poland

Już 29 sierpnia w warszawskiej Proximie będziemy gościć legendę hardcore’u, czyli nikogo innego jak Madball! Zagrają w towarzystwie Deez Nuts oraz Unbeaten, zdecydowanie tego wydarzenia nie można przegapić!

Bilety:                                                                                                           75 zł – http://winiarybookings.pl/produkt/madball/
85 zł- biletomat.pl, eventim.pl, ticketmaster.pl (Media Markt, Empik, Saturn)
95 zł – w dniu koncertu

Start: 19:00

https://www.facebook.com/events/215180232395691/

Trash revival nieco zwolnił na przestrzeni ostatniego roku ale nie da się ukryć że przez dłuższą chwile wnosił na scenę specyficzny powiew nieświeżości. Specyficzny bo mimo że żadnego bandu z tego nurtu nie sposób było nazwać oryginalnym to jednak wróciło na scenę sporo klimatu, który przed latami gdzieś zaginał. Może bandany i białych adików nie kupiłem ale Municipal Waste, Toxic Holocaust etc. słuchałem bardzo często. Polak nie gorszy i swoją odpowiedź na trash revival ma. Terrordome bez kompleksów wjeżdża w obszyte naszywkami towarzystwo i poczyna sobie całkiem, całkiem.

Jako typowy polaczek zacznę od tego co mi się na ‘WSYM,B’ nie podoba. Brzmienie perki w niektórych kawałkach po prostu wyprowadza mnie z równowagi  i psuje całą przyjemność z słuchania. Perka brzmi po prostu plastikowo i jak dla mnie czasami jest zwyczajnie za głośno. Gitary zamiast rządzić płytą, czasem giną gdzieś za perkusyjnym pyku pyku i wokalami. Narzekałem na niemiecki w tekstach KSK, dla równowagi ponarzekam teraz na angielski. Przedziwne, bo w czasach kiedy co druga łajza ma magistra filologii angielskiej nie znaleźć sobie jednej osoby, która przejrzy (i poprawi) teksty wygląda mi na zwyczajne lenistwo i brak chęci podniesienia jakości swojej muzyki. Wkładka z tekstami pokazuje biedę trzeciego świata połączoną z infantylizmem nowej fali thrashu. Kompletnie pojebane przyimki, dobór słownictwa kojarzący się z pracą google translator… mam nadzieję że następne wydawnictwa Terrordome przyniosą spore zmiany. Tematyka tekstów jest sztampowa i oklepana jak dupsko tirówki, mamy więc moshowanie, beerowanie, violencowanie etc.

Przejdźmy do tego co na tej płycie jest dobre – muzyka Terrordome broni się. Mimo wymienionych wpadek/świadomych decyzji płyty słucha się z przyjemnością. Riffy są jadowite i podane w spójny sposób. Czy to trashowa jazda, crossoverowe zwolnienia, jest robota i to chyba najważniejsze. Wokal również brzmi całkiem w porządku, mi osobiście kojarzy się trochę z Municipal Waste, co jest zdecydowanym plusem. Kawałki faktycznie sprawiają że head samowolnie bangs. Nie ma tu może nawet sekundy jakiejś oryginalności czy nowatorstwa ale nie psuje mi to w niczym odbioru płyty. Bardzo podoba mi się też okładka, glina z czaszką zamiast głowy jest wykonany naprawdę zajebiście i podkręca agresywny klimat nagrań.

Podsumowując, uważam że pomimo pewnych braków płyta jest dobra i mimo że na drugi koniec Polski zobaczyć chłopaków na żywca bym nie jechał to z pewnością wybiorę się jak tylko pojawią w okolicy. Te numery na pewno zyskują mnóstwo podane na żywo, gdzie tekst ginie a natężenie dźwięku w małym klubie zabija.

RECENZJE

Ratrace to nazwa, która zapewne obiła się o uszy niejednemu zwolennikowi rodzimego hardcore/punka. Kapela wydaje się być dość aktywna koncertowo, a i wydawniczo od...
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial