Revocation

Radzę zapiąć pasy, bo szykuje się niezła przejażdżka, po której można nie wrócić do końca żywym. Siniaki po zabawie w moshu gwarantowane! Już niebawem, bo w najbliższą niedzielę, czyli 2 grudnia w klubie U Bazyla szykuje się prawdziwa death metalowa jatka: Revocation, Archspire, Rivers of Nihil i Soreption. Taki potężny cios koncertowy zorganizował oczywiście nikt inny jak P.W. Events. Czy warto? Ja myślę, że nawet trzeba.

Atrakcje:
18:30 – otwarcie klubu
18:55 – Rivers of Nihil
19:40 – Soreption
20:30 – Archspire
21:30 – Revocation

Bilety:
69 – https://pwevents.pl/bilety/revocation-archspire-soreption-rivers-of-nihil/636/155
74 – Biletomat, Eventim, eBilet, Ticketmaster, Ticketclub
79 – w dniu koncertu

https://www.facebook.com/events/607505589648750/

Kraków 2014-11-16, Fabryka

Na ten moment wielu miłośników death metalu czekało od 2012 roku, wtedy to po raz ostatni w naszym pięknym kraju gościli jedni z klasyków tego gatunku, czyli Cannibal Corpse. Nie ukrywam, że sam należę do ich fanów, więc dzień po dniu odliczałem czas pozostający do 16 listopada, kiedy to Corpsegrinder wraz z zespołem miał wystąpić w krakowskiej Fabryce. W końcu wyczekiwana data pojawiła się na kalendarzu i dzierżąc aparat w dłoni, głodny wrażeń stanąłem w drzwiach klubu. Zanim jednak podano danie główne czekały na nas dwie bardzo apetyczne przystawki.

Ucztę rozpoczął szwedzki Aeon. I tu bardzo miłe zaskoczenie- na płytach zespół brzmi nieźle, ale nie powiem by mnie porywał. Natomiast te same utwory potrafili zagrać na żywo z niezłym ogniem. Tommy Dahlström „growlował” bardzo przyzwoicie. Potrafił zachęcić słuchaczy do niezłych młynków pod sceną, których wykonanie spotkało się z jego strony z podziwem i nagrodzone zostało toastem wznoszonym piwem za zdrowie ich wykonawców. Zeb Nilsson i Ronnie Björnström pokazali, iż gitary im nie przeszkadzają, a sekcja rytmiczna w osobie Tony Östman (bas) i Emil Wiksten (perkusja) doskonale podkreślała charakter wykonywanej muzyki. Jeśli następnym razem zobaczę na plakacie Aeon z przyjemnością znów pojawię się na ich koncercie.

Nadeszła pora na kolejny band. Tym razem thrashowy Revocation. Dla niektórych (choć to moim zdaniem bluźnierstwo) to oni byli powodem przybycia do Fabryki. Cóż, zabrzmiały pierwsze dźwięki i nagle poczułem, że to najbardziej mroczny występ jaki w życiu przeżyłem. I to w sposób dosłowny. Coś „świetlikowi” nie wyszło i zapadła kompletna ciemność która trwała przez dwa pierwsze kawałki. Stan ten utrzymywał się mimo pokrzykiwań Davida Davidsona (wokal, gitara) by „turn this f***ing lights on” i ci z widzów z pierwszych rzędów, którzy stali blisko świecących wzmacniaczy, choć nie widzieli zespołu, to mogli zobaczyć zjawisko niezwykłe- grupę fotografów pląsających wesoło w fosie pod sceną. Niebieskowłosa redaktorka Gitarzysty stwierdziła nawet, że w życiu się tak nie wytańczyła… Tańce, tańcami ale wróćmy do muzyki, która całkiem donośnie rozchodziła się w ciemności, a potem już w całkiem normalnych (oświetleniowo) warunkach. Dla mnie zespół zagrał bardzo fajny melodyjny thrash, ale je tu przyjechałem po solidną dawkę brutalnego łomotu, a tym ekipa z Bostonu nas nie uraczyła. Opisywanie jej jako technical death metal uważam za wysoce nie trafione. Nie oznacza to, że chłopaki nie potrafią grać. Co to, to nie. Brett Bamberge (bas), Dan Gargiulo (gitara), Phil Dubois-Coyne (gary) i wspomniany David łoić potrafią, mało tego robią to naprawdę dobrze, ale nie na tę nutę nastrojone były me uszy tego wieczoru…

I w końcu danie wieczoru. Na scenie pojawił się George „Corpsegrinder” Fisher (wokal). Człowiek, który przeszedł do legendy jako ten, którego włosy podczas występów wirują wokół głowy nieustannie. I choć nie jest to do końca prawdą jak zobaczycie na zdjęciach, to „śmigła” kręcone w takim tempie i w takiej ilości, każdemu zwykłemu śmiertelnikowi oderwałyby łeb od szyi. No ale u Corpsgrindera ciężko wypatrzeć szyję, miast tego widać przepotężny kark. Nie anatomią jednak się tu zajmujemy, a muzyką. Ta zaś była taka jak lubię, zła, dzika, nieujarzmiona i szybka. Diablo szybka. Choć w pewnym momencie George zapytał publiki: „Do you want something faster?” I stało się niemożliwe. Rob Barrett i Pat O’Brien jeszcze przyspieszyli ruch palców po strunach (a uczono mnie, że od tak szybkiego pocierania wszystko powinno się zapalać), a z gardła Corpsegrindera zaczął się dobywać szaleńczy charkot . TAK, TAK! TO JEST DEATH METAL!!! Było pięknie, po prostu pięknie… Pozwólcie, że wspomnę o tym którego zwykle pomija się w relacji, o akustyku. Ten człowiek dokonał cudu- sprawił, że cała ta „rzeźnia numer pięć” zabrzmiała doskonale. Nie wiem jak udało mu się zrobić tak, że growl nie zlewał się z tłem, że bas Alexa Webstera wwiercał się w trzewia, a każde uderzenie w perkusje Paula Mazurkiewicza było „do wychwycenia”. Zaprawdę Mistrz Konsolety! Swoją drogą jak bardzo niedoceniani są basiści, wszyscy zauważają dzikie solówki na gitarach (a te Rob z Patem zapodawali nieliche) a mało kto zauważa ciężką pracę gitary basowej, bez której przecież nie uzyskano by tak piorunujących efektów. Wróćmy jednak do Kanibali. Rozbrzmiały kolejno: „Staring Through The Eyes Of The Dead”, „Fucked With A Knife”, „Stripped, Raped, And Strangled”, „Kill Or Become”, „Sadistic Embodiment” , „Icepick Lobotomy” , „Scourge of Iron”, „Demented Aggression”, „Evisceration Plague”, „Dormant Bodies Bursting”, „Addicted To Vaginal Skin”, „The Wretched Spawn”, „Pounded Into Dust”, „I Cum Blood”, „Disposal Of The Body”, „Make Them Suffer” i niezapomniany kawałek z pierwszej płyty „Skull Full of Maggots”. Wszystkie podane w zabójczym tempie, przerywane czasem zapowiedziami a czasem czymś zgoła innym jak „growlowane beknięcie” Georga. Ta czy siak po „czaszkach” Corpsegrinder postanowił się pożegnać, jednak wywołany przez publikę zapytał: „you need more?”. Nieco rachityczną reakcję, skwitował czymś w rodzaju „wack, wack, wack”. Na ponownie zadane pytanie usłyszał już odpowiedź godną metalowych gardeł. Odpowiedź, która pokazała że kolega Mazurkiewicz nie zerwał więzów z Polską i jest całkiem niezłym nauczycielem, gdyż George krzyknął „fieknie furwa jego maź” i zadeklarował zagranie jeszcze jednej „wesołej piosneczki”. Z głośników popłynęły dźwięki „Hammer Smashed Face”. Pod sceną zawrzało (zresztą tak po prawdzie gotowało się przez cały występ CC). I ta energia skłoniła zespół do wykonania kolejnego kawałka, którym był „Devoured By Vermin”. Niestety, po nim na nic zdały się prośby i zespół zszedł ze sceny zostawiając słuchaczy w stanie jak po zderzeniu z walcem drogowym. Oj, ci co nie byli niech żałują, bo ten koncert może służyć za idealny przykład, co to ten „death”.

W tym miejscu chciałbym podziękować Knock Out Productions i Fabryce, za kolejny genialny gig i gościnę.

Was, drodzy metalmaniacy zapraszam do obejrzenia galerii.

Piotr „Bobas” Kuhny

Cannibal Corpse

Revocation

Aeon

RECENZJE

Ratrace to nazwa, która zapewne obiła się o uszy niejednemu zwolennikowi rodzimego hardcore/punka. Kapela wydaje się być dość aktywna koncertowo, a i wydawniczo od...
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial