Youtuby kontra Magellan.

Rzeczywistość podana na tacy portali społecznościowych, czy muzycznych czyni z każdego Magellana wypływajacego na nieznane morza by odkrywać „nowe”. Poznawanie muzyki w dzisiejszym zwirtualizowanym świecie stało się dziecinnie proste, wystarczy umoczyć się w algorytmicznych sugestiach, spadających na nas po odsłuchu danego utworu, niczym deszcz po gromach. Zastanawiam się jednak ile warte są takie podróże i czy okrążając świat przez teleportację naprawdę się gdzieś ruszyliśmy? Jaka jest wartość dodana? Ekspedycja Magellana była pełna niespodzianek, niebezpieczeństw i wysiłku po jednej stronie, a wspomnień, satysfakcji, dumy i więzi miedzyludzkich po drugiej. Ci, którym udało się przetrwać poznali prawdziwą wartość zwycięstwa, zbudowanego cegła po cegle. Uproszczenie wyprawy do jednego kliknięcia odbiera zaś wszelkie możliwości płynące z faktu podróżowania…

Zastanówmy się w jaki sposób tworzymy swoją kolekcję ulubionych wykonawców, płyt, czy choćby utworów. Treść muzyczna stanowi oczywiście sedno – cel, lecz nie jest chyba absolutnym wyznacznikiem naszej końcowej wyceny. Umówmy się, że płyt bardzo dobrych jest nieskończona ilość, więcej niż jesteśmy w stanie ogarnąć. Nasze przywiązanie do danej melodii budowane jest na kilku płaszczyznach – rolę odgrywają tu kwestie emocjonalne, wspomnienia, skojarzenia i inne subiektywne wartości. Dobra muzyka jest towarzyszem, inspiruje, podtrzymuje na duchu i ogarnia nasz umysł bez reszty. Jej jakość dostrzegamy z czasem – gdy ten mija, a w głowie grają nam te same dźwięki.

Ciągłe i monotonne wyławianie muzyki z sieci niesie niebezpieczeństwo przegapienia czegoś dobrego. Przyłapałem się na tym, że od dawna nie zafascynowała mnie żadna konkretna metalowa nuta. Nie jest to tylko kwestią rozwoju i zmian wewnętrznych, transformacji gustu, ale również zwykłego rutyniarstwa. Ciężkie brzmienia towarzyszą mi od tak dawna, że moje skupienie zostało uśpione. Nie pójdę torem oskarżania sceny o brak młodych i ciekawych artystów, bo byłoby to po prostu nieuczciwe. To rutyna i ignoranctwo zabijają frajdę. Wybranie drogi na skróty i klikanie od utworu do utworu można przypłacić rozkojarzeniem, które pozwoli potraktować obojętnie rzecz wartą głębszej uwagi. Nie twierdzę tu też, że taki mechanizm jest czymś uniwersalnym i znam osobiście koneserów potrafiących nizwykle precyzyjnie odsiewać ziarno od plew. W karierze programisty nauczyłem się za to, że jeśli napotkało się problem to zapewne jest on już znany szerszej grupie, stąd ciągnę ten wywód w wierze, że ktoś podziela te wnioski.

Czy dokonywaliście kiedyś autorefleksji mającej na celu jakieś podsumowanie swojej “kariery słuchacza”? Spoglądaliście wstecz i zastanawialiście się jaka nuta dominowała w różnych okresach waszego życia? Pamiętacie jakie wrażenie i wpływ wówczas na was wywoływała? Czy do dzisiaj pozostajecie wierni części z niej? Pewnie większość ma w głowie swoje typy i całą masę historii kryjących się za nimi. Myślę też, że tą miłość zapoczątkowało przypadkowe spotkanie, spontaniczna akcja, a niekoniecznie desperackie poszukiwanie na portalach randkowych.

Technik akrobata stojący za konstrukcjami portalu. Skargi na krzywe sufity przyjmuje do księgi zażaleń, którą czyta do snu nieślubnym dzieciom oraz na oddziale paliatywnym. W wolnych chwilach pisze również o muzyce, a jego ulubiony gatunek metalu to amelenium [Al].

NO COMMENTS

Leave a Reply