkoholu.
Susurrus: Jeśli czyta to ktoś z jakiegoś browaru, to jesteśmy zainteresowani endorsmentem :D

Dzięki za wywiad oraz szacunek za świetny debiutancki materiał.

Srogość: Dzięki za wywiad !

30 maja 2015 roku nakładem Via Nocturna ukaże się nowy album zespołu Naumachia zatytułowany Machine Of Creation .

Aby zdobyć nową płytę zespołu Naumachia należy:

1) Polubić profil na Facebooku LoudNow oraz Naumachia oraz Via Nocturna.
2) Polubić i publicznie udostępnić konkursowy post na swojej ścianie na Facebooku.
3) Na konkursy@loudnow.net wysłać mail o tytule Naumachia oraz udzielić odpowiedzi na pytanie: W jakich zespołach grał basista Sławomir „Mortifer” Archangielskij?
4) Do maila dołączcie link do profilu na FB celem weryfikacji wymogów konkursu.

Na odpowiedzi czekamy do środy (03.06.2015) do godziny 18:00. Rozstrzygnięcie tego samego dnia o godzinie 20:00.
Zwycięzca otrzyma wiadomość mailową ze strony redakcji LoudNow.

naumachia-machineofcreation

RECENZJE

Ratrace to nazwa, ktA?ra zapewne obiAi??a siAi?? o uszy niejednemu zwolennikowi rodzimego hardcore/punka. Kapela wydaje siAi?? byAi?? doAi??Ai?? aktywna koncertowo, a i wydawniczo od...
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial