wywiad

Yliaster – to projekt czy zespół?

W tej formie – projekt. Zespół się tworzy. Jakiś czas temu zaczęliśmy próby, żeby pod koniec roku zagrać już na żywo.

Skąd pomysł na nazwę? Czy coś się za nią kryje?

Pomysł na nazwę sięga pierwotnej wersji tekstów. Napisałem je dwukrotnie. Początkowo miał być to koncept album oparty na alchemicznym opus magnum. Stąd też nazwa. Słowo Yliaster stworzone zostało przez renesansowego lekarza i alchemika – Paracelsusa. Powstało przez połączenie słów ‚hyle’ i ‚astrum’, czyli odpowiednio, z greki – materia i z łaciny – gwiazda. Niestety po usunięciu jednej piosenki z końcowej wersji płyty i zmianie kolejności, koncept album w tej formie przestał być możliwy. Postanowiłem więc napisać nowe teksty. Tym razem od siebie niezależne.

Jakie zespoły są Twoją główną inspiracją przy tworzeniu muzyki?

Przy tworzeniu muzyki na debiutancką płytę inspirowałem się głównie zespołami takimi jak – Gojira, Behemoth, Mastodon i Watain.
W tym momencie najczęściej słucham nowej płyty Chelsea Wolfe, Emperor oraz solowych płyt Ihsahn’a, norweskiego Shining, nowego Ghost’a, ostatniej Vesanii, Tribulation, Tool, muzyki klasycznej, a także wielu soundtrack’ów. Ostatnio – z Mad Maxa, autorstwa Tom’a Holkenborg’a. Często wracam też do Dead Kennedys i Misfits.

Zarówno wokal jak i partie gitar nagrałeś sam. Masz za Sobą muzyczną edukcję czy jesteś samoukiem, któremu ujawnił się muzyczny talent?

Jestem samoukiem.

Zdradź szczegóły na jakim sprzęcie grywasz i czy używałeś czegoś dodatkowego podczas pracy w studio?

Używam gitary Jackson Randy Rhoads i wzmacniacza Evh 5150 III. Zarejestrowaliśmy po dwa ślady gitarowe na stronę. Pierwszy z nich to właśnie ten zestaw. Drugi to Jackson podłączony do Engl Road 50w z ominięciem preampu i wpiętą kostką Helldrive. Jeśli chodzi o bas, to użyliśmy gitary B.C. Rich Bernardo. Brzmienie dokręciliśmy używając przesteru Mxr oraz Darkglass’a B7k.

Za zestawem perkusyjnym zasiadł Daray (Dimmu Borgir, Vesania, ex-Vader). Jak Ci się udało namówić na współpracę?

Zadzwoniłem, porozmawialiśmy o projekcie, wysłałem muzykę i Darek zgodził się na współpracę.

Czy miałeś już przygotowane partie bębnów przed nagrywaniem w studio i tylko je zarejestrował czy Daray przygotował całość od zera?

Miałem przygotowane na potrzeby wersji demo utworów. Darek brał je pod uwagę, kilka fragmentów zostało, jednak większość napisał od zera

Na facebookowym profilu udostępniłeś jedynie zapowiedź debiutanckiego albumu. Jaki gatunek muzyczny możnaby przypisać do Yliaster? Bo sam teaser nie jest wystarczający aby móc to zaszufladkować.

Nigdy nie chciałem, żeby moją muzykę dało się łatwo ‚’zaszufladkować’’. Nie jestem zwolennikiem nadmiernego zastanawiania się nad muzycznymi podgatunkami. Interesuje mnie tylko to, czy dany utwór mi się podoba, czy też nie. Tak do tego podchodzę. Nie jestem w stanie jednogłośnie stwierdzić. Wystarczy powiedzieć, że jest to metal. Suma wyżej wymienionych inspiracji, a także moje spojrzenie na ten gatunek.

Kiedy możemy się spodziewać całego utworu do przesłuchania w sieci?

W październiku albo w listopadzie.

Gdzie dokonałeś rejestracji materiału bo finalne brzmienie uzyskałeś w Heinrich House.

Partie perkusji i gitar nagrane zostały w Sound Division Studio. Natomiast bas i wokale w Heinrich House.

Jak wspominasz współpracę z Heinrichem?

Wspominam ją doskonale. Wiele się od niego nauczyłem i bardzo mi pomógł. Cieszę się, że na siebie trafiliśmy. Dużo czasu spędziliśmy razem nad brzmieniem płyty, a później miksem. Znaleźliśmy złoty środek i zarówno ja, jak i on jesteśmy w 100% zadowoleni z rezultatu.

Materiał gotowy, a więc obecnie szukasz wydawcy ?

Tak, teraz szukam wydawcy.

Czy są wstępne plany kiedy miałaby się ukazać płyta?

Chciałbym, żeby stało się to przed końcem roku.

Dzięki za wywiad, z niecierpliwością czekam na premierowy kawałek!

Elbląska death metalowa maszyna Trauma raczy swoich fanów nieprzerwanie od prawie 25 lat swoimi śmiertelnymi dźwiękami. Chcąc dowiedzieć się co słychać w obozie Trauma postanowiłem przepytać Mistera.

trauma mister

Wiosną wydaliście winylowy split z Offence. Czy to zapowiedź większego wydawnictwa?

Nie, ten splicik nie zwiastuje nadchodzącej premiery nowego dużego albumu Traumy. To po prostu realizacja kolejnej koncepcji, zupełnie odrębnej i nie powiązanej z niczym nowym. Dostaliśmy po prostu taką ofertę i z niej skorzystaliśmy. Nie ma w tym niczego szczególnego. Nowa płyta to zupełnie inny rozdział i będzie w swoim czasie.

Craving For… jest alternatywną wersją kawałka Craving z EPki Hamartia. Dlaczego wybór padł na ten utwór. Jest dla Was czymś szczególnym.

Na Craving For… znalazł się utwór znany z mini albumu Hamartia i nie jest to dziełem przypadku. Nagraliśmy wówczas dwie wersje tego samego utworu i do końca nie mogliśmy się wówczas zdecydować, którą z nich umieścić na oficjalnym wydawnictwie „ Hamartia”. Wybraliśmy ostatecznie, jak wybraliśmy a ta druga wersja trafiła siła rzeczy do szuflady na kilka lat i w zasadzie sami już o niej niemal zapomnieliśmy. Z tego tez powodu cieszę się, że udało się opublikować to nagranie, ze względu na naszych fanów dla, których to nie lada gratka jak mniemam ale i tez dla nas samych ma to duży potencjał sentymentalny. Poza tym to nasz pierwszy split w dyskografii Traumy w dodatku ukazał się na vinylu, do którego mamy ogromny sentyment. Za kilka dni mała irlandzka wytwórnia Bestial Invassion Rec wydaje ten split na CD co stanowić będzie alternatywę dla tych wszystkich, którzy nie są maniakami vinyla.

W tym roku zagraliście troszkę koncertów. Tak więc powstaje pytanie, czy skupiacie się nadal głównie nad muzycznymi  sztukami czy też w międzyczasie tworzycie numery na nowy longplay?

To prawda, w tym roku staramy się grać sporo koncertów, podobnie jednak temat wyglądał w poprzednim roku. Promujemy po prostu ostatni album Karma Obscura a to według mnie stanowi główny etap promocji. Ludzie uwielbiają weryfikować to co słyszą z płyty z formą jaką zespół prezentuje grając na żywo. Prawdziwy zespół musi być żywym tworem co w moim mniemaniu oznacza odbywanie regularnych próby w pełnym składzie i występowanie na żywo. Tylko w taki sposób można się rozwijać jako zespół i zdobywać doświadczenie. Pytasz o nowe numery. One mogłyby powstawać niezależnie od częstotliwości z jaka koncertujemy. Jedno nie wyklucza drugiego. Owszem priorytetem były w ostatnim czasie koncerty i przygotowanie się do nich. Wszystko u nas ma swój czas i powoli właśnie dobijamy do potrzeby tworzenia nowych utworów. Jest to naturalny proces dla naszego zespołu. Nic nie robimy tego na siłę, dla kasy i poklasku.

Statystycznie patrząc to długograje wydajecie co 2-3 lata. Karma Obscura ukazała się w 2013 roku. Czy nowy materiał ujrzy światło dzienne jeszcze w tym roku?

Szczerze, to mało obchodzą mnie statystyki. Nagrywamy płyty pracując w naturalnym dla nas rytmie, zazwyczaj nieregularnym i w mało przewidywanym. Istotą jest wena i odpowiednia energia dzięki, której powstaje dobra muzyka. Wena albo jest, albo jej nie ma. Kiedy jej nie ma, to nie grzebie w muzyce, bo wychodzą z tego mało interesujące rzeczy. Komponuje wyłącznie wtedy, kiedy mam coś do przekazania, kiedy jest to naturalny proces. Na szczęście mam ten komfort, że nikt nie wywiera na mnie nacisków, nie próbuje przyspieszyć tego procesu. Nową płytę wydamy w momencie, kiedy praca nad jego wszystkimi elementami składowymi zostanie w 100% ukończona. Dopiero zaczynam pracować nad kilkoma nowymi numerami i odczuwam w tej chwili to co powinienem. Jest wena, są dobre pomysły, jest chaos i rejwach które zawsze towarzyszą mi w takich momentach. Nie wiem kiedy ukończę prace nad całym albumem ale na pewno to nie będzie w tym roku.

Splita wydała Deformeathing Production a Karma Obscura – Witching Hour Productions. Czy któryś z kontraktów umożliwi Wam wydanie nowego materiału czy będziecie zmuszeni szukać labelu od zera?

W tym momencie nie jesteśmy z nikim związani kontraktem i nie mamy wobec żadnej wytwórni żadnych zobowiązań. Mamy całkowitą swobodę w podejmowaniu wszystkich decyzji i na tym etapie nie mamy ciśnienia aby zabiegać o nowy deal. Przyjdzie na to czas jak ukończymy prace nad nową płytą. Nie przypuszczam aby był z tym jakiś problem.

W Internecie ludzie się rozbijają o pierwsze krążki: Comedy Is Over czy  Suffocated in Slumber. Często osiągając niemałe ceny. Czy zamierzacie wznowić pierwsze wydawnictwa?

Przyznam, ze rozważamy taka ewentualność i najprawdopodobniej doprowadzimy do wznowienia tych płyt za jakiś czas. Niestety nie jestem w stanie podąć Ci w tym momencie konkretnego terminu kiedy to nastąpi.

Wracając jeszcze do ostatniego albumu Karma Obscura to z tego co pamiętam, to premiera była obarczona sporym opóźnieniem a i promocja nie była jakaś zatrważająca. Nie powaliła mnie ilość recenzji i wywiadów z zespołem. Co było przyczyną takiego obrotu sprawy?

Tak jakoś niefortunnie poszło, ale nie zamierzam wylewać tutaj żółci i bić po próżnicy piany. Było, minęło, płyta mimo to sprzedała się bardzo dobrze i do dziś schodzi nam na koncertach. Pierwszy nakład rozszedł się na pniu zaledwie w kilka miesięcy i nasz label był zmuszony dotłoczyć kolejna partię tego wydawnictwa. Owszem żałuje, ze Karma Obscura nie miała takiej promocji jak starsze albumy Trauma, ale uwierz mi nie mieliśmy na to wpływu, więc nie będę się rozwijał w tym temacie.

wykr owijka cd.cdr

Jeśli chodzi o koncerty to potwierdziliście obecność na Drrrama Reaktywacja 2015. Czy jeszcze gdzieś będzie można Was zobaczyć?

To jedyny wakacyjny koncert Traumy jaki zagramy w tym roku. Teraz odpoczywamy i zajmujemy się komponowaniem nowych utworów. Przyszedł w końcu odpowiedni czas aby wziąć się za to. Ta absencja bardzo mi w tym pomaga bo nie skupiam uwagi na innych rzeczach.

Jeśli chodzi o koncerty to zgłaszają się do Was bezpośrednio kapele chcące supportować Traumę? Czy jednak wszyscy z zespołu mocno śledzą poczynania młodych kapel i wybieracie te, które Waszym zdaniem idealnie pasują do rozgrzewania fanów zespołu Trauma?

Generalnie mamy coraz mniejszy wpływ na dobór zespołów z którymi gramy na wyjeździe. Leży to w gestii organizatorów poszczególnych koncertów i nie mamy wpływu na to kto będzie suportem. Czasem jednak się zdarza, że sami organizujemy jakiś gig. Tak jest na przykład u nas w rodzinnym Elblągu, gdzie cyklicznie każdej wiosny gramy dla rodzimej gawiedzi, wówczas jak najbardziej my wybieramy zespoły według własnych kryteriów.

Nie tak dawno supportowaliście Rotting Christ w Gdyni. Jak to jest grać przed tak uznanym w metalowym świecie zespołem? Mieliście przyjemność osobiście porozmawiać? Czy tylko rozwijanie gratów – koncert i składanie swoich „zabawek” ?

Graliśmy w naszej historii z wieloma uznanymi zespołami na światowej scenie więc to dla Traumy nie pierwszyzna. Koncert był bardzo udany. Rewelacyjny klub, dobre nagłośnienie i światła, wsparcie publiki i dobra frekwencja, dobre zespoły i atmosfera. Kto chciał mógł swobodnie rozmawiać z kim chciał i nie było z tym problemu jeśli o to pytasz. Grecy chętnie rozmawiali z tego co zaobserwowałem.

Jak to jest współtworzyć polską scenę death metalową w Polsce. Nie da się ukryć, że Trauma ma spory autorytet w Polsce.

Gram w tym zespole od 1988 roku i zawsze najważniejsza była i jest nadal dla mnie muza i szczerość jej przekazu, który współtworzyłem z moimi kompanami. Tak jest do dziś. Moje odbicie w lustrze zmieniło się z upływem czasu, jednak mam wrażenie, że wciąż jestem tym samym małolatem, opętanym na punkcie grania he,he. To jest życiowa pasja, której się poświęcam od 30 lat. Jesteśmy jednak normalnymi ludźmi , mamy rodziny, co niektórzy dzieci. każdy z nas zajmuje się na co dzień czymś innym, dzięki czemu opłacamy rachunki.. Ja jestem szczęśliwym człowiekiem i nie postrzegam siebie i wszystkiego w kolo przez pryzmat „człowieka legendy” czy kogokolwiek innego, wyjątkowego. Jestem sobą, kocham grac death metal, tworzyć muzykę, spędzać czas z moimi kumplami z zespołu, grać wspólnie koncerty etc I to jest esencją mojego prawdziwego spełnienia.

Mam jednak poczucie niedosytu, że taki band jak Trauma mógł lub nawet powinien zaistnieć poza granicami kraju. Jak myślisz jakie czynniki mogły mieć wpływ na taki rozwój sytuacji ?

Może i masz racje ale szczerze mówiąc nie myślimy wyłącznie w kategoriach sukcesu i popularności o Traumie. Wiele jest na świecie niedocenionych muzyków i zespołów ale tak to już jest. Na samym szczycie nie mam miejsca dla wszystkich i nie ma co gdybać i bić piany na ten temat. Owszem staraliśmy się przez wiele lat osiągnąć sukces, ale po pierwsze nigdy nie mięliśmy profesjonalnego managementu, ani kontraktu z agencją koncertową, co by to umożliwiło. Jesteśmy muzykami a nasze talentu nie poszły zupełnie w stronę managerska. Zajmujemy się tym wszystkim sami ale zdajemy sobie sprawę, że to zdecydowanie za mało, aby osiągnąć komercyjny sukces. Z drugiej strony mam już swoje lata i zajmuję się muzyką z czystej przyjemności i z ogromną pasją. Nie wiem jak by to wyglądało, gdyby Trauma była moim jedynym źródłem utrzymania i wkradłaby się w to wszystko rutyna i zmęczenie materiału. Przyznam, że trochę boję się, że z tej pasji i przyjemności mogłyby zostać jedynie strzępy. Nie wiem też czy dziś chciałbym żyć jak marynarz, wiecznie na walizkach i w rozjazdach. Wole kiedy koncerty są oderwaniem od rzeczywistości niż miałyby stanowić codzienność.

Czy dostrzegliście w podziemiu kapelę, którą uważacie za wybitną i mają szanse podbić metalowy świat?

Wiele jest takich zespołów, którym mógłbym nadać miano wybitnych, nietuzinkowych ale sama muzyka to tylko niewielki ułamek tego co składa się na sukces. Większość z tych zespołów nie przetrwa ale tak to już jest. Zawsze chodzi o jakiś układ, który bez wsparcia takich komórek jak agencja koncertowa czy profesjonalny managment jest nie osiągalnym pułapem ale nie chce mi się o tym gadać i zniechęcać młodych adeptów do chwytania za instrumenty. Zawsze jednak najważniejsza jest dla mnie muzyką i wiem, ze powtarzam to już po raz kolejny ale w moim mniemaniu tak po prostu jest.

Ostatnie dwa albumy mają zdecydowanie inny sound w porównaniu do poprzednich. Jest świeży, klarowny, taki trochę „wygłaskany”. Czy to efekt lepszych warunków w Hertzu czy nieco inaczej podchodzicie do komponowania nowej muzyki?

Aranżacja utworów i sama muzyka Traumy to jedno a brzmienie , tak zwana produkcja to drugie. Zawsze wchodząc do studia mamy ukończone utwory więc w samym procesie realizacji skupiamy się wyłącznie na wygenerowaniu odpowiedniego brzmienia poszczególnych instrumentów, jak i całości co za tym idzie. Na sam kształt utworów i muzykę, studio, w naszym przypadku nie ma właściwie wpływu jednak na brzmienie przyznam ogromny. Każda sesja w Hertz zaczyna się od stworzenia jakiegoś konceptu brzmieniowego, obrania kierunku poszukiwań. Tu bracia Wiesławscy odgrywają dużą rolę. To niesamowicie kreatywni producenci a i samo studio jest wyposażone na poziomie światowym. Na pewno polepszające się warunki techniczne z roku na rok mają ogromny wpływ na finalne brzmienie każdej kolejnej płyty, nie tylko w przypadku naszego zespołu,     ale i każdego innego, który pracuje za murami tego Białostockiego przybytku.

Na koniec kilka słów dla fanów zespołu Trauma i czytelników LoudNow….

Dzięki wszystkim którzy wspierali i nadal wspierają nas przez te wszystkie lata. Jest to bardzo ważne dla nas i niezmiernie to sobie cenimy. Do zobaczenia na koncertach gdziekolwiek zajedziemy z Trauma w przyszłości. Stay Traumed!!!

Dzięki za wywiad i życzę determinacji potrzebnej do działalności zespołu Trauma.

Dzięki za wsparcie i promocję!!!

TRAUMA 1

Cześć! Wcześniej działaliście pod szyldem Archeon. Co spowodowało zmianę nazwy?

Witam! Tak, lata temu działaliśmy jako Archeon. Od tamtego czasu zmieniło się bardzo wiele, a pierwsze najpoważniejsze zmiany dotyczyły między innymi zmiany nazwy. Było to spowodowane przede wszystkim chęcią rozpoczęcia działalności zespołu na możliwie największych obrotach. Wcześniej pod wieloma względami byliśmy wstrzymywani. Miał na to wpływ także aspekt personalny. Na całe szczęście zmiana nazwy to delikatny zabieg, który przyczynił się do nabrania wiatru w żagle, pożegnania demonów przeszłości oraz skupienia się na pracy nad muzyką. Z dzisiejszej perspektywy był to ważny i potrzebny krok. Z drugiej strony mamy fajną bazę fanów Archeon‚a i zdarza nam się na koncertach zagrać jakiś utwór z płyty End Of The Weakness. Zawsze jest miło i fajnie. To część naszej historii, nasz początek, od którego nie zamierzamy się odcinać. W końcu trzon Made Of Hate to trzon Archeon‚a. Muzykę pisałem ja zarówno w Archeonie, jak i teraz w Made Of Hate. Mój i nasz znak wodny jest widoczny wystarczająco dobrze.

Na fejsbuku opublikowaliście informację, że poszukujecie nowego basowego. Co się stało z poprzednimi operatorami grubych strun?

Tak się złożyło, że znowu szukamy brakującego ogniwa. W naszej historii mieliśmy raptem kilku basistów i basistkę. Różnie sprawy się układały, o prehistorii nie ma co opowiadać, o wyborach naszych muzyków też nie. Mogę się odnieść jedynie do naszego ostatniego basisty, Maćka. Serce pęka, bo chłopak musiał odejść z zespołu ze względu na problemy zdrowotne. Można śmiało powiedzieć, że był to człowiek, którego zawsze chcieliśmy mieć w zespole. Pod w zasadzie każdym względem. Niestety na temat zdrowia nie mamy wpływu. Maciek był z nami raptem trzy miesiące, ale to był naprawdę świetny okres. Udało nam się zagrać kilka koncertów, skumplować i naprawdę nadal jest ciężko patrzeć na sprawę jego odejścia bez emocji. Bardzo, bardzo szkoda. Mało takich ludzi w tym gatunku muzycznym.

Czy jest progres w poszukiwaniach? Czy już macie faworyta do obsady tego stanowiska w zespole?

Jakiś progres jest, ale nie spieszmy się z wyborem, gdyż chcemy znaleźć człowieka możliwe najbardziej pasującego do naszego zespołu, muzyka ambitnego i chcącego się rozwijać. Wiele osób zdecydowało się do nas zgłosić. Niestety większa część nie miała już na tyle determinacji i siły, aby pokazać co umieją. Takie chyba czasy. Kilka osób nadesłało ciekawe zgłoszenia, ale sama muzyka to jedynie część naszej ewentualnej współpracy. Szukamy osoby, z którą moglibyśmy zaplanować przyszłość, a nie jedynie podtrzymać działalność. To musi być osoba z przekonaniem, a nie z oczekiwaniami. Faworyta na razie nie mamy. W spokoju przesłuchujemy i spotykamy się z kandydatami. W odpowiednim czasie mamy nadzieję przedstawić nasz wybór fanom. Póki co, cierpliwie szukamy dalej.

Z tego co pamiętam to debiut sceniczny ułatwił Wam Bruce z Iron Maiden, który niegdyś wspomniał o Was w radiu BBC. Czy poznaliście go osobiście na koncercie w Warszawie?

Tak. Mieliśmy to szczęście, że Bruce‚owi bardzo spodobała się nasza płyta, którą wielokrotnie puszczał podczas swojej audycji w BBC. Faktycznie przyczynił się też do tego, że byliśmy wybrani jako bezpośredni support ich koncertu na warszawskiej Gwardii. Świetna sprawa, bardzo byliśmy tym faktem uradowani i do dziś nie kryjemy wdzięczności za ten koncert. Dickinsona wówczas widzieliśmy i zamieniliśmy z nim krótkie zdania, jednak nie na tyle, na ile byśmy chcieli. Pamiętam, że był wtedy chroniony niczym prezydent i ochrona dosłownie biegała obok niego podczas przepraw poza sceną. Może jeszcze kiedyś będzie okazja żeby więcej czasu spędzić z niewątpliwymi mistrzami gatunku. To byłaby już wtedy trzecia okazja.

Graliście przed Iron Maiden w 2008 roku oraz Motorhead i Volbeat na Sonisphere 2011 oraz Arch Enemy w 2014 roku. Z kim jeszcze chcielibyście dzielić scenę?

Jest naprawdę wiele takich zespołów. Najprawdopodobniej nie będę oryginalny, ale z punktu widzenia uprawianego przez nas gatunku muzycznego, byłoby świetnie zagrać z takimi zespołami jak Metallica, In Flames, Lamb Of God, Ozzy Osbourne, Nightwish, Alter Bridge, Dream Theater… oj zaczynam widzieć coraz więcej takich zespołów. Marzeniem byłaby dla mnie także trasa z AC/DC… Mamy jeszcze wiele do zrobienia i wiele zespołów, z którymi chcielibyśmy grać na jednej scenie. Trzymamy kciuki, żeby wszystko się udało.

To zapewne było nie lada wyróżnienie jeśli taka persona w metalowym światku dostrzega młodą kapelę z Polski.

Zdecydowanie było to wtedy coś wyjątkowego. O zainteresowaniu Dickinsona dowiedziałem się z Onetu. Było to niesłychane i do dziś pamiętam co czułem tamtego dnia. Udało mi się nawiązać kontakt z Bruce‚m, w jakiś tydzień czy dwa później na antenie BBC znowu poleciało Made Of Hate. Tym razem poprzedzone pozdrowieniami dla mnie. Serce mi wtedy stanęło. Na całe szczęście nagrałem tę audycję i dziś mogę sobie to puścić w każdej chwili. Polskie nazwiska Anglicy wymawiają z nie lada trudnością. Moje dodatkowo do najłatwiejszych też nie należy. Na szczęście wszystko w nagraniu jest jasne i klarowne. Co do samego wyróżnienia, to skutkowało ono najlepszym naszym koncertem w historii, czyli debiutu Made Of Hate obok Iron Maiden. Nie można wyobrazić sobie lepszego debiutu. 30000 ludzi na stadionie i magia.

Podsumowując Wasze koncertową działalność to odczuwam niedosyt, bo w zasadzie to takie solidne trasy koncertowe odbyły się jedynie w 2012 i 2013 roku. Z czego to wynika ?

Tak, nie gramy dużo tras koncertowych, bo ta formuła w naszym kraju się przestała sprawdzać. Gramy tyle, na ile jest to możliwe, ale w racjonalnych warunkach. Nie można uprawiać sztuki na ilość, bo ta straci na jakości. Mamy chęć grać jak najwięcej, ale też trzeba sobie zdawać sprawę, że za darmo się koncertów nie gra, a tutaj w naszym kraju jest ogromny problem. Z drugiej strony też tak się złożyło, że wiele z koncertów nam niestety uciekło właśnie przez zmiany muzyków, sesje nagraniowe, itd. Jedno jest pewnie, chcemy grać więcej. Mamy nadzieję, że to się niebawem zmieni.

Sukcesywnie nagrywacie płyty: Bullet in Your Head (2008), Pathogen (2010) oraz Out of Hate (2014). Czy jak już skompletujcie skład to zamierzacie ruszyć z koncertową machiną i grywać przekrojowy materiał czy zamierzacie nagrać kolejny longplay?

W naszych planach są koncerty przekrojowe, ale także i nowy album. Nie wiemy jeszcze w jakiej kolejności te plany zostaną zrealizowane, ale mamy nadzieję, że to będzie tylko początek naszej współpracy z nowym muzykiem. Czy zagramy trasę? Nie wiem, pewnie ograniczymy się do kilku koncertów w Polsce, ale nie wykluczamy innych możliwości. Wszystko jest kwestią otwartą. Odnośnie nowej płyty, to zarys się krystalizuje. Powiedziałbym, że to idea, która wisi nad nami, ale nie ma jeszcze realnej formy. Jak wino, potrzebuje czasu, by dojrzeć i przybrać odpowiednią formę.

Jak już wspomniałem wydaliście trzy długo graje. Który z nich uważacie za najlepszy krążek?

Nie ma czegoś takiego jak najlepszy krążek. Każdy z nich był najlepszy w ściśle określonym czasie i ze względu na szczególne uwarunkowania. Bullet in your head był najlepszym debiutem, jaki można było sobie wymarzyć. Konkretny, dynamiczny i silny. Po nim przyszedł follow-up w postaci Pathogen‚a. Idealny wówczas album pokazujący rozwój zespołu, dojrzałość kompozycji i przemyślaną formę. Ostatnio najlepszym albumem był Out Of Hate – niezwykle ciężki, przebojowy i bardzo jednolity. Zakładam, że nowa płyta będzie najlepszą pod wieloma względami. Tak to jest. Z drugiej strony każdy album ma swoje mocne strony, do których często wracamy. Ostatnio dla przykładu bardzo fajnie gra się starsze numery, z czasów Bulleta właśnie. Wcześniej zaś, Bulleta praktycznie nie graliśmy, bo Out Of Hate gościł na naszych próbach i koncertach. Tak to właśnie wygląda. Im więcej masz albumów, tym większa różnorodność i możliwość wyboru. Masz ochotę na coś w starym stylu, grasz coś w starym stylu. Masz ochotę na ciężar, grasz coś nowszego. Każdy z krążków jest na swój sposób najlepszy. Inna sprawa to upodobania naszych fanów. A te się rozkładają niemal po równo na każdy z albumów.

Wasze płyty ukazały się nakładem niemieckiej wytwórni AFM Records. Jak doszło do współpracy i jak ocenicie wspólną kooperację i promocję Waszych wydawnictw.

Dwie z naszych płyt zostały faktycznie wydane w AFM Records. Trudno było wyjść z Polski i znaleźć się w zachodniej wytwórni rozpoczynając od debiutu. Na całe szczęście udało nam się dotrzeć z płytą do kilku osób, które dostrzegły w nas potencjał i zaproponowały współpracę. Było trochę szczęścia, ale też był to wynik ciężkiej pracy, po której przyszło kilka pełnych oczekiwania tygodni. Efekt był rewelacyjny. Współpraca była zawsze bardzo dobra, kompletnie inny poziom niż w polskich wytwórniach. Promocja debiutu była rewelacyjna – reklamy w czasopismach muzycznych, prawie setka wywiadów, cuda. W międzyczasie rynek zaczął się zmieniać, a klasyczne płyty kompaktowe powoli zaczęły być wypierane przez cyfrowe nośniki, mp3. To spowodowało, że i promocja się zmieniła. Więcej działań było przekierowane na internetową reklamę. AFM zawsze starało się zrobić wszystko jak najlepiej. To duża wytwórnia i trzeba się było liczyć z tym, że czas na Twoją promocję jest mocno ograniczony, bo w kolejce czekają kolejne zespoły z nowymi płytami. Doszło zatem do sytuacji w której można się poczuć jak na lotnisku. Bilet, odprawa, odlot, następny. Takie czasy, płyty pojawiają się z niespotykaną nigdy częstotliwością. Ich promocja trwa ułamek sekundy, itd.

Czy posiadanie kontraktu z zagraniczną wytwórnią powoduje ułatwioną możliwość grania poza granicami Polski? Mieliście takowe propozycje albo szykujecie takowy european tour ?

Wytwórnia nie gwarantuje żadnych tras koncertowych czy występów. Takie czasy minęły lat temu piętnaście. Kontrakt z zagraniczną wytwórnią gwarantuje dobrą dystrybucję, inny poziom promocji, ale nic poza tym. Chcesz grać duże trasy koncertowe, musisz mieć na to duże pieniądze. Tak wyglądają realia. My propozycje mieliśmy, kilkukrotnie, niestety będąc zespołem z mocno okrojonym budżetem nigdy nie było nas stać na prawdziwą europejską trasę koncertową. Mamy nadzieję, że uda się to zmienić, może ktoś będzie chciał nas wspomóc i wtedy może zagramy wymarzoną trasę!

Wiadomo, że Internet i możliwość promocji własnego zespołu zarówno na bandcamp jak i youtube umożliwia pokazanie się ludziom na całym świecie. Czy mówiąc o zespołach z undergroundu jakiś specjalnie utkwił Wam w pamięci? Czy jednak mając mnóstwo zachodu z zespołem MOH ciężko śledzić undergroundową scenę w stolicy?

Znam jeden świetny, undergroundowy zespół – Made Of Hate. Masa internetowej papki promocyjnej i milion serwisów to tak naprawdę masakra. Wszystkiego jest za dużo, zwłaszcza słabej muzyki. Dziś byle amator ma możliwość nagrania płyty w domu. To powoduje, że muzyka traci jakość, nie mówiąc już, że sztuką przestaje być od dłuższego czasu. Kiedyś praca nad muzyką, jej nagranie wyglądało inaczej. Każdy poważny muzyk Ci to powie. Dziś jest nawarstwienie kiczu i tandety, słabych rzeczy. Tego jest po prostu za dużo. Dobre rzeczy oczywiście też powstają, ale to jest trochę jak szukanie igły w stogu siania. Jest to paradoks. Mamy świetne narzędzia promocyjne, ale podaż jest po prostu większa niż popyt.

A przechodząc do zespołów mainstreamowych, które ostatnie lub nadchodzące wydawnictwa wg Was są godne uwagi?

Nowe Lamb Of God wygląda bardzo interesująco. Na cztery single, dwa są naprawdę bardzo ciekawe. I to w zasadzie wszystko, co przychodzi mi do głowy. Wspomniany wcześniej system nagrań i pracy nad materiałem powoduje, że nawet zespoły mainstreamowe wypuszczają płyty, które delikatnie mówiąc zawodzą nawet najbardziej liberalnych fanów. Nie będę szafować nazwami, ale naprawdę, dawno nie słyszałem nic, co by mnie zatrzymało na dłużej.

Michał, jesteś głównym kompozytorem muzyki dla Made Of Hate. Czy z łatwością Ci to przychodzi? Czy ukończyłeś szkołę muzyczną, która rozwinęła Twój talent kompozytorski?

Skończyłem muzykologię, ale jestem samoukiem. Muzyka to moje życie, więc zawsze starałem się podchodzić do niej profesjonalnie. Przygotowanie do pisania muzyki to ważny element twórczy. Trzeba wiedzieć co i jak, dlaczego. Przypadkowość to nie jest moja metoda. Czy mam łatwość w pisaniu muzyki? Wydaje mi się, że gdy mam natchnienie to pisanie muzyki jest jak mowa. Samo przychodzi i bardzo często jest tak, że nie jestem w stanie nadążyć za potokiem myśli i nut. Czasami proces pisania jest dłuższy i nieco cięższy. Wszystko zależy od momentu w życiu, od tego czy masz wolną głowę czy raczej zbyt dużo się dzieje i trudno jest skupić się na kreowaniu czegoś ciekawego, fajnego.

Michał, jesteś wokalistą i gitarzystą. Kto jest Twoim guru w kwestii wiosła i gardła?

Byłem wokalistą na pierwszej płycie, później Radek stanął za mikrofonem. W kwestiach wokalnych, niewątpliwie mistrzem nad mistrzami był Freddie Mercury. To był fenomen. Jeśli chodzi o gitarę i moich idoli, to ze sceny rockowej jest ich bardzo wielu. Friedman, Petrucci, Malmsteen, Becker, Lukather….żeby wymienić choć kilku.

Na koniec kilka słów do fanów Made Of Hate….

Dziękujemy za wsparcie i jak zawsze zapraszamy do naszej muzyki oraz kontaktu na naszym profilu na FB! Jesteśmy dla Was i mamy nadzieję mieć niebawem jeszcze więcej okazji do spotkań z Wami na naszych koncertach! Trzymajcie się i słuchajcie Made Of Hate! Zawsze i wszędzie! Stay heavy!

Na Illness wpadłem dość przypadkowo. 3 lipca ukazała się EPka Trvmna via Black Plague Records / Metallic Media. I dzięki promówce wysłanej przez wytwórnie mogłem się raczyć najdzikszą i najbardziej dziwną odmianą black metalu. Zanim przeczytacie krótki wywiad aby Was wprowadzić w klimat obejrzyjcie klip.

Witajcie. Na wstępie chciałbym abyście przybliżyli kulisy powstania zespołu Illness, który istnieje już prawie 15 lat.

Hail. Zamysł Illness powstał na amfetaminowym zjeździe i mega kacu w orzyganym i oszczanym tunelu/przejściu dla niepełnosprawnych na dworcu w Gdyni Cisowej pod koniec 2000 roku. Pierwsze utwory zaczęliśmy pisać na początku 2001 roku

Obecnie przebywacie w Norwegii. Co spowodowało, że wyjechaliście z Polski?

W Norwegii na stałe mieszkam tylko ja (Gulnar). Nie było jakiegoś określonego wydarzenia czy osoby, które wpłynęły na decyzje o wyjeździe. Oczywistym jest fakt ze względu na Norweski Black Metal zawsze chciałem tu być….

Czy będąc w Norwegii odczuwasz większą inspirację do tworzenia muzyki?

Nie patrzę na to w ten sposób bo tu mieszkam. Dla mnie to codzienność….

Jak dobrze wiadomo, w Skandynawii odsetek ludzi popełniających samobójstwa nie jest mały. Czy ta aura wpływa na Ciebie przez co możemy się spodziewać jeszcze bardziej „chorych” dźwięków?

Klimat jest tu depresyjny ale to chyba głownie ze względu na pogodę, która ma oczywisty wpływ. Zwłaszcza jak leje dwa miesiące pod rząd hehehe. Chorych dzwięków możesz spodziewać się ode mnie zawsze – zarówno jak na nowej płycie Illness jak i w innych projektach, przeszłych i obecnych (Teraz robimy w Monroe debiut mojego solowego projektu A.H.P. Płyta powinna być gotowa na początku 2016. Oprócz tego cały czas pracujemy nad debiutem Disorder – projekt mój, Carriona i Hellblasta z Manslaughter, choć to jeszcze z pewnością potrwa).

Jeśli chodzi o norweską scenę to bardziej cenisz nowe undergroundowe kapele czy jesteś wierny starej szkole black metalu?

Zawsze z uwagą przyglądam się nowym undergroundowym zespołom, choć nie zawsze „undergroundowy znaczy lepszy” (patrz „podziemie” DSBM, niekoniecznie skandynawskie), i nie zawsze wszystko wyłapuje. Często „wykopuje” rzeczy po latach, z drugiej strony uwielbiam norweska klasyke (choć też nie wszystko) bo na tym się wychowałem i większość tych płyt do dziś nie straciło mocy ani klimatu w odróżnieniu od 95% ludzi , którzy ją stworzyli. Oczywiście mówimy o klasyce Norweskiego Black Metalu, a nie klasyce Black Metalu w ogóle.

Nową EPkę Trvmna wydała Metallic Media w kooperacji z Black Plague Records. Nie było chętnych labeli do wydania w Polsce jak i Norwegii?

Nie.

Materiał powstał w Monroe Sound Studio w Stargardzie Szczecińskim. Dlaczego wybór padł na to studio?

Studio Monore wybraliśmy po raz pierwszy w 2010 do nagrania naszego trzeciego albumu pt. Planet Paranoia. Carrion nagrywał tam debiut swojego projektu (Manslaughter). Nagraliśmy tam kilka materiałów Illness i innych naszych projektów, Aro (właściciel studia) jest naszym sesyjnym basistą i gitarzystą wiec wybór okazał się bardzo korzystny.

Co było powodem, że minął ponad rok od ukończenia produkcji Trvmna do jej wydania?

Głównym powodem był fakt, że w międzyczasie zrobiliśmy winylowy split z Arkoną i nie mieliśmy ciśnienia żeby wydawać tego materiału zaraz po nagraniu. Innym, klasycznym w naszym przypadku powodem był problem z wytwórnią, a raczej ze znalezieniem odpowiedniej wytwórni która będzie zainteresowana wydaniem takiej muzy. Dziś nie warto być oryginalnym…….Gdybyśmy byli kolejna osraną kopią kogoś innego, to pewnie byłoby łatwiej. Każdy materiał Illness (poza PsychoPath i splitem z Arkona) ze względu na tą kwestię, wychodził z rocznym lub nawet kilkuletnim opóźnieniem. W momencie wydania, dla nas te utwory są już stare, i zazwyczaj gramy już inaczej. Z Trvmna jest podobnie…

Czy wydana EPka jest zapowiedzią większego wydawnictwa?

Oczywiście. Nowego materiału mamy napisane ok. 60 % i planujemy go nagrać na jesieni 2016. Kolejna płyta to kontynuacja drogi ze splitu z Arkoną. Muza zupełnie inna od tej na Trvmnie. Przy naszym szczęściu z wytwórniami usłyszysz ją może w 2018 roku.

Nie udało mi się znaleźć tekstów z EPki Trvmna. Jaki przekaz niosą teksty zespołu Illness?

Teksty (a właściwie jeden tekst) były zamieszczone tylko na splicie z Arkoną. Nie zamieszczamy ich, bo ci którzy słuchają naszej muzyki i tak raczej nie zrozumieją naszych dragowych i alkoholowych lotów. Poza tym maja to raczej w dupie, wiec po co doklejać na siłe kolejne „karteczki” we wkładce? Pytasz o przekaz? Powiem tak: Jeżeli szukasz jakiegoś pocieszenia, radości czy nadziei w muzyce to jesteśmy zdecydowanie nie dla Ciebie.

Na Trvmna po raz pierwszy usłyszeć możemy „żywe” bębny. Kim jest Wasz pałker, bo nawet wszechwiedząca Encyklopedia Metallum milczy w tej kwestii.

Sesyjnym pałkerem na Trvmnie był Nerexo z Shadows Land. W chwili obecnej korzystamy zarówno z automatu jak i żywego bębniarza.

Czy teraz jak już macie perkusistę to rozważacie granie koncertów?

Illness nie gra koncertów. Być może to się kiedyś zmieni ale na razie i w najbliższym czasie nic na to nie wskazuje.

Czy jedynym sposobem zakupienia Waszych wydawnictw jest strona www zespołu oraz poprzez wydawcę? Czy macie dystrybucję w Polsce ?

Płyty Illness możesz kupić w naszym sklepie (http://illnesshorde.com/shop.html), na naszym bandcampie (http://illness666.bandcamp.com/) lub na discogs (http://www.discogs.com/artist/3620436-Illness-5 ). Poza tym niektóre materiały są jeszcze do nabycia w wytwórniach, w których były wydane i w ich „zaprzyjaźnionych” dystrybucjach. W Polsce to Godz ov War / Third Eye Temple. Nie jesteśmy znani ale znalezienie naszych płyt nawet bez tych linków nie zajmie Ci dłużej niż 5 min. Nie mamy żadnej dystrybucji, żadnego sponsora ani menagera. Nikt nam nie pomaga. Wszystko robimy za swoja kasę i porównując „przychody” (jeżeli w ogóle można tak to nazwać) do wydatków to nic na tym nie zarabiamy

Do tytułowej kompozycji zrobiliście video. Czyim pomysłem był taki obraz ?

Moim. Motyw kobiecej ręki był pomysłem reżysera.

Carrion, skąd Twoje zainteresowanie klawiszami, której w muzyce Illness jest sporo, co w black metalu nie zdarza się zbyt często. Zresztą drugi album Necroterror był podzielony na dwie części: black metalową i klawiszową.

Muzyka poważna, klasyczna, soudtracki z horrorow….Każdy album Illness był podzielony na dwie czesci. Tylko split z Arkoną stanowił wyjątek. Nowy materiał będzie zawierał 6 długich utworów mieszanych, ze się tak wyrażę. Co do Necroterror to jedyne co mogę powiedzieć o tym albumie to to, że jest to nasz najgorszy (pod względem nagrania) materiał. Mam nadzieje ze skurwysyn odpowiedzialny za ten „bałagan” będzie zdychał w mękach.

Na facebookowym profilu określacie swoją muzykę jako black schizophrenic metal. Fakt faktem, że black metal, który gracie jest nietuzinkowy, brutalny. Skąd przymiotnik schizofreniczny?

Profil facebookowy jest nie aktualny i nie będzie aktualizowany. Wszystkie info dotyczące Illness znajdują się na www.illnesshorde.com . Schizophrenic - bo nasza muza jest nie normalna. Piszemy o chorobach psychicznych, narkotykowych zwałach i psychozach pomieszanych z halucynacjami , strachu, załamaniach nerwowych, ciężkich depresjach, nienawiści i pogardzie do świata i życia….Termin BLACK SCHIZOPHRENIC METAL stworzyłem w 2001 roku i moim zdaniem idealnie oddaje klimat naszej muzy.

http://illnesshorde.com/

http://illness666.bandcamp.com/

http://www.facebook.com/Illnesshorde

 

 

„Jeżeli ktoś lubi solidne granie spod znaku takich bandów jak: Sepultura, Machine Head, Pantera czy Acid Drinkers, to płyta powinna się spodobać” – Sicphorm to jeden z najciekawszych zespołów młodej sceny metalowej w Polsce. Pochodzący z Wrocławia thrash/groove metalowcy wydali właśnie swoją debiutancką płytę zatytułowaną „Wake Up”. Rozmawiamy z gitarzystą i wokalistą Sicphorm, Bartkiem „Bartesem” Duszkiewiczem.

Na rynku pojawiła się właśnie Wasza pierwsza płyty zatytułowana Wake Up. Jak wrażenia, gdy materiał, nad którym pracowaliście macie już w rękach?

Osobiście uważam, że każdy wydany krążek to zamknięty jakiś etap w życiu. Zarówno osobistym jak i w życiu zespołu. Cieszy nas bardzo ten fakt, ponieważ dzięki tej płycie, oficjalnie stanęliśmy na nogach.

Swoją oficjalną premierę nowe wydawnictwo Sicphorm miało 19.06 podczas festiwalu DarkFest. Udało się? Jak publika na żywo przyjęła Wasz najnowszy materiał?

Ci co byli i widzieli, bawili się dobrze. Myślę, że festiwal, na którym się gra wraz z Vader, Decapitated, Hate, Materią czy Totem, to była dobra okazja do zaprezentowania swojego debiutanckiego krążka. Premierę uznajemy za zdecydowanie udaną.

Jak można zarekomendować ten album komuś, kto nie zna twórczości Sicphorm?

Jeżeli ktoś lubi solidne granie spod znaku takich bandów jak: Sepultura, Machine Head, Pantera czy Acid Drinkers, to płyta powinna się spodobać. Lubimy różnorodne granie, dlatego łączymy w naszej twórczości elementy groove metalu, thrash metalu i hard core’u.

To wasze pierwsze wydawnictwo czy macie za sobą już jakieś EP-ki bądź dema?

Wake Up to nasze pierwsze oficjalne wydawnictwo. Wcześniej były przymiarki do nagrań.

Opowiedz o Sicphorm. Skąd wziął się pomysł, by założyć taki właśnie zespół? Przecież jesteście muzykami związanymi z innymi formacjami, które radzą sobie całkiem nieźle.

Sama idea tego zespołu zrodziła się kilka lat temu. Zawsze chciałem grać czadową muzę, jednak zebranie składu zajęło sporo czasu. W momencie, kiedy na horyzoncie pojawili się odpowiedni grajkowie, oficjalnie Sicphorm stanął na nogach. Idea założenia zespołu sięga roku 2011, jednak oficjalnie Sicphorm istnieje od 2013. W składzie zespołu znaleźli się doświadczeni muzycy, którzy udzielają się w innych składach: wokalista Damian „Kurt” Kikoła w Slow Motion Bullet, gitarzysta Grzegorz „Gady” Kołodziejczyk gra także w Insult, basista Mateusz „Zajonc” Sławecki gra w John Revolta, pekrusista Sebastian „Święty” Dziekan związany jest także z Discordią, zaś ja z formacjami John Revolta oraz O.D.R.A.

Wróćmy do płyty Wake Up. Gdzie i jak długo powstawała? Gdzie można ją nabyć?

Płytkę najprościej zamówić, pisząc do nas na Facebooku lub na maila sicphorm.band@gmail.com. Jeśli chodzi o proces powstawania tej płyty – całość materiału wychodzi spod mojej łapy, ale każdy dorzucał coś od siebie. Jest charakterystyczny wokal Kurta, solówki Gaudiego czy aranże perkusji Świętego. Każdy dobrze wywiązał się ze swojej części, wkładu i udziału w realizację płyty. Nagrania miały miejsce w młodym studio Latency Studio, które obecnie znajduje się w Miliczu. Efekt jest dla nas w pełni satysfakcjonujący.

Sicphorm_Wake_up

Czy możemy spodziewać się jakiegoś singla/klipu promującego Wake Up? Póki co mamy chyba tylko teaser?

W przeciągu najbliższych tygodni planujemy nagrać teledysk do utworu Paranoia. Chcemy na jesień zacząć promocje płyty – zarówno na koncertach, jak i w mediach. Obecnie bardziej pochłaniają nas koncerty.

Chcielibyście tym krążkiem zainteresować jakiegoś wydawcę?

Przede wszystkim, chcemy zainteresować słuchacza, bo bez tego ważnego czynnika, nikt z wydawców czy organizatorów koncertów się nami zwyczajnie nie zainteresuje.

Jak już wspomnieliśmy, jesteście związani z innymi zespołami. Czy praca w Sicphorm nie psuje w związku ich aktywności? Jak udaje Wam się to pogodzić?

Myślę, że to bardzo duży atut tego bandu. Każdy ma jakieś doświadczenie, wiedzę, spostrzeżenia, którymi oczywiście się wymieniamy. To buduje jakąś świadomość w dążeniu do celu. Nasze aktywności muzyczne się uzupełniają – wszyscy realizujemy się tak w Sicphorm, jak i w innych projektach i póki co nie ma z tym kłopotów.

Co teraz, po wydaniu płyty, będzie działo się z Sicphorm? Jak wyglądają Wasze plany koncertowe?

Czasy są trudne, jest przesyt i ciężko się wybić wśród całej masy innych bandów. Ze wszystkich sił będziemy się starali promować Wake Up gdzie tylko się nam uda. Poza tym, na najbliższych próbach powoli bierzemy się za nowy materiał…

Dzięki za wywiad.

Z wzajemnością.

Witajcie! Na początek opowiedzcie o kulisach powstania zespołu. Jak do tego doszło, kto był „prowoderem” powstania kapeli?

Karol: Witaj! Początki kapeli sięgają roku 2010 kiedy to ja razem z naszym gitarzystą Krzyśkiem założyliśmy zespół. Ciężko tu jest wyznaczyć tego pierwszego inicjatora ponieważ jest to wypadkowa naszych dwóch, że się tak wyrażę, prądów twórczych. W pojedynkę nic byśmy nie zdziałali. Za szczeniaków w podobny sposób założyliśmy nasz pierwszy, również death metalowy zespół, który po jakimś czasie niestety się rozpadł. Długo jednak nie byliśmy bezrobotni i widocznie coś nas dalej ku sobie ciągnęło. Widocznie dla nas ten typ muzyki to pewnego rodzaju ‘przeznaczenie’.

Szczerze powiedziawszy nie znałem Was wcześniej. Dopiero jak się okazało, że ViaNocturna wydaje Wasz drugi krążek nie omieszkałem zapoznać się z Waszą twórczością. Muszę przyznać, że Hexenhammer to kawał porządnego death metalowego grania. Świetne instrumentarium i bardzo dobra jakość realizacji dźwięku. Gdzie nagrywaliście i kto produkował płytę, ponieważ wkładka do wydawnictwa nie zdradza takich informacji?

Matt: Za realizację bębnów odpowiedzialny był Mateusz Gręba, z Octagony, resztę nagraliśmy sami we własnej salce, nie udałoby się to gdyby nie Bartek Trojanowski z puławskiego Cicatrix, który użyczył nam niezbędnego sprzętu. Mixem zajął się nasz gitarzysta Alek.

Nową płytę otwiera By the Devil’s Hand. Od razu pomyślałem, że utwór stylistycznie nawiązuje do Belphegor z Austrii. Jesteście fanami tej formacji czy wyszło to przypadkowo?

Karol: Hehe, nie wiem jak reszta, ale ja jestem przeogromnym fanem tej kapeli. Nie można mnie jednak o nic posądzić gdyż nie jestem gitarzystą a riffy i sugestie podrzucam sporadycznie. Niemniej jednak faktycznie masz racje, że trochę trąci Belphegorem. Jest to jednak czysty przypadek przez co z przyjemnością uznaje Twoje skojarzenia jako pewnego rodzaju komplement.

Na Facebooku napisaliście, że pracujecie nad nowym materiałem. Czy już coś konkretnego macie czy na razie są to wstępne zarysy i szkice utworów?

Matt: To prawda, mamy już kilka numerów, które być może znajdą się na kolejnym wydawnictwie, w tej chwili jednak chcemy skupić się na promowaniu Hexenhammera.

Jeśli chodzi o tworzenie muzyki to czy wspólnie komponujecie kawałki czy któryś z Was szczególnie przoduje w tej kwestii?

Karol: Kwestia aranżacji i pomysłów jest domeną przede wszystkim naszych gitarzystów. Zanim poznaliśmy Alka cała praca spoczywała na barkach Krzysztofa. Jednak od kiedy w naszym zespole jest ten młody człowiek to właśnie on przejął lwią część produkcji nowych utworów oraz ich aranżacji. Pomimo tego, jak już wcześniej wspomniałem, inni członkowie również podrzucają swoje sugestie które Alek sprytnie wplata w swoją wizję aranżacji. Wszystko wtedy gra i trąbi podczas kiedy każdy jest zadowolony i uwzględniony w pracy.

Jeśli to nie tajemnica to czym poza zespołem się zajmują członkowie Incarnal?

Karol: W żadnym wypadku. Zajmujemy się praktycznie tym czym zajmują się ludzie w naszym wieku. Przede wszystkim pracujemy i uczymy się. Z bardziej abstrakcyjnych i mniej przyziemnych rzeczy to chyba tylko pociąg do ćwiczeń fizycznych, zajmowanie się w pewnym stopniu odtwórstwem historycznym, spędzaniem czasu na podróżowaniu no i chyba w największym stopniu doskonaleniu swoich umiejętności w każdej płaszczyźnie.

Karol, Twój wokal jest niesamowicie dopracowany. Nie ma słabych stron. Czy szkolisz się u kogoś czy jesteś samoukiem?

Karol: Niezmiernie miło mi to słyszeć, dziękuje. Mój wokal jest czysto amatorski, zacząłem się bawić growlami w wieku lat 18, kiedy to właśnie próbowaliśmy z Krzysztofem naszych sił w pierwszym death metalowym zespole. W moim przypadku ‘kluczem do sukcesu’ były wizualizacje i wsłuchiwanie się godzinami w sposób śpiewania moich ulubionych wokalistów: Mikael Akerfeldt z Bloodbath czy Johan Hegg z Amon Amarth. Co jak co, ale ci wokaliści mają głosy które są arcysztuką w kategorii ‘darcia japy’.

Po wydaniu debiutanckiej płyty, zarówno na EPce jak i drugim albumie pokusiliście o perkusistę. Nie byliście zadowoleni ze sztucznego brzmienia na debiucie?

Matt: Podczas powstawania Where Evil Has Its Beginning Incarnal był jeszcze dwuosobowym projektem, a w naszym mieście nie było żadnego perkusisty, który nadawałby się do takiego łojenia. To jedyny powód dla którego Krzysiek z Karolem użyli maszyny.

Jak się sprawdza Mikołaj za zestawem? Bo słuchając Hexenhammer mam wrażenie, jakby miał już kilka lat doświadczenia na death metalowej scenie.

Matt: Trudno jest mi mieć zastrzeżenia, nie wymieniłbym go na nikogo, chociaż miewa swoje humory, bardzo lubię tego gościa. Ciągle się uczy, jak my wszyscy, ale do tej pory z lepszym perkusistą nie pracowałem!

Czy jest szansa na solidną i ogólnopolską trasę koncertową ? Z tego co mi podpowiada last.fm to na żywo Was można zobaczyć od czasu do czasu, ale jako takiej trasy nie zagraliście. Osobiście widziałbym Was jako support Hate.

Matt: Miewamy różne okresy, staramy się grać jak najwięcej, zwiedziliśmy już większość kraju, bywaliśmy też za granicą. Co do właściwej dużej trasy na tą chwilę ciężko jest mi coś powiedzieć, być może niedługo będzie coś wiadomo, było kilka rozmów ale póki co to nic konkretnego.

Na debiutanckim krążku nagraliście cover zespołu Vader – Sword of the Witcher. Nie myśleliście aby ten zabieg ponowić przy nowej płycie?

Karol: Nie było takiej idei. Nie wiem czy byłby sens powielać te same kroki na kolejnych wydawnictwach. Jak mówi przysłowie nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Jest miliony innych pomysłów, które możemy spróbować ugryźć i odkryć zupełnie nowy rodzaj zabawy z takim czy innym utworem. Jeśli chodzi jednak o wiedźmiński miecz…może gdyby był megaodzew o nową odsłonę tego coverka w zupełnie innej jakości to by coś było. Wyszło jednak jak wyszło i chyba dobrze wyszło.

Jakich zespołów członkowie Incarnal słuchają? Czy tylko death metal czy może na półce bywają niesztampowe gatunkowo płyty?

Matt: To co wszyscy lubimy najbardziej to chyba szwedzki death metal z Entombed, Grave, Centinex czy Bloodbath na czele. Oczywiście nasz polski Vader, ja osobiście lubuję się w thrash metalu z Bay Area, uwielbiam Slayera. Poza metalem uwielbiam Neila Younga i Johnnego Cash’a.

Kilka słów na koniec ?

Karol: Zapraszamy gorąco na strony wydawnictwa Via Noctruna oraz sklepu Ragnarok gdzie już od 8 lipca możecie nabyć naszego Hexenhammera i słuchając kawałek po kawałku niczym w rozdziałach Malleusa spróbować odgadnąć dlaczego jegomoście Kramer i Sprenger tak bardzo chcieli palić wiedźmy ;) widzimy się na koncertach!

Dzięki za wywiad.

Matt: Dzięki również, pozdro!

Za kilka dni premiera debiutanckiego longplay’a duetu Srogość pod tytułem W Szaleństwie (pre-order). A więc najlepszy pretekst aby przepytać Panów stojących za tym projektem.

Na wstępie prosto z mostu. Czy są realne szanse aby Srogość była zespołem koncertującym na żywo?

Susurrus: Szanse są, natomiast na pewno nie nastąpi to w najbliższej przyszłości. Zmiana jest o tyle istotna że kiedyś mimo propozycji grania koncertów czy współpracy ze strony innych muzyków, nie braliśmy takiej opcji pod uwagę. Teraz natomiast powoli o tym myślimy.
Erebos: Z założenia Srogość miała siedzieć w domu i podczas libacji nagrywać kolejne Nicości.., jednak wyszło jak wyszło i teraz nie wiadomo co przyniesie przyszłość, może nawet koncerty. Jak na mój gust byłby to całkiem ciekaw obrót spraw.

Pierwsze recenzje płyty W Szaleństwie mogą napawać optymizmem. Nawet Onet.pl wypowiedział się bardzo przychylnie o Waszej muzyce.

Susurrus: Cóż, cieszy nas to niezmiernie. Jest to ciągle dość dziwne uczucie, gdy widzisz jak zespół, czy projekt, który powstał w zasadzie przypadkiem dociera do tak wielu osób, a co więcej wiadomość zwrotna jest pozytywna. Na pewno daje to kopa, który mam nadzieje nada nam odpowiedniego rozpędu przy okazji kolejnych materiałów.
Erebos: To zawsze będzie cieszyć, ale z mojej perspektywy zawsze najważniejsze będzie najpierw zadowolić siebie samego.

Wróćmy do korzeni. Jak nawiązaliście współpracę i jak powstała Srogość?

Susurrus: Poznaliśmy się już kupę lat temu, będąc jeszcze szczeniakami z podstawówki. Erebos biegał w koszulce Slipknot a ja Deicide, wiec zacząłem wyzywać go od pozerów :D.Potem poszło już z górki, zaczęło się granie w naszej kanciapie w środku lasu. Po latach, na kacu, wpadliśmy na to żeby nagrać jeden kawałek, no i tak się to wszystko zaczęło.

Skąd pomysł na nazwę? Czy to chęć większego przykucia uwagi ze względu na charakter i polską nazwy?

Susurrus: Do naszej nazwy należy podchodzić z dystansem. Jeśli ktoś myśli że jest wybrana dlatego żeby wpasować się w pewien trend to się myli. Wybierając nazwę kierowaliśmy się tym by była ona gdzieś blisko linii między byciem ‘true’ a groteską, tak by wbić kij w mrowisko. Z tego co można zauważyć na różnych forach, udało nam się wykonać nasze zadanie, z czego jesteśmy strasznie zadowoleni.
Erebos: Dokładnie tak, chcieliśmy dać coś do roboty wiecznie niezadowolonym i śmiertelnie poważnym ortodoksom, którzy na szczęście nas nie zawiedli.

Nie wgłębiałem się jeszcze w Wasze liryki zarówno dema Nicość rozścierwiona od padołów aż do wyżyn jak i longplay’a W Szaleństwie. Czy mógłbyś zdradzić i streścić czytelnikom co jest esencją tekstów?

Susurrus: Jeśli chodzi o demo to oprócz pierwszego utworu, którego tekst należy odczytywać podobnie jak nazwę zespołu, są na nim wykorzystane fragmenty poezji Tadeusza Micińskiego. Jeśli zaś chodzi o W szaleństwie, to choć nie jest to z założenia koncept album, to teksty kręcą się gdzieś wokół tego jak silny czuje się człowiek, jak duże ma ego oraz jak łatwo może przekonać się o tym że jest bardzo słaby. Jako ciekawostkę mogę Ci powiedzieć że tekst do utworu X-03 jest bardzo mocno inspirowany zapiskami schizofreniczki, do których mieliśmy dostęp. Sam X-03 jest postacią, którą widziała, kim lub czym dokładnie tego już nie zdradzimy.

Demo Nicość rozścierwiona od padołów aż do wyżyn ma zdecydowanie surowe brzmienie w stosunku do W Szaleństwie. Czy taki był zamysł czy jednak przy produkcji pełnowymiarowego albumu mogliście sobie pozwolić na lepsze warunki studyjne i realizatorskie?

Erebos: Sprawa z demem jest taka, że wtedy nie mieliśmy właściwie żadnego pojęcia o nagrywaniu, warunków studyjnych i realizatorskich nie było w ogóle, można powiedzieć że zostało to zrealizowane w wielkiej zgodzie z pierwotną blackową myślą techniczną, a mianowicie że im gorzej tym lepiej. Dopiero po ciepłym przyjęciu tego materiału zaczął się pojawiać pomysł żeby może się za to zabrać bardziej profesjonalnie i tak zaczęło się rodzić Bóg prosi, Szatan każe studio, w którym zarejestrowaliśmy W Szaleństwie.

Czy jest szansa aby wydać demo chociażby w limitowanym nakładzie?

Susurrus: Tak, demo wyjdzie jak zrobi się trochę zimniej.

W Szaleństwie pierwotnie ukazała się jedynie w formie cyfrowej. Pod koniec czerwca wydajecie materiał na płycie CD. To chyba Was wewnętrznie buduje jeśli wytwórnia skora jest do wydania płyty. Ostatnimi czasy coraz częściej zespoły własnymi siłami wydają swoje wydawnictwa.

Susurrus: Zdecydowanie jest to bardzo budujące. Nie ma co ukrywać, W szaleństwie już dzień po tym jak sami wrzuciliśmy je do internetu można było znaleźć na różnego rodzaju torrentach itp. Dla wydawcy nie jest to oczywiście komfortowa sytuacja, gdy płyta która dopiero ma być oficjalnie wydana, już od roku jest dostępna w internecie. Tym bardziej cieszymy się że Via Nocturna nie zraziło się tym faktem. Wiesz wynika to chyba z filozofii DIY. Sam możesz płytę nagrać, sam zmiksować,sam stworzyć okładkę, więc dlaczego nie pójść krok dalej i nie czekając aż ktoś zainteresuje się wydaniem założyć profil na bandcamp i samemu oddać to ludziom.

Całkiem szybko od powstania projektu wydaliście pełny album. Czy już teraz posiadacie kompozycje z myślą o następnym krążku?

Erebos: Myślę, że w tej chwili mam 90% gotowej muzyki na kolejną Srogość.
Susurrus: Jeśli zaś chodzi o warstwę tekstową to połowa z nich jest już gotowa, połowa czeka na spisanie, natomiast koncept jest już ustalony.

Czy tworząc muzykę wzorujecie się na jakichś zespołach czy to co wychodzi od Was jest w 100% unikalne ?  

Susurrus: Myślę ze chcąc czy nie chcąc, jeśli słuchasz muzyki to będziesz nawet nieświadomie czerpał z innych wykonawców oraz znajdował podobieństwa między zespołami. Są zespoły, które tworzą black, natomiast deklarują, że niekoniecznie śledzą to co dzieje się na scenie. My natomiast pochłaniamy ogromne ilości muzyki. Kiedyś usłyszałem ciekawe stwierdzenie. Nasza płyta została porównania do debiutanckiego albumu Prodigy. To pokazuje, że we wszystkim dasz radę znaleźć elementy tego czego sam słuchasz. Jeśli chodzi o W szaleństwie to nie tyle inspirowaliśmy się konkretnymi zespołami, co chcieliśmy nadać jej brzmienie płyt z końca lat 90, czyli tych od których zaczynaliśmy naszą przygodę z black metalem.

Erebos: Oczywiście że tak, od tego nie da się uciec, chociaż ciężko dokładnie podać konkretne nazwy bo jest tego po prostu za dużo.

Jakie zespoły są Waszymi największymi autorytetami w black metalu?

Susurrus: Trudne to pytanie. W moim przypadku w zależności od pory roku jedne wchodzą na piedestał, inne zaś są spychane lekko na bok. Ogromny wpływ miał na mnie Arcturus, Emperor, Vesania czy Vulture Industries. Gdy robi się już trochę zimniej i czuć jesień w powietrzu to powoli Idzie Zima
Erebos: Osobiście dużo siedzę w klasyce typu Mayhem czy Darkthrone, z nowości rzadko kiedy coś mocniej mnie przekona, żebym mógł to podpiąć pod autorytet.

Czego życzyć duetu Srogość?

Susurrus: Dużo dobrej muzyki do słuchania i dobrego piwa. Bez tego ciężko będzie żyć i tworzyć coś nowego :D.
Erebos: Zdecydowanie morza alkoholu.
Susurrus: Jeśli czyta to ktoś z jakiegoś browaru, to jesteśmy zainteresowani endorsmentem :D

Dzięki za wywiad oraz szacunek za świetny debiutancki materiał.

Srogość: Dzięki za wywiad !

Poniżej wywiad jakiego udzielił gitarzysta i wokalista zespołu NaumachiaTomasz „Soyak” Kiliński.

Witaj, jak się zapewne domyślasz pretekstem wywiadu jest zbliżająca się premiera nowego albumu. Wszystko zapięte na ostatni guzik?

Witam,Tak wszystko już jest dokładnie przygotowane, a płyty są właśnie w produkcji. Wiec z niecierpliwością czekamy na przesyłkę z wytwórni. To bardzo ekscytujące ponieważ dość długo musieliśmy czekać na wydawnictwo tego albumu i sami jesteśmy ciekawi jak to wyjdzie w wersji finalnej?

Płytę wyda Via Nocturna. Jak doszło do współpracy z tą „stajnią” oraz czy mieliście inne propozycje wydawnicze?

Przyznam ,że w tej kwestii zawsze byliśmy realistami. Doskonale zdajemy sobie sprawę w jakim miejscu się znajdujemy i jaki status ma zespół. Mieliśmy kilka propozycji, niektóre firmy były w porządku ale nie mogliśmy się zgodzić na warunki jakie nam przedstawili inne znowu były bardzo niepoważne i sposób w jaki działają zupełnie nam nie odpowiadał . Natomiast jeśli chodzi o Via Nocturna ,dostałem kontakt do Fabiana od Przemka z DI (Devilish Impressions). Dogadaliśmy się niemalże ekspresowo i myślę, ze nie będziemy żałowali tej decyzji.

Mortifer odszedł z tego świata 2 lata temu. Wszystkie partie basu zdążył jeszcze zarejestrować na nowy krążek. Czemu tak długo czekaliśmy na efekt finalny płyty?

Śmierć Sławka sprawiła ,że zatrzymało się wiele rzeczy na raz. Szczerze mówiąc, bardzo to przeżyliśmy i nie mówię tu o zespole ponieważ w tym momencie było to najmniej ważne. Po prostu odszedł wspaniały człowiek ,który był naszym bardzo bliskim przyjacielem. To był bardzo ciężki okres. Po tym co się stało nie myśleliśmy o tym co zrobić z płyta potrzebowaliśmy czasu żeby poskładać się do kupy. Dopiero po upływie roku czasu zaczęliśmy zastanawiać się co dalej. Do tego po drodze wynikło jeszcze kilka innych czynników które spowodowały opóźnienie tej premiery .

Sama sesja nagraniowa przeszła bez problemów i sprawnie? Czy długo szukaliście pomysłów i finalnego brzemienia?
Zależy jakimi kryteriami na to spojrzeć. Ta sesja była podzielona na dwie części. Najpierw nagraliśmy bębny, gitary i bas. Dopiero później za 4 miesiące dograliśmy partie wokalne i klawisze. Trwało to dość długi okres. Porównując np. Wrathorn nagraliśmy w 6 dni razem z miksami. Ale to były zupełnie inne czasy. Przygotowania nietrwały dość długo, w większości materiał został przygotowany na żywo w sali prób. Oczywiście zrobiliśmy taka szybką domową przedprodukcje tak aby lepiej pracowało się w studio. Od początku mieliśmy zamierzone brzmienie i myślę, że udało nam się zbliżyć do tego co chcieliśmy osiągnąć.

Nagrywaliście w słynnym polskim Hertz Studio. Nie chciałeś wypróbować któregoś z kultowych norweskich?

Profesjonalizm braci i atmosfera jaka panuje w Hertz powoduje ,ze pojechaliśmy tam z wielką ochotą. Poza tym jak każdy inny album, nagrywaliśmy z własnych funduszy wiec musieliśmy się z tym też liczyć. Bardzo dobrze znamy zasady pracy w Hertz i wiedzieliśmy na czym stoimy. Być może kiedyś skorzystamy z jakiegoś norweskiego studia. Ale na dzień dzisiejszy, wybrałbym jeszcze raz Hertz .

O czym są teksty na nowej płycie? Autorem całości jest Marcin Urbaś (ex-Sceptic).

Sfera tekstowa krąży wokół człowieka. Jego stworzeniu ,rozwoju technologicznym.Ułomnościach i zaletach, życiu i śmierci w ujęciu indywidualnym oraz globalnym. Od zarania po kres cywilizacji ludzkiej. Pierwiastek ludzkości przewija się w każdym z tekstów. Marcin jest autorem tekstów, do tego bardzo dużo nam pomógł przy tworzeniu i zaśpiewał w kilku utworach

Przesłuchując Wasze dotychczasowe muzyczne dokonania widać wyraźnie że po dwóch płytach zmieniliście nieco styl. Pierwsze płyty były dzikim i melodyjnym black/death metalem. Sprawcą nowego brzemienia zapewne był VX ze swoimi klawiszami i syntezatorami. Skąd ten pomysł? Eksperyment czy muzyczna ewolucja?

Myślę, że nasza muzyka ewoluowała razem z naszymi upodobaniami muzycznymi. Od czasu pierwszego albumu minęło 12 lat, przez ten czas wiele się pozmieniało w zespole i my sami jesteśmy inni niż wtedy. VX na pewno miał na to duży wpływ ale w większości za komponowanie odpowiadam ja z Andrzejem i to nie zmieniło się od lat. Gdy mamy już poskładany utwór w całość dopiero wtedy podsyłamy pliki do Piotrka, i fakt dzieją się później z naszą muzyką dziwne rzeczy hehe…

Czy obrany kierunek wydaje się finalnym czy na przykład Naumachia jeszcze zaskoczy swoich fanów?

Trudno to stwierdzić, myślę że cały czas się rozwijamy. Ten progres trwa od lat i na pewno nie zamierzamy ograniczać i szufladkować się tylko dlatego żeby utrzymać obrany kierunek. Kiedyś komponowaliśmy zupełnie inaczej, mieliśmy więcej czasu na granie razem i ćwiczenie w domach. Teraz każdy z nas ma swoje rodziny, obowiązki, jest coraz mniej czasu na spotykanie się i przemyślenie dokładnie tego co robimy.

Szczerze powiedziawszy słuchając przedpremierowo Machine of Creation muszę przyznać, że nie jest to album prosty w przyswojeniu. Dopiero przy wgłębieniu się słuchacz odkrywa złożoność kompozycji. Kto jest głównym kompozytorem muzyki?

Ja i Andrzej jesteśmy odpowiedzialni w większości za wszystkie kompozycje. Ale Piotrek tez tym razem dorzucił trochę pomysłów, a nawet skomponował cały utwór. Jeśli chodzi o muzykę to wydaje mi się ze akurat ten album jest jednym z bardziej przyswajalnych albumów Naumachia. Są tam proste rozwiązania i fajna rytmika, być może każdy inaczej to odczuwa i odbiera ale spoglądając ze strony budowy utworów nie są one tak progresywne a tym samym ciężkie w odbiorze np. jak na Callous Kagathos.

Od 2011 roku macie norweskiego perkusistę w składzie. Jak się sprawdza?

Anders jest bardzo oddany zespołowi. Bardzo szybko się zaprzyjaźniliśmy pomimo tego ze ma zupełnie inna mentalność niż my Polacy to jest naprawdę świetnym gościem. Gra z nami już dość długo i sprawdził się w wielu rożnych sytuacjach. Można na niego liczyć. Odkąd doszedł wprowadził troszkę świeżego powietrza do gry na perkusji. Bardzo często zaskakuje nas swoimi pomysłami. Dużo nam pomaga przy kompozycjach i zajmuje się graficzna strona zespołu.

Kto zastąpi na koncertach Mortifera? Czy William „Gortheon” Christophersen jest stałym basowym?

William gra z nami od bardzo krótkiego czasu. Jak dotychczas zagraliśmy razem dwa koncerty i kilka prób. Mam nadzieje, że znajdzie czas na granie w Naumachia zagości u nas na dłużej.

W najbliższym czasie zagracie koncert na festiwalu DarkFest. Czy to jedyny występ w Polsce? Planujecie szerszą trasę koncertową? Letnie festiwale ?

Planujemy trasę po największych miastach w Polsce ,ale to dopiero jesienią. Mamy zaklepanych kilka koncertów w Norwegii i jeden festiwal . Wciąż przychodzą do nas nowe propozycje wiec będziemy się starali wykorzystywać je aby jak najwięcej się pokazywać na żywo.

Może wspólna trasa z Devilish Impressions? Obecnie nagrywają nowy materiał…..

Bardzo chętnie, miło było by znowu dzielić scenę z chłopakami z DI, to w porządku chłopy. Zagraliśmy kiedyś jedna fajna trasę, a przecież Icanraz grał z nami dość długo.

Na koncercie w Byczynie będziecie chcieli przedstawić przekrojowy materiał czy skupić się na możliwie największej promocji nowego albumu Machine Of Creation?

W Byczynie zagramy set składający się w większości z nowego materiału, chcemy go przetestować i oczywiście zarazić publikę nowymi utworami. Ale oprócz tego znajdzie się coś również z starszych albumów.

Pochodzicie z Wyszkowa a obecnie przebywacie w Oslo. Wymuszona emigracja ?

Związane to było z sytuacja jaka panowała w Polsce. Trzeba było brać sprawy we własne ręce, tak aby w przyszłości poprawić sobie własny byt. Dobrze się stało, ze akurat w większości wyemigrowaliśmy do Oslo i możemy dalej się przyjaźnić i grac. Koshen wyemigrował do Wielkiej Brytanii i niestety musiał pogodzić się z opuszczeniem zespołu.

W ubiegłym roku minęła 15-tka kapeli. Czy jakoś specjalnie uczciliście ten jubileusz?

Niestety, nie mieliśmy do tego zupełnie głowy. Śmierć Mortifera i wiele innych spraw przyćmiły ten jubileusz. Kiedyś nawet o tym rozmawialiśmy żeby zrobić jakiś fajny gig i zaprosić zaprzyjaźnione zespoły, poswiętować … Może uda nam się to zrobić na 20-lecie.

Jakie plany na przyszłość? Marzenia związane z zespołem?

Jeśli chodzi o plany to właściwie, zabieramy się za komponowanie nowego materiału. Chcielibyśmy również pograć troszkę koncertów, tras promujących nowy album, to nie jest takie proste i zależy od wielu różnych spraw.
A marzenia … bardzo przyziemne, nagrać album życia :)

Przebywając w Oslo bardziej śledzisz scenę norweską czy jesteś metalowym patriotą ?

Patriota bylem zawsze ,nie tylko metalowym. Poza tym jestem bardzo otwarty na wiele gatunków muzycznych i poznawanie coraz to nowszych. Staram się śledzić zarówno Polska jak i norweska scenę nie tylko metalowa. Niestety z braku czasu średnio mi sie to udaje.W związku z tym bardzo rzadko zaglądam na portale które promują muzykę metalowa.

Idąc za ciosem. Chodzisz na koncerty w Norwegii czy jesteś tak zapracowany, że brakuje Ci czasu na takie przyjemności ? Wolisz sprawdzić jak się ma underground czy „zaliczasz” kapele z topu?

Chodzę dość często na koncerty. Wiele zespołów na żywo zaskakuje i hipnotyzuje, są to zupełnie inne doznania niż wtedy gdy słuchasz płyty w domu lub oglądasz koncert live na YT. Myślę ze wielu ludzi o tym zapomniało albo po prostu nie chce im się chodzić na koncerty,a to jest coś niesamowitego zobaczyć zespól na żywca. Bardzo lubię spędzać w ten sposób czas , czerpać z tego energie, podziwiać i podglądać muzyków,uczyć się jak można zrobić świetne show itd. Zazwyczaj bywam na koncertach tych starszych zespołów, być może to ze względu na sentyment.

Standardowe pytanie, ale chyba każdego ciekawi kto czego słucha. Co mógłbyś polecić z ostatnich metalowych wydawnictw.

Hmmm tak jak już pisałem wyżej, nie za bardzo mam w czym wybierać ;)
Jak dla mnie duże wrażenie zrobił powrót Carcass, byłem również na koncercie i pozamiatali konkretnie. Stara szkoła i styl uwielbiam takie granie. Behemoth nagrał również bardzo dobry album ,przyznam się ze to pierwsza płyta tego zespołu, która w całości przypadła mi do gustu i odświeżam ją sobie od czasu od czasu. Romek i Kat w wersji akustycznej tez bardzo mi się podoba. Najnowszy At The Gates też jest świetny. Obecnie testuje Faith No More ;)

Dzięki i do zobaczenia na DarkFest.

Również dziękuje i do zobaczenia.

Pretekstem do rozmowy z osobą, która kryję się za projektem muzycznym Zorormr jest wydany kilka dni temu trzeci już w dyskografii pełnowymiarowy krążek o tytule Corpus Hermeticum. Zatem zapraszamy do lektury…..

 Zorormr

Co prawda jak wspomniałem pretekstem do wywiadu jest nowy album. Jednak chciałbym się cofnąć mocno wstecz. Powiedz jaka idea przyświecała nazwom; zarówno projektu Zorormr jak i Twojego pseudonimu. Wikipedia wymienia wiele znaczeń słowa Moloch.

Zorormr to w wolnym tłumaczeniu „wąż z południa” ze staronorweskiego. Co do Molocha to sprawa jest oczywiście prostsza bo to znane m.in. z Biblii bóstwo Ammonitów, któremu pokłon oddawał nawet Salomon. Myślę, że dobrze pasuje do mnie bo bestia ze mnie okrutna i gabarytem jestem do tej ksywy odpowiedni (śmiech).

Można by Ciebie określić jako człowieka instytucję. Oprócz perkusji jesteś w stanie zagrać na każdym instrumencie. Również sam wydajesz swoje albumy dzięki powołanej Via Nocturna. Lubisz być niezależny?

Z tą perkusją to lekka przesada, bo potrafię za nią godnie zasiąść, ale żeby zagrać coś sensownego to raczej nie. Na „Kval” perkusję programowałem i w tym programowaniu jakoś się tam poruszam, ale żeby nagrywać akustyczną perkusję samemu to jest to na dzień dzisiejszy zadanie wykraczające poza moje możliwości. Co do innych instrumentów to faktycznie nagrywam samodzielnie bas, klawisze no i oczywiście gitarę. Nie wiem czy lubię być niezależny. Całe życie jednak byłem do tego niejako zmuszony, stąd żeby coś zrobić sensownego musiałem poruszać się swobodnie w różnych przestrzeniach i zagadnieniach. Via Nocturna wydała więcej płyt cudzych niż moich, więc nie jest to tak całkowicie podporządkowany mojej muzyce twór…

Poruszając temat wytwórni. Czy jest to label stworzony dla swojego projektu czy też zamierzasz rozszerzyć działalność na polskim rynku?

Via Nocturna powstała w 2004 roku. Na początku był to internetowy zine, później zacząłem amatorsko wydawać muzykę. W następnych latach miałem już na koncie dziesięć wydawnictw, prowadziłem działalność. Później otworzyły się inne możliwości i musiałem niejako zawiesić temat VN. Wróciłem do niego niedawno, bo chciałem być niezależny jeśli chodzi o prowadzenie firmy. Po drodze okazało się, że byłem niejako zmuszony do tego, żeby znów wydać swoją muzykę, gdyż wszystkie opcje na wydanie „Corpvs Hermeticvm” były delikatnie mówiąc słabe. Dlatego postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i w swojej firmie, która nie miała wydawać muzyki nigdy więcej znów wydałem kolejną płytę. Dzisiaj ta działalność wydawnicza jest już bardziej wydzielona, bo Via Nocturna to przede wszystkim alternatywna agencja reklamowa i na tym chcę się koncentrować. Kolejne płyty jakie będę wydawał ukażą się pod szyldem VNRecords, czyli starej dobrej Via Nocturna Records w prostszym ujęciu. Brzmi to może idiotycznie, ale naprawdę jest to sensownie poukładane (śmiech).

Ostatnimi czasy młoda wytwórnia Arachnophobia Records wydała kilka naprawdę mocnych black metalowych pozycji. Nowy krążek Abusiveness, genialne debiuty Eerie oraz Odraza i świeżo wydany Kurhan. Czy do Twoich drzwi pukają młode zespoły? Masz w planach powalczyć o rynek muzyczny w kraju?

Zamierzam wydać jescze klika płyt i zobaczymy co dalej. Na razie nie walą do mnie zespoły drzwiami i oknami, ale to dobrze. Choć może po tym wywiadzie ktoś tam będzie szukał kontaktu z Via Nocturna. Zapraszam. Wielkiego wojowania prowadzić nie zamierzam ale trochę zamieszania może uda się narobić. Zobaczymy. Póki co cała energia wytwórni i ludzi, którzy mi w niej pomagają idzie w promocję Zorormr.

Coraz częściej można spotkać, że zespoły własnym sumptem wydają swój materiał. Jak sądzisz z czego to wynika? Chęć niezależności czy małe zainteresowanie ze strony wytwórni i niechęć do ryzyka finansowego w młode zespoły?

Klaszyczny model wydawania muzyki metalowej załamał się dawno temu. Dzisiaj wytwórnia oprócz fizycznego wyprodukowania twojego materiału niewiele może ci więcej zaproponować. Może jakieś recenzje, może wywiad. Ktoś komuś o tobie szepnie przy piwie i może nawet zagrasz w jakiejś dziurze do pustej sali… Dzisiaj nikt z wydawców nie ryzykuje, nie robi nic odkrywczego tylko klepie biedę wydając co tam akurat jest modne i sprzeda się na tyle, żeby zapłacić tłoczenie i waciki dla żony. Publiczność pierdoli głupoty w internecie i lajkuje, ale na koncerty chodzi rzadko a płyt de facto nie kupuje. Co sprytniejsi Janusze metalowego biznesu proponują zespołom, żeby opłaciły produkcje własnej płyty. Paranoja niekoniecznie inducta (śmiech). A aspirujące do wydania zespoły po części też są sobie winne bo prezentują poziom co najwyżej mierny. Wiesz, ja wciąż stresuję się jak gówniarz tym, czy faktycznie umiem na tyle dobrze grać i growlować, żeby się nie ośmieszyć czy kompozycje, które piszę warte są w ogóle nagrywania… Uwierz mi, że takie dylematy są większości debiutujących dziś zespołów raczej obce (śmiech).

Jesteś zajętym człowiekiem. Oprócz projektu Zorormr oraz wytwórni zajmujesz się również tworzeniem stron internetowych oraz grafiką. To Twoje główne zajęcie w życiu, które finalnie pomaga realizować muzyczną pasję jakim jest Zorormr?

Mam swoją małą firmę i staram się ją powoli rozwijać. Działalność wydawnicza i sklep internetowy to tylko dodatek do tego co robię w ramach Via Nocturna. W skrócie to głównie działalność agencji reklamowej, a więc strony www, poligrafia, tłumaczenia itp itd. Zorormr to moje główne muzyczne wcielenie i poświęcam mu większość wolnego czasu. W życiu zajmuję się jeszcze tym i owym, ale obawiam się, że nie jest to nic ciekawego dla czytelników Loud Now

Wróćmy do muzyki. Zamknąłeś rozdział I.A. Serpentor. Dlaczego? Black metal zawsze był na pierwszym miejscu? Czy to kwestia osobistej muzycznej ewolucji?

W 2009 roku miałem za sobą już dwa ambientowe pełnograje i jedną EPkę. W tamtym momencie byłem tym jednak znużony. Czułem się jak na mieliźnie. Mogłem się z niej wyrwać tylko mocnym pierdolnięciem stąd narodziny Zorormr. Zawsze chciałem grać ekstremalny metal, tylko z różnych względów się to nie udawało. Wiesz, takie pizdusiowate problemy: albo że nie ma z kim, albo, że nie ma gdzie, albo, że ktoś nie może wtedy kiedy trzeba… Stolica polskiej piosenki jak sam wiesz jakoś nie zaznaczyła się mocno na metalowej mapie Polski, jeśli wiesz co mam na mysli. Dlatego bez zbędnego roztrząsania tych problemów zdecydowałem się zrobić to wszystko samemu. A co do zamknięcia tamtego rodziału ambientowego, to nie byłbym tego taki pewien…

Jeśli chodzi o powstawanie muzyki na Corpus Hermeticum. To czy w całości pracowałeś od zera nad nowym materiałem czy wyciągnąłeś nieco gotowych dźwięków z szuflady z poprzednich sesji nagraniowych?

Ja podchodzę do takich spraw zadaniowo. W momencie gdy ukazywało się „IHS” ja już powoli komponowałem materiał na następcę. Nigdy nie nagrywam „na zapas” i „do szuflady”. Stawiam przed sobą cel: zrobić płytę i po prostu ją robię. Tym razem założyłem, że chcę mieć przynajmniej dwanaście numerów, z których będę mógł coś wybrać. Nagrałem dwanaście a na płytę trafiło ostatecznie dziewięć kompozycji. Dzisiaj nie mam żadnej nowej muzyki wartej uwagi nagranej na nową płytę. Kilka pomysłów, szkiców, ale ostatnio ich słuchając stwierdziłem, że są chujowe i trafią raczej do kosza (śmiech). Tak więc w odpowiednim momencie znów usiądę i napiszę następcę „Corpvys Hermeticvm” od a do z i wtedy wejdę do studia i zacznę nagrywać.

Długo trwał proces tworzenia od myśli „tak, czas na nową płytę” ?

O wiele dłużej niż bym sobie tego życzył. Ze względu na przyziemne obowiązki związane z pracą i życiem osobistym nagrywałem całą płytę na raty. Proces rejestracji zacząłem w 2013 roku a skończyłem masterem u Malty wczesną jesieną 2014. Jak by to wszystko skondensować to zmieściłbym się w sześciu tygodniach. Niestety z uwagi na to, że działo się w moim życiu wtedy dużo innych rzeczy, których nie mogłem odpuścić cały proces trwał tym razem tak długo.

Nie sposób pominąć wątku gości na nowej płycie. Jak doszło do współpracy z Mike’em Wead’em, który zagrał na gitarze w tytułowej kompozycji?

Klasycznie. Skontaktowałem się z nim i dość obcesowo zaproponowałem, żeby nagrał coś na moją nową płytę. Mike to prawdziwy profesjonalista. Przesłuchał ten numer i stwierdził, że mu się podoba i że coś tam postara się wymyślić. Trochę się naczekałem, bo od pierwszych rozmów do realizacji minęły ze trzy miesiące, ale jednak myślę, że było warto. Dla mnie to bardzo ważna sprawa. Wiesz ja jestem fanem Kinga Diamonda i Mercyful Fate, słucham ich namiętnie gdzieś od 1999 roku. A teraz na mojej płytce gra taka postać sceny jak Mike Wead. Czego można chcieć więcej?

Jeśli chodzi o produkcję nowej płyty to osobiście mogę tylko pochwalić. Świetne brzmienie, melodii też nie brakuje oraz niesamowity wokal. Czy wzorujesz się konkretnie na jakichś tuzach black metalu zarówno muzycznie jak i wokalnie? Czy to co „z Ciebie wychodzi” brzmi tak jak słychać na płycie?

Dzięki za uznanie! Miło słyszeć, że ktoś docenia produkcję tej płyty bo włożyłem w nią mnóstwo wysiłku i czasu. Brzmienie to zasługa Malty i to jemu należy się tutaj pochwała, bo sprawił, że mój koreański explorer zabrzmiał wreszcie jak prawdziwa gitara (śmiech). Co do wokali to ja jakoś specjalnie nie jestem w nikogo ślepo zapatrzony. Po prostu staram się robić to po swojemu, harczeć wyraźnie i dobrze akcentować frazy. Tak robi m.in. Kristoffer Olivius z Naglfar czy Seth z SepticFlesh. W black metalu jakoś przyjęło się, że wokal leje się jak farba po tej ścianie i to jest ok. Wolę jednak gdy wokal jest nieco z przodu i jest na tyle wyraźny, że nie trzeba siedzieć jak idiota z książeczką i odczytywać o chuj w tym wszystkim chodzi (śmiech).

Nie sposób nie zauważyć, że z płyty na płytę mniej jest ambientowych wstawek. Czas na prawdziwy i surowy black metal?

To jest tak, że z każdą płytą ZORORMR potrafię co raz lepiej układać palce na gryfie a przez to mogę gitarą wyrazić znacznie więcej. Stąd co raz mniejszy udział parapetów, co można poczuć wymownie na „Corpvs Hermeticvm”. Nie chcę muzycznie wracać do surowizny, lasów Pomorza czy innych gruzów. Nie jestem koniunkturalistą. Kiedy wydano „Kval” dostawałem wpierdol za słabą produkcję i ogólną mizerię kompozycyjną (choć recenzje były jednak pozytywne i np. wiem, że w Niemczech ten krążek jakoś się tam sprzedał). Dzisiaj wszyscy znów zasłuchują się w nagraniach z Kasprzaka…

Przyznam się, że nie wgłębiłem się jeszcze w sferę liryczną nowego albumu. Tak więc mógłbyś streścić znaczenie tytułu jak i to co mówią utwory?

Corpvs Hermeticvm” to dziewięć utworów, które lirycznie są ze sobą raczej luźno powiązane. Teksty poruszają głównie kwestie związane z filozofią hermetyczną i ezoteryzmem. Osią tego wszystkie jest oczywiście Hermes Trismegistus. Są też wątki lovecraftowskie i autotematyczne. Jeden numer przewrotnie nawiązuje do niesmowitego działa św. Ireneusza z Lyonu „Adversus Haereses”, inny zaś do myśli Carla Gustava Junga. Całość, stanowi osobliwą mieszankę tego, co rzeźbi w mojej duszy.

Powiedz, co Internety piszą o Corpus Hermeticum.

Póki co piszą niewiele ale raczej dobrze. Za wcześnie jednak na jakieś podsumowania czy wyciąganie wniosków, bo premiera miała miejsce zaledwie dwa tygodnie temu i jeszcze chyba nie wszyscy zdążyli się z zawartością płyty zapoznać…

Niecały rok temu w wywiadzie powiedziałeś „Trzeci krążek pod szyldem ZORORMR nie będzie głośny w podziemiu, on je rozpierdoli w nicość, albo przynajmniej gwałtownie podzieli„. Tak, więc rozpierdolił czy podzielił?

Za wcześnie wyrokować, bo płyta ledwo co opuściła tłocznię i wciąż do końca nie wiem jaki jest na nią odzew. Uważam jednak, że ten materiał ni jak nie pasuje do tego co teraz „jest na topie”. Za bardzo odstaje od tzw. undergroundu a znów na powierzchni też bardzo go nie chcą (śmiech). Stąd postrzegam to wszystko w takim zawieszeniu. Ale myśle jednak, że wstydu nie ma i, że ten materiał odciśnie swoje piętno w kraju i poza jego granicami. Póki co pewnie bardziej będzie dzielił niż rozpierdalał, no ale może to nawet lepiej? (śmiech)

Pewnie milion osób Cię o to pytało. Ale osobiście jako fan muszę. Zorormr będzie zawsze projektem? Nie chodzą Ci po głowie myśli aby go przemianować na zespół? (Hoest z Taake ogarnia wszystko sam, a na koncertach ma muzyków koncertowych). Grać trasy koncertowe (jako co-headliner z DI), spotykać się z fanami. Czy jednak underground na zawsze?

Żadna rozmowa ze mną od początku istnienia Zorormr nie obejdzie się bez tego pytania (śmiech). Tak naprawdę nie wiem, może będę grał koncerty? Przez ostatnie dwa czy trzy lata to nie było możliwe. Po prostu prowadziłem taki tryb życia, że ledwo czasu wystarczało na sen… Teraz wzsystko wygląda nieco inaczej i chcę jakoś tą kwestię rozwiązać. Raczej jednak podchodzę do tego bez większego entuzjazmu bo nie ma chyba wielkiego zainteresowania tą kwestią oprócz dziennikarzy i kilku osób bliższych i dalszych. Zdecydowanie jest ich zbyt mało na spotkanie w Empiku, a co dopiero na zapełnienie sali większej niż K60 w Opolu (śmiech). Niewykluczone, że Zorormr będzie kiedyś grał koncerty z wyprzedanymi biletami. Wtedy będzie można nawet powiedzieć, parafrazując klasyka, że „o Taake Polskę mi chodziło”, czyż nie? (śmiech).

Czy były takie pomysły i dyskusje wspólnie z Quazarrem i Icanrazem? W końcu współpracują z Tobą od początku.

Technicznie rzecz biorąc to prawdziwa współpraca z chłopakami zaczęła się od „IHS”. Wcześniej Quazarre nagrał leada do „Misanthropy” w przerwach między fajkami (śmiech). Szczerze jednak nie prowadziłem takich rozmów z chłopakami o graniu razem koncertów. Byłoby to ciekawe doświadczenie, choć pewnie nie łatwo byłoby to zrealizować ze względu na dystans między Opolem a Białymstokiem. Zobaczymy, może coś z tego mojego grania na żywo w końcu się urodzi. Czas pokaże.

Jeśli chodzi o muzykę metalową, to starasz się być na czasie czy cierpisz na notoryczny brak czasu?

Zawsze starałem się być na czasie i słuchać nowej muzyki. Często też szukałem nowych-starych dźwięków. Uwielbiam to robić. Tak np. poznałem muzykę Necrophobic i ich „Hrimthursum”, które wbiło mnie w fotel czy twórczość Leviathan parę lat temu. Teraz mniej nowej muzyki poznaję, ale to chyba wynika głównie z wspomnianego braku czasu.

Siedząc w fotelu często sięgasz do swoich muzycznych dokonań i analizujesz je? Czy jesteś zadowolony ze swoich dzieł i nie szukasz niedociągnięć?

Nie analizuję tego co robiłem „przed laty” nie jestem na takim etapie, nazwijmy to „kariery”, żeby upajać się własną twórczością i nagrywać programy dla VH1 (śmiech). Nie wstydzę się tego co zrobiłem, ale nie rozkminiam każdego dźwięku z poprzednich płyt. To oczywiste, że zawsze można było coś zrobić lepiej, ale ja uważam swoje płyty za swoje dzieci, nawet jeśłi są tak szkaradne jak „Withering HopesSerpentorii (śmiech). Zresztą rzadko kiedy słucham swoich własnych nagrań. Ostatnio jednak katowałem trochę „Misanthropy” z debiutu. Z tego numeru jestem chyba najbardziej zadowolony, jeśli chodzi o tamtą płytę. Oczywiście brzmi to tragicznie w porównaniu do „Corpvs Hermeticvm” no ale przeiceż to już prawie jest kult, nie? (śmiech).

Mówiąc o metalu w Polsce prym zawsze wiódł death metal. Obecnie mam wrażenie, że proporcje się zmieniły. Nie masz wrażenia, że ostatnimi czasy black metal w Polsce jest na silniejszej pozycji niż kiedykolwiek wcześniej?

Myślę, że nie. Trzy najbardziej popularne zespoły polskiej sceny ekstremalnej jednak więcej mają wspólnego z death metalem niż z blackiem. To, że black metal zatacza nieco szersze kręgi jest oczywiście fajne, ale czy zaraz świadczy to o pozycji tej sceny?. Nie popadałbym w zbytnią euforię bo raptem w zeszłym roku coś się działo. Mamy marzec 2015 i nagle cisza. Tak więc spokojnie. Niech ten black metal tych wszystkich debiutantów okrzepnie, wydadzą drugą, trzecią płytę i zobaczmy wtedy w jakiej kondycji jest scena. Dopóki jednak Polska będzie zaściankiem Europy to w szerszej perspektywie ta muzyka będzie miała problem przebić się do szerszej publiczności. I bynajmniej nie mówię tu o gościnnych występach dla hord w „Jaka to melodia?” (śmiech).  Myślę, że warto o to zawalczyć i na tym się skoncentrować, a nie poklepywać się po ramieniu, że jest dobrze bo jakaś tam płyta sprzedała się w nakładzie 500 egzemplarzy wśród znajomych królika…

W 2014 roku głośno się zrobiło na polskiej scenie o zespole Thaw. Znasz ich muzykę? Początkowo do mnie nie trafiała ale koncertowy odbiór to jakiś inny wymiar. Miałeś szansę ich zobaczyć?

Nie widziałem Thaw na żywo, ale znam ich muzykę i nawet mam ich ostatnie płyty. Ale ja rzadko bywam na koncertach, szczególnie wyjazdowych. Jestem klasycznym mizantropem, więc muzyki słucham raczej we własnych czterech ścianach. Lubię celebrować płyty, obcować z nimi sam na sam, choć na takie prawdziwe słuchanie w 100% z gramofonu nie mam często czasu. Ale jak będę miał okazję to chętnie sprawdzę ich formę koncertową, skoro tak polecasz (śmiech).

Kolekcjonujesz CD? Co mógłbyś polecić z ręką na sercu? Jaka płyta jest warta posłuchania w 666%?

Raczej słaby ze mnie kolekcjoner, bo ja jestem typem słuchacza, który katuje jedną płytę, aż do wyrzygania (śmiech). Stąd też nie mam fonoteki zajmującej cały salon. Nie mniej jednak staram się coś tam kupować sobie, ale to głównie są rzeczy, które chyba nie są zbyt popularne w szerszych kręgach. Cieszę się, że mam na półce The Vision Bleak do którego lubię wracać, oczywiście King Diamond i Mercyful Fate też tam goszczą. Z nowszych rzeczy to ostatnie God Seed mnie rozwaliło i tego słuchałem kilka miesięcy temu namiętnie. Podobnie jak Rob Zombie

Jeśli wkładasz płytę CD do odtwarzacza i nie jest to metal to……. ?

Nie jestem purystą i ortodoksem. U w domu brzmi dużo różnej muzyki, od Bena Howarda przez Fink, Clutch, muzykę filmową czy Holsta i Prokofiewa. Mimochodem słucham sporo jazzu i łagodniejszego rocka, bo te dźwięki też błąkają się po moim domu. Jest oczywiście też Wardruna, która chyba jak nic innego uderza mnie prosto w serce.

Wybierasz się na Dark Fest koło Opola? Będą zacne kapele: Vader, Hate, Furia oraz koledzy z Devilish Impressions.

Chciałbym tam się pojawić. Znam ten gród i okolice bo kilka razy już miałem okazję tam być. W zeszłym roku nie miałem czasu na pierwszą edycję, zresztą rozbawiła mnie koncepcja Opole Metal Fest jakieś 50 km od Opola (śmiech). No ale bywa. W tym roku line-up jest naprawdę dobry i grzechem byłoby nie zobaczyć jak tam sobie radzą dziadki i świeżaki…

Dzięki za wywiad. Kilka słów na koniec?

Również dziękuję za rozmowę! Zapraszam na www.zorormr.net i na www.ragnarok.pl gdzie możecie legalnie nabyć kopie Corpvs Hermeticvm. Wspierajcie Zorormr i do zobaczenia w piekle!

 

P.S. Podczas pisania wywiadu słuchając całej dyskografii, głównie ostatniego Corpus Hermeticum –  miazga! Tą płytę można mielić w głośnikach bez końca. Mam nadzieję, że w podsumowaniach 2015 roku nie zostanie pominięta!

MolochDzięki, ale to już zależy wyłacznie od dziennikarzy i słuchaczy J

RECENZJE

Nie od dziś wiadomo, że Calm The Fire i The Dead Goats to skupiny, które dobrze się dogadują. Nie dziwota, bo sympatyczne z nich...

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial