ZØRORMR [do zobaczenia w piekle]

Pretekstem do rozmowy z osobą, która kryję się za projektem muzycznym Zorormr jest wydany kilka dni temu trzeci już w dyskografii pełnowymiarowy krążek o tytule Corpus Hermeticum. Zatem zapraszamy do lektury…..

 Zorormr

Co prawda jak wspomniałem pretekstem do wywiadu jest nowy album. Jednak chciałbym się cofnąć mocno wstecz. Powiedz jaka idea przyświecała nazwom; zarówno projektu Zorormr jak i Twojego pseudonimu. Wikipedia wymienia wiele znaczeń słowa Moloch.

Zorormr to w wolnym tłumaczeniu „wąż z południa” ze staronorweskiego. Co do Molocha to sprawa jest oczywiście prostsza bo to znane m.in. z Biblii bóstwo Ammonitów, któremu pokłon oddawał nawet Salomon. Myślę, że dobrze pasuje do mnie bo bestia ze mnie okrutna i gabarytem jestem do tej ksywy odpowiedni (śmiech).

Można by Ciebie określić jako człowieka instytucję. Oprócz perkusji jesteś w stanie zagrać na każdym instrumencie. Również sam wydajesz swoje albumy dzięki powołanej Via Nocturna. Lubisz być niezależny?

Z tą perkusją to lekka przesada, bo potrafię za nią godnie zasiąść, ale żeby zagrać coś sensownego to raczej nie. Na „Kval” perkusję programowałem i w tym programowaniu jakoś się tam poruszam, ale żeby nagrywać akustyczną perkusję samemu to jest to na dzień dzisiejszy zadanie wykraczające poza moje możliwości. Co do innych instrumentów to faktycznie nagrywam samodzielnie bas, klawisze no i oczywiście gitarę. Nie wiem czy lubię być niezależny. Całe życie jednak byłem do tego niejako zmuszony, stąd żeby coś zrobić sensownego musiałem poruszać się swobodnie w różnych przestrzeniach i zagadnieniach. Via Nocturna wydała więcej płyt cudzych niż moich, więc nie jest to tak całkowicie podporządkowany mojej muzyce twór…

Poruszając temat wytwórni. Czy jest to label stworzony dla swojego projektu czy też zamierzasz rozszerzyć działalność na polskim rynku?

Via Nocturna powstała w 2004 roku. Na początku był to internetowy zine, później zacząłem amatorsko wydawać muzykę. W następnych latach miałem już na koncie dziesięć wydawnictw, prowadziłem działalność. Później otworzyły się inne możliwości i musiałem niejako zawiesić temat VN. Wróciłem do niego niedawno, bo chciałem być niezależny jeśli chodzi o prowadzenie firmy. Po drodze okazało się, że byłem niejako zmuszony do tego, żeby znów wydać swoją muzykę, gdyż wszystkie opcje na wydanie „Corpvs Hermeticvm” były delikatnie mówiąc słabe. Dlatego postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i w swojej firmie, która nie miała wydawać muzyki nigdy więcej znów wydałem kolejną płytę. Dzisiaj ta działalność wydawnicza jest już bardziej wydzielona, bo Via Nocturna to przede wszystkim alternatywna agencja reklamowa i na tym chcę się koncentrować. Kolejne płyty jakie będę wydawał ukażą się pod szyldem VNRecords, czyli starej dobrej Via Nocturna Records w prostszym ujęciu. Brzmi to może idiotycznie, ale naprawdę jest to sensownie poukładane (śmiech).

Ostatnimi czasy młoda wytwórnia Arachnophobia Records wydała kilka naprawdę mocnych black metalowych pozycji. Nowy krążek Abusiveness, genialne debiuty Eerie oraz Odraza i świeżo wydany Kurhan. Czy do Twoich drzwi pukają młode zespoły? Masz w planach powalczyć o rynek muzyczny w kraju?

Zamierzam wydać jescze klika płyt i zobaczymy co dalej. Na razie nie walą do mnie zespoły drzwiami i oknami, ale to dobrze. Choć może po tym wywiadzie ktoś tam będzie szukał kontaktu z Via Nocturna. Zapraszam. Wielkiego wojowania prowadzić nie zamierzam ale trochę zamieszania może uda się narobić. Zobaczymy. Póki co cała energia wytwórni i ludzi, którzy mi w niej pomagają idzie w promocję Zorormr.

Coraz częściej można spotkać, że zespoły własnym sumptem wydają swój materiał. Jak sądzisz z czego to wynika? Chęć niezależności czy małe zainteresowanie ze strony wytwórni i niechęć do ryzyka finansowego w młode zespoły?

Klaszyczny model wydawania muzyki metalowej załamał się dawno temu. Dzisiaj wytwórnia oprócz fizycznego wyprodukowania twojego materiału niewiele może ci więcej zaproponować. Może jakieś recenzje, może wywiad. Ktoś komuś o tobie szepnie przy piwie i może nawet zagrasz w jakiejś dziurze do pustej sali… Dzisiaj nikt z wydawców nie ryzykuje, nie robi nic odkrywczego tylko klepie biedę wydając co tam akurat jest modne i sprzeda się na tyle, żeby zapłacić tłoczenie i waciki dla żony. Publiczność pierdoli głupoty w internecie i lajkuje, ale na koncerty chodzi rzadko a płyt de facto nie kupuje. Co sprytniejsi Janusze metalowego biznesu proponują zespołom, żeby opłaciły produkcje własnej płyty. Paranoja niekoniecznie inducta (śmiech). A aspirujące do wydania zespoły po części też są sobie winne bo prezentują poziom co najwyżej mierny. Wiesz, ja wciąż stresuję się jak gówniarz tym, czy faktycznie umiem na tyle dobrze grać i growlować, żeby się nie ośmieszyć czy kompozycje, które piszę warte są w ogóle nagrywania… Uwierz mi, że takie dylematy są większości debiutujących dziś zespołów raczej obce (śmiech).

Jesteś zajętym człowiekiem. Oprócz projektu Zorormr oraz wytwórni zajmujesz się również tworzeniem stron internetowych oraz grafiką. To Twoje główne zajęcie w życiu, które finalnie pomaga realizować muzyczną pasję jakim jest Zorormr?

Mam swoją małą firmę i staram się ją powoli rozwijać. Działalność wydawnicza i sklep internetowy to tylko dodatek do tego co robię w ramach Via Nocturna. W skrócie to głównie działalność agencji reklamowej, a więc strony www, poligrafia, tłumaczenia itp itd. Zorormr to moje główne muzyczne wcielenie i poświęcam mu większość wolnego czasu. W życiu zajmuję się jeszcze tym i owym, ale obawiam się, że nie jest to nic ciekawego dla czytelników Loud Now

Wróćmy do muzyki. Zamknąłeś rozdział I.A. Serpentor. Dlaczego? Black metal zawsze był na pierwszym miejscu? Czy to kwestia osobistej muzycznej ewolucji?

W 2009 roku miałem za sobą już dwa ambientowe pełnograje i jedną EPkę. W tamtym momencie byłem tym jednak znużony. Czułem się jak na mieliźnie. Mogłem się z niej wyrwać tylko mocnym pierdolnięciem stąd narodziny Zorormr. Zawsze chciałem grać ekstremalny metal, tylko z różnych względów się to nie udawało. Wiesz, takie pizdusiowate problemy: albo że nie ma z kim, albo, że nie ma gdzie, albo, że ktoś nie może wtedy kiedy trzeba… Stolica polskiej piosenki jak sam wiesz jakoś nie zaznaczyła się mocno na metalowej mapie Polski, jeśli wiesz co mam na mysli. Dlatego bez zbędnego roztrząsania tych problemów zdecydowałem się zrobić to wszystko samemu. A co do zamknięcia tamtego rodziału ambientowego, to nie byłbym tego taki pewien…

Jeśli chodzi o powstawanie muzyki na Corpus Hermeticum. To czy w całości pracowałeś od zera nad nowym materiałem czy wyciągnąłeś nieco gotowych dźwięków z szuflady z poprzednich sesji nagraniowych?

Ja podchodzę do takich spraw zadaniowo. W momencie gdy ukazywało się „IHS” ja już powoli komponowałem materiał na następcę. Nigdy nie nagrywam „na zapas” i „do szuflady”. Stawiam przed sobą cel: zrobić płytę i po prostu ją robię. Tym razem założyłem, że chcę mieć przynajmniej dwanaście numerów, z których będę mógł coś wybrać. Nagrałem dwanaście a na płytę trafiło ostatecznie dziewięć kompozycji. Dzisiaj nie mam żadnej nowej muzyki wartej uwagi nagranej na nową płytę. Kilka pomysłów, szkiców, ale ostatnio ich słuchając stwierdziłem, że są chujowe i trafią raczej do kosza (śmiech). Tak więc w odpowiednim momencie znów usiądę i napiszę następcę „Corpvys Hermeticvm” od a do z i wtedy wejdę do studia i zacznę nagrywać.

Długo trwał proces tworzenia od myśli „tak, czas na nową płytę” ?

O wiele dłużej niż bym sobie tego życzył. Ze względu na przyziemne obowiązki związane z pracą i życiem osobistym nagrywałem całą płytę na raty. Proces rejestracji zacząłem w 2013 roku a skończyłem masterem u Malty wczesną jesieną 2014. Jak by to wszystko skondensować to zmieściłbym się w sześciu tygodniach. Niestety z uwagi na to, że działo się w moim życiu wtedy dużo innych rzeczy, których nie mogłem odpuścić cały proces trwał tym razem tak długo.

Nie sposób pominąć wątku gości na nowej płycie. Jak doszło do współpracy z Mike’em Wead’em, który zagrał na gitarze w tytułowej kompozycji?

Klasycznie. Skontaktowałem się z nim i dość obcesowo zaproponowałem, żeby nagrał coś na moją nową płytę. Mike to prawdziwy profesjonalista. Przesłuchał ten numer i stwierdził, że mu się podoba i że coś tam postara się wymyślić. Trochę się naczekałem, bo od pierwszych rozmów do realizacji minęły ze trzy miesiące, ale jednak myślę, że było warto. Dla mnie to bardzo ważna sprawa. Wiesz ja jestem fanem Kinga Diamonda i Mercyful Fate, słucham ich namiętnie gdzieś od 1999 roku. A teraz na mojej płytce gra taka postać sceny jak Mike Wead. Czego można chcieć więcej?

Jeśli chodzi o produkcję nowej płyty to osobiście mogę tylko pochwalić. Świetne brzmienie, melodii też nie brakuje oraz niesamowity wokal. Czy wzorujesz się konkretnie na jakichś tuzach black metalu zarówno muzycznie jak i wokalnie? Czy to co „z Ciebie wychodzi” brzmi tak jak słychać na płycie?

Dzięki za uznanie! Miło słyszeć, że ktoś docenia produkcję tej płyty bo włożyłem w nią mnóstwo wysiłku i czasu. Brzmienie to zasługa Malty i to jemu należy się tutaj pochwała, bo sprawił, że mój koreański explorer zabrzmiał wreszcie jak prawdziwa gitara (śmiech). Co do wokali to ja jakoś specjalnie nie jestem w nikogo ślepo zapatrzony. Po prostu staram się robić to po swojemu, harczeć wyraźnie i dobrze akcentować frazy. Tak robi m.in. Kristoffer Olivius z Naglfar czy Seth z SepticFlesh. W black metalu jakoś przyjęło się, że wokal leje się jak farba po tej ścianie i to jest ok. Wolę jednak gdy wokal jest nieco z przodu i jest na tyle wyraźny, że nie trzeba siedzieć jak idiota z książeczką i odczytywać o chuj w tym wszystkim chodzi (śmiech).

Nie sposób nie zauważyć, że z płyty na płytę mniej jest ambientowych wstawek. Czas na prawdziwy i surowy black metal?

To jest tak, że z każdą płytą ZORORMR potrafię co raz lepiej układać palce na gryfie a przez to mogę gitarą wyrazić znacznie więcej. Stąd co raz mniejszy udział parapetów, co można poczuć wymownie na „Corpvs Hermeticvm”. Nie chcę muzycznie wracać do surowizny, lasów Pomorza czy innych gruzów. Nie jestem koniunkturalistą. Kiedy wydano „Kval” dostawałem wpierdol za słabą produkcję i ogólną mizerię kompozycyjną (choć recenzje były jednak pozytywne i np. wiem, że w Niemczech ten krążek jakoś się tam sprzedał). Dzisiaj wszyscy znów zasłuchują się w nagraniach z Kasprzaka…

Przyznam się, że nie wgłębiłem się jeszcze w sferę liryczną nowego albumu. Tak więc mógłbyś streścić znaczenie tytułu jak i to co mówią utwory?

Corpvs Hermeticvm” to dziewięć utworów, które lirycznie są ze sobą raczej luźno powiązane. Teksty poruszają głównie kwestie związane z filozofią hermetyczną i ezoteryzmem. Osią tego wszystkie jest oczywiście Hermes Trismegistus. Są też wątki lovecraftowskie i autotematyczne. Jeden numer przewrotnie nawiązuje do niesmowitego działa św. Ireneusza z Lyonu „Adversus Haereses”, inny zaś do myśli Carla Gustava Junga. Całość, stanowi osobliwą mieszankę tego, co rzeźbi w mojej duszy.

Powiedz, co Internety piszą o Corpus Hermeticum.

Póki co piszą niewiele ale raczej dobrze. Za wcześnie jednak na jakieś podsumowania czy wyciąganie wniosków, bo premiera miała miejsce zaledwie dwa tygodnie temu i jeszcze chyba nie wszyscy zdążyli się z zawartością płyty zapoznać…

Niecały rok temu w wywiadzie powiedziałeś „Trzeci krążek pod szyldem ZORORMR nie będzie głośny w podziemiu, on je rozpierdoli w nicość, albo przynajmniej gwałtownie podzieli„. Tak, więc rozpierdolił czy podzielił?

Za wcześnie wyrokować, bo płyta ledwo co opuściła tłocznię i wciąż do końca nie wiem jaki jest na nią odzew. Uważam jednak, że ten materiał ni jak nie pasuje do tego co teraz „jest na topie”. Za bardzo odstaje od tzw. undergroundu a znów na powierzchni też bardzo go nie chcą (śmiech). Stąd postrzegam to wszystko w takim zawieszeniu. Ale myśle jednak, że wstydu nie ma i, że ten materiał odciśnie swoje piętno w kraju i poza jego granicami. Póki co pewnie bardziej będzie dzielił niż rozpierdalał, no ale może to nawet lepiej? (śmiech)

Pewnie milion osób Cię o to pytało. Ale osobiście jako fan muszę. Zorormr będzie zawsze projektem? Nie chodzą Ci po głowie myśli aby go przemianować na zespół? (Hoest z Taake ogarnia wszystko sam, a na koncertach ma muzyków koncertowych). Grać trasy koncertowe (jako co-headliner z DI), spotykać się z fanami. Czy jednak underground na zawsze?

Żadna rozmowa ze mną od początku istnienia Zorormr nie obejdzie się bez tego pytania (śmiech). Tak naprawdę nie wiem, może będę grał koncerty? Przez ostatnie dwa czy trzy lata to nie było możliwe. Po prostu prowadziłem taki tryb życia, że ledwo czasu wystarczało na sen… Teraz wzsystko wygląda nieco inaczej i chcę jakoś tą kwestię rozwiązać. Raczej jednak podchodzę do tego bez większego entuzjazmu bo nie ma chyba wielkiego zainteresowania tą kwestią oprócz dziennikarzy i kilku osób bliższych i dalszych. Zdecydowanie jest ich zbyt mało na spotkanie w Empiku, a co dopiero na zapełnienie sali większej niż K60 w Opolu (śmiech). Niewykluczone, że Zorormr będzie kiedyś grał koncerty z wyprzedanymi biletami. Wtedy będzie można nawet powiedzieć, parafrazując klasyka, że „o Taake Polskę mi chodziło”, czyż nie? (śmiech).

Czy były takie pomysły i dyskusje wspólnie z Quazarrem i Icanrazem? W końcu współpracują z Tobą od początku.

Technicznie rzecz biorąc to prawdziwa współpraca z chłopakami zaczęła się od „IHS”. Wcześniej Quazarre nagrał leada do „Misanthropy” w przerwach między fajkami (śmiech). Szczerze jednak nie prowadziłem takich rozmów z chłopakami o graniu razem koncertów. Byłoby to ciekawe doświadczenie, choć pewnie nie łatwo byłoby to zrealizować ze względu na dystans między Opolem a Białymstokiem. Zobaczymy, może coś z tego mojego grania na żywo w końcu się urodzi. Czas pokaże.

Jeśli chodzi o muzykę metalową, to starasz się być na czasie czy cierpisz na notoryczny brak czasu?

Zawsze starałem się być na czasie i słuchać nowej muzyki. Często też szukałem nowych-starych dźwięków. Uwielbiam to robić. Tak np. poznałem muzykę Necrophobic i ich „Hrimthursum”, które wbiło mnie w fotel czy twórczość Leviathan parę lat temu. Teraz mniej nowej muzyki poznaję, ale to chyba wynika głównie z wspomnianego braku czasu.

Siedząc w fotelu często sięgasz do swoich muzycznych dokonań i analizujesz je? Czy jesteś zadowolony ze swoich dzieł i nie szukasz niedociągnięć?

Nie analizuję tego co robiłem „przed laty” nie jestem na takim etapie, nazwijmy to „kariery”, żeby upajać się własną twórczością i nagrywać programy dla VH1 (śmiech). Nie wstydzę się tego co zrobiłem, ale nie rozkminiam każdego dźwięku z poprzednich płyt. To oczywiste, że zawsze można było coś zrobić lepiej, ale ja uważam swoje płyty za swoje dzieci, nawet jeśłi są tak szkaradne jak „Withering HopesSerpentorii (śmiech). Zresztą rzadko kiedy słucham swoich własnych nagrań. Ostatnio jednak katowałem trochę „Misanthropy” z debiutu. Z tego numeru jestem chyba najbardziej zadowolony, jeśli chodzi o tamtą płytę. Oczywiście brzmi to tragicznie w porównaniu do „Corpvs Hermeticvm” no ale przeiceż to już prawie jest kult, nie? (śmiech).

Mówiąc o metalu w Polsce prym zawsze wiódł death metal. Obecnie mam wrażenie, że proporcje się zmieniły. Nie masz wrażenia, że ostatnimi czasy black metal w Polsce jest na silniejszej pozycji niż kiedykolwiek wcześniej?

Myślę, że nie. Trzy najbardziej popularne zespoły polskiej sceny ekstremalnej jednak więcej mają wspólnego z death metalem niż z blackiem. To, że black metal zatacza nieco szersze kręgi jest oczywiście fajne, ale czy zaraz świadczy to o pozycji tej sceny?. Nie popadałbym w zbytnią euforię bo raptem w zeszłym roku coś się działo. Mamy marzec 2015 i nagle cisza. Tak więc spokojnie. Niech ten black metal tych wszystkich debiutantów okrzepnie, wydadzą drugą, trzecią płytę i zobaczmy wtedy w jakiej kondycji jest scena. Dopóki jednak Polska będzie zaściankiem Europy to w szerszej perspektywie ta muzyka będzie miała problem przebić się do szerszej publiczności. I bynajmniej nie mówię tu o gościnnych występach dla hord w „Jaka to melodia?” (śmiech).  Myślę, że warto o to zawalczyć i na tym się skoncentrować, a nie poklepywać się po ramieniu, że jest dobrze bo jakaś tam płyta sprzedała się w nakładzie 500 egzemplarzy wśród znajomych królika…

W 2014 roku głośno się zrobiło na polskiej scenie o zespole Thaw. Znasz ich muzykę? Początkowo do mnie nie trafiała ale koncertowy odbiór to jakiś inny wymiar. Miałeś szansę ich zobaczyć?

Nie widziałem Thaw na żywo, ale znam ich muzykę i nawet mam ich ostatnie płyty. Ale ja rzadko bywam na koncertach, szczególnie wyjazdowych. Jestem klasycznym mizantropem, więc muzyki słucham raczej we własnych czterech ścianach. Lubię celebrować płyty, obcować z nimi sam na sam, choć na takie prawdziwe słuchanie w 100% z gramofonu nie mam często czasu. Ale jak będę miał okazję to chętnie sprawdzę ich formę koncertową, skoro tak polecasz (śmiech).

Kolekcjonujesz CD? Co mógłbyś polecić z ręką na sercu? Jaka płyta jest warta posłuchania w 666%?

Raczej słaby ze mnie kolekcjoner, bo ja jestem typem słuchacza, który katuje jedną płytę, aż do wyrzygania (śmiech). Stąd też nie mam fonoteki zajmującej cały salon. Nie mniej jednak staram się coś tam kupować sobie, ale to głównie są rzeczy, które chyba nie są zbyt popularne w szerszych kręgach. Cieszę się, że mam na półce The Vision Bleak do którego lubię wracać, oczywiście King Diamond i Mercyful Fate też tam goszczą. Z nowszych rzeczy to ostatnie God Seed mnie rozwaliło i tego słuchałem kilka miesięcy temu namiętnie. Podobnie jak Rob Zombie

Jeśli wkładasz płytę CD do odtwarzacza i nie jest to metal to……. ?

Nie jestem purystą i ortodoksem. U w domu brzmi dużo różnej muzyki, od Bena Howarda przez Fink, Clutch, muzykę filmową czy Holsta i Prokofiewa. Mimochodem słucham sporo jazzu i łagodniejszego rocka, bo te dźwięki też błąkają się po moim domu. Jest oczywiście też Wardruna, która chyba jak nic innego uderza mnie prosto w serce.

Wybierasz się na Dark Fest koło Opola? Będą zacne kapele: Vader, Hate, Furia oraz koledzy z Devilish Impressions.

Chciałbym tam się pojawić. Znam ten gród i okolice bo kilka razy już miałem okazję tam być. W zeszłym roku nie miałem czasu na pierwszą edycję, zresztą rozbawiła mnie koncepcja Opole Metal Fest jakieś 50 km od Opola (śmiech). No ale bywa. W tym roku line-up jest naprawdę dobry i grzechem byłoby nie zobaczyć jak tam sobie radzą dziadki i świeżaki…

Dzięki za wywiad. Kilka słów na koniec?

Również dziękuję za rozmowę! Zapraszam na www.zorormr.net i na www.ragnarok.pl gdzie możecie legalnie nabyć kopie Corpvs Hermeticvm. Wspierajcie Zorormr i do zobaczenia w piekle!

 

P.S. Podczas pisania wywiadu słuchając całej dyskografii, głównie ostatniego Corpus Hermeticum –  miazga! Tą płytę można mielić w głośnikach bez końca. Mam nadzieję, że w podsumowaniach 2015 roku nie zostanie pominięta!

MolochDzięki, ale to już zależy wyłacznie od dziennikarzy i słuchaczy J

NO COMMENTS

Leave a Reply